Magia w rytmie rock’n’rolla, czyli „Dom Wschodzącego Słońca” Aleksandry Janusz

0

dom-wschodzacego-slonca-b-iext52381886Witajcie w Farewell, mieście magów, w którym wszystko jest możliwe. Fragmenty pozornie nieprzystających do siebie rzeczywistości płynnie nachodzą na siebie. Mamy tu podstępne wróżki, które mogą oczarować i zniewolić śmiertelników. Kwiatowe duszki żyją w miejskim parku, będącym także terenem polowań zdziczałej wampirzycy. Ludzie-szczury zamieszkują slumsy. Architektoniczne zabytki sąsiadują z fabrycznymi dzielnicami. I co najważniejsze, w Farewell nic nie jest takie, jakim się wydaje na pierwszy rzut oka. Innymi słowy – to świat urban fantasy.

Eunice jest nastolatką w samym środku okresu buntu. Kwestionuje wszelkie wartości serwowane jej przez zakłamany świat dorosłych. Ma problemy w szkole i nie znajduje wsparcia ani zrozumienia w domu rodzinnym. Pewnego dnia odnajduje w odmętach Internetu grę Silver Tower. Zaintrygowana zaczyna rozwiązywać zagadki podsuwane jej w ramach rozgrywki. Łamigłówki urągające logice, geometryczne figury, które nie mają prawa istnieć w trójwymiarowej rzeczywistości. Dziewczyna stopniowo uczy się postrzegać świat inaczej.

Timothy jest cybermagiem, czarodziejem nowego pokolenia, wychowanym na wartościach psychodelicznej rewolucji dzieci kwiatów. Został zraniony i oślepiony w Mrocznej Wojnie, która wstrząsnęła światem magów. Dopiero w Ponadsieci uwalnia się od ograniczeń bólu i kalectwa, stając się potężnym Silver Knightem, tym, który oswoił Internet dla magii. Tylko w Ponadsieci Tim odzyskuje wzrok i wszystkie swoje moce.

Loyd wydaje się postacią wyjętą z superbohaterskich komiksów z lat 80. Uzbrojony w japoński miecz przemierza ulice miasta, chroniąc śmiertelników przed stworami kryjącymi się w mroku. Jest niepokonanym szermierzem i potężnym magiem o manierach wiktoriańskiego dżentelmena, które nabył w okresie dorastania jako syn angielskiego lorda. A jest l także wyrzutkiem, owocem małżeństwa lorda z Japonką. Loyd wie, co to ostracyzm, wyobcowanie i poczucie straty. Stracił w życiu tak wiele, że jego misją stało się chronienie innych przed zagrożeniem.

Gabriel to gwiazda rocka, wokalista zespołu Neverland, śliczny jak z obrazka. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zwykłego hedonistycznego gnojka i nikt by nie pomyślał, że jest biegłym uzdrowicielem. Ani by się nie domyślił, co kryje się w przeszłości chłopaka.

Oprócz nich w Farewell roi się od magów. Dom Wschodzącego Słońca, siedlisko Tima, Loyda i Gabriela, gości również Krzysztofa Podróżnika – wiekowego czarodzieja. Jest też miejscem przechowywania Błękitnej Księgi wieszczki Kai, która zginęła w Mrocznej Wojnie, a jednak jej obecność wciąż wydaje się wyczuwalna, jak niewidzialna dłoń sterująca losami naszych bohaterów. Zakonnica Weronika ma wszelkie predyspozycje do świętości, może oprócz tego, że w swojej pomocy biednym i potrzebującym ucieka się do magii. Arcymistrzyni Emily kieruje drugim domem magów, Mandalą, zamieszkałym przez równie barwny i ciekawy tłum. W sumie w Farewell jest ich trzynastu. I można zauważyć, że już tylko z tego powodu proszą się o kłopoty.

Dom Wschodzącego Słońca został wydany w 2006 roku, ale sprawia wrażenie nieco starszego. Całość jest tak bardzo osadzona w popkulturze lat 90., że czytając, czułam się przeniesiona do lat dorastania. Znam te postaci, ich charaktery, motywy, które nimi kierują, nawet niektóre wątki. Przez połowę lektury miałam wrażenie, że znowu siedzę w zagraconym pokoju ze znajomymi, głośna muzyka dudni z głośników wielkiej wieży stereo, a my rzucamy kośćmi, żeby sprawdzić, jak poszło spotkanie z wilkołakami w parku. Gramy w Wampira: Maskaradę, Maga: Wstąpienie albo In Nomine. Powieść zafundowała mi nostalgiczną wycieczką w przeszłość, ale bardziej pod względem klimatu niż czegokolwiek innego. Jest jak oglądanie pierwszy raz Buffy, Pogromczyni wampirów albo odsłuchanie po raz pierwszy rockowego albumu. Chociaż postaci są nieco kliszowe, rzadko można uznać to za wadę w fantastyce, która jest bardzo skonwencjonalizowanym gatunkiem. Nie wspominając o tym, że w tym przypadku te klisze mają znaczenie. Magia w świecie Farewell żeruje bowiem na zbiorowej nieświadomości, na wyobrażeniach zakorzenionych w mentalności tłumów. Wykorzystuje popkulturę, pozwalając, aby w zamian ta ją kształtowała, nadawała jej formę. Świadomość banalności pewnych rozwiązań wytwarza też dystans, który sprawia, że do samych klisz można podejść z humorem. Jest to więc lekka i przyjemna lektura.

To zarazem powieść debiutancka – i to widać. Nie ma tu jeszcze misternie tkanej fabuły, znanej z Kronik Rozdartego Świata, późniejszych powieści Janusz. Początkowo sądziłam, że książka będzie się składać z niepowiązanych ze sobą fabularnie opowiadań, służących zaprezentowaniu poszczególnych postaci. Druga połowa nieoczekiwanie wprowadza spójną fabułę, a przynajmniej jej zalążek, sugerując rozwinięcie w kolejnym tomie, udając, że rzeczywiście jest powieścią. Oczywiście zalążek fabuły i obietnica kolejnych tomów ma związek z przepowiednią, nieuchronną groźbą wiszącą nad bohaterami i zmianą status quo w samym Farewell. Dom Wschodzącego Słońca roi się od intryg. Na jednym poziomie pojawiają się knowania lokalnego władcy wampirów, na innym mikrofabuły dedykowane poszczególnym bohaterom, na jeszcze innym echa Mrocznej Wojny i niebezpieczeństwo, jakie stanowią skażeni magowie zawierający pakty z demonami. Nie można się więc nudzić. Pewien brak konsekwencji, jaki widać w rozłożeniu akcentów fabularnych w obrębie powieści, uwidacznia się także w innych jej aspektach. Ważnym elementem kreującym klimat Domu Wschodzącego Słońca jest muzyka. Mottem powieści są słowa rockowej piosenki, ale także muzyka Neverlandu przewija się przez kolejne rozdziały, stanowiąc komentarz dla poczynań postaci. Problem w tym, że czasami słowa piosenek podane są po polsku, a czasem po angielsku, jakby Gabriel nie mógł się zdecydować, w jakim języku śpiewa. Trzeba też przyznać Janusz, że jest utalentowaną tekściarką i naprawdę udało jej się stworzyć przekonujące, chwytliwe i pełne wyrazu teksty piosenek. Ten brak konsekwencji nie jest też największym błędem warsztatowym, jaki można popełnić.

Dom Wschodzącego Słońca można by uznać za świetną powieść, gdyby nie pewne zgrzyty, które też nie wszystkim zapewne będą przeszkadzać. Jest naprawdę głęboko osadzony w klimacie lat 90., co jest i dobre, i złe. Wiele rzeczy, które wtedy przechodziły bez echa, dzisiaj budzi zasłużony niesmak. W powieści często pojawia się homofobia, i to traktowana jak powracający żart, kiedy Gabrielowi obrywa się za urodę określeniem „ciota”. Przy czym tylko niektóre użycia tego terminu – w wykonaniu antagonistów – spotykają się z czymś w rodzaju dezaprobaty. To samo słowo w ustach bohaterów powieści jest czymś w rodzaju źle obliczonego elementu komicznego. Prócz tego mamy do czynienia z dość nachalnym queercodingiem, popkulturowym dziedzictwem cenzury Kodeksu Haysa, w ramach którego postać negatywna nie musi być hetero, w przeciwieństwie do bohatera, który reprezentuje to, co właściwe, słuszne i heteroseksualne. Można powiedzieć, że powieść nie zestarzała się tak dobrze jak wiele tekstów popkultury, ale nie sądzę, żeby popkultura lat 90., pełna homofobicznych motywów, nagminnie stosowała jawnie mowę nienawiści. Poza tym argument czasu akcji powieści łatwo obalić stwierdzeniem, że autorka miała sporo czasu na redakcję i że pewne słowa nie wszystkim przejdą przez klawiaturę, zwłaszcza jeśli nie funkcjonują w ich codziennym słowniku. Z całą miłością do urban fantasy mogę stwierdzić, że to nie jest powieść dla mnie. Jest to też pierwsza książka Janusz, której nie mogę z czystym sumieniem polecić, przynajmniej nie wszystkim. Nie wątpię, że dla wielu osób będzie ona świetną rozrywką, biorąc pod uwagę fakt, że żyjemy w społeczeństwie, które wciąż wierzy, że homofobia nie jest problemem heretyków. Ci, którzy wiedzą lepiej, mogą czuć się ostrzeżeni.

Autorka: Aleksandra Janusz

Tytuł: Dom Wschodzącego Słońca

Seria: Miasto Magów, tom I

Wydawnictwo: Uroboros

Liczba stron: 416

Data wydania: 04.04.18

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Pisze pracę doktorską na temat przemian autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz