Lucynka, Macoszka i ja – Martin Reiner

lucynkaLiteratura czeska często oferuje zabawną lekturę o rzeczach całkiem poważnych. Absurd jest tarczą i swoistą przeciwwagą dla trudnych tematów. Martin Reiner zaproponował powieść zupełnie odbiegającą od takiego stylu. Ten najbardziej uznany, współczesny czeski pisarz postawił na intymność i poetyckość.

„Lucynka, Macoszka i ja” zaskakuje delikatną prozą, wyważonymi frazami, chętnie nurzającymi się w środkach poetyckiego wyrazu. Narrację prowadzi listonosz Tomasz, przypadkiem dowiadujący się o istnieniu zapomnianego już poety, Jerzego Macoszki. Budzi się w nim silne pragnienie odnalezienia literata, obecnie przebywającego w Anglii. Nasz bohater rozpoczyna poszukiwania Macoszki, znajduje ludzi, którzy mieli kontakt z artystą, planuje podróż na Wyspy. Nie jest to jednak takie proste, gdy zważymy, że rzecz dzieje się chwilę przed Aksamitną Rewolucją. Komunistyczna Czechosłowacja to zdecydowanie najważniejszy bohater tła. Choć nie znajdziemy tu wątków stricte politycznych, to jednak wielkie znaczenie ma miejsce i czas akcji. Reiner nie opisuje wprost, on charakteryzuje przez detale (problem z dotarciem do literatury, procedury opuszczania kraju, kontrast z Anglią).

Tomasz tak chętnie podjął się odnalezienia poety, głównie dlatego że jego jałowe dotychczas życie wreszcie zyskało cel. Poszukiwanie, życie biografią i legendą Macoszki, nadało sens dalszemu istnieniu narratora. Wędrówka śladami brneńskiego artysty otwarła przed Tomaszem możliwość samopoznania. Bohater często wraca pamięcią do przeszłości, przypomina sobie moment, w którym pokochał literaturę. Ale to przynosi także smutne wspomnienie – to brak więzi i zrozumienia z ojcem pchnął Tomka do szukania przyjaciół z świecie wyobraźni, a książki doskonale zaspokajały tę potrzebę. Motyw trudnej relacji z rodzicem jest tym ważniejszy, że mężczyzna wkrótce sam będzie musiał sprawdzić się w podobnej roli.

Gdy była partnerka bohatera, Marta, trafiła z problemami psychicznymi do szpitala, Tomasz (choć nie bez wątpliwości) podjął się opieki nad jej kilkuletnią córeczką. Z Lucynką (może nawet bardziej niż z jej matką) zżył się już podczas wcześniejszych wizyt w ich domu. To wrażliwa, rezolutna i nad wiek mądra dziewczynka. Ich relacja pozwala narratorowi odkryć w sobie pokłady skrywanych dotąd uczuć.

Reiner jest badaczem życia i twórczości znanego poety, Ivana Blatnego. Nie dziwi zatem, że autor „Pani Jutrzenki” jest widoczny w cechach i życiorysie Macoszki. Być może „Lucynka…” była pomyślana jako swego rodzaju powieść-wstęp do wydanej pięć lat później biografii brneńskiego artysty pt. „Poeta”.

Dla Tomasza o wiele ważniejsze okazało się podążanie tropem Blatnego, niż odkrycie bolesnych i niewygodnych szczegółów z życia poety. Ta podróż, a potem wychowywanie Lucynki pozwoliło mężczyźnie poznać siebie, zaakceptować i zrozumieć pewne rzeczy. To tak osobiste kwestie, że jako czytelnicy często czujemy się skrępowani (ale i zafascynowani!) zwierzeniami bohatera. Wspaniała i wzruszająca historia, która powinna trwać bez końca, rozpisana w wielu tomach.

Kinga Młynarska

                Ocena: 5/5

  1. Tytuł: Lucynka, Macoszka i ja
  2. Autor: Martin Reiner
  3. Okładka: miękka
  4. Liczba stron: 232
  5. Data wydania: 2015
  6. Wydawnictwo: Stara Szkoła
About the author
Kinga Młynarska
Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *