Literatura od (totalitarnej) kuchni

0

ndiezdaKto wie, ile literackich arcydzieł mogłoby nie przetrwać XX wieku, gdyby nie chwalebna działalność prawdziwych strażniczek spuścizny wielkich pisarzy. Było ich wiele. W ZSRR literackie wdowy stanowiły prawdziwą instytucję, nie pozwalając zapomnieć lub zniszczyć dzieł swoich mężów. Najwybitniejszą z nich była niewątpliwie Nadieżda Mandelsztam, która nie tylko zachowała i przechowała twórczość wybitnego poety, ale również sama stworzyła wyjątkowe literackie świadectwo epoki. To z jej wspomnień możemy dowiedzieć się, jak w stalinowskiej rzeczywistości funkcjonowało środowisko literackie i mechanizmy jego represjonowania oraz jak trudną grę trzeba było prowadzić, aby ocalić dzieła pisarzy wyklętych przez system.

Nadieżda Chazina-Mandelsztam urodziła się w 1899 roku w Saratowie. Była najmłodszym spośród czworga dzieci żydowskiego kupca Jakowa Chazina i jego żony Wiery. Rodzina była liberalna i zamożna. Nadieżda wychowywana była w kręgu kultury rosyjskiej. Jej rodzina bowiem, dla uniknięcia prześladowań i zagrożenia pogromami, przyjęła chrześcijaństwo. Unikano jednak ostentacyjnej religijności, być może traktując konwersję jako wystarczającą kontrybucję na rzecz spokojnego życia. Rodzice Nadii zadbali nie tylko o staranne wykształcenie córki, co było oczywiste dla jej matki, należącej do pierwszego pokolenia kobiet praktykujących zawód lekarza, ale i wykształcenie w niej zmysłu krytycznego i samodzielności. W przyszłości te cechy miały nie tylko uratować jej życie, ale i pozwolić ochronić twórczość męża Nadii i pamięć o nim.

Wybuch obu rewolucji: lutowej i październikowej zastał rodzinę Chazinów w Kijowie, dokąd przeniosła się z Saratowa. Jak wyglądały rządy bolszewików w mieście, możemy przekonać się, czytając liczne relacje przebywających tam Polaków. Masowe aresztowania i egzekucje przeciwników politycznych i klasowych, terror, konfiskaty majątków, wyrzucanie zamożnych mieszczan z ich domów w ciągu zaledwie kilkunastu minut. To samo spotkało rodzinę Chazinów. Rodzicom Nadii zrabowano nie tylko pieniądze, ale i meble. Jeden z synów, walczący w wojnie domowej, przepadł bez wieści. Po ostatecznym przyłączeniu Kijowa i wschodniej Ukrainy do ZSRR w mieście, podobnie jak i w całym kraju, nastąpił rozkwit życia artystycznego. Może się to wydawać paradoksem, ale właśnie w okresie wczesnych lat 20. wielkie miasta rosyjskie zamieniły się w laboratoria awangardowej sztuki i nowych prądów literackich. Nadieżda zaczyna uczyć się malarstwa pod kierunkiem Aleksandry Ekster i naturalnie pasjonuje się tym z nagła rozkwitłym życiem artystycznym. Towarzyszą mu ogromne zmiany obyczajowe, przypominające nieco zachodnią rewolucję seksualną z końca lat 60. Starsze pokolenie i jego normy przegrały, więc młodzi zaczęli kształtować swoje życie niezależnie od nich.

Młoda dziewczyna opuściła rozbity i niedający już oparcia rodzinny dom, przystępując do komuny artystycznej. Poznała w niej Osipa Mandelsztama, z którym związała się w 1919 roku. Mandelsztam był postacią posągową. Uważany za najwybitniejszego przedstawiciela akmeizmu, dla młodych poetów, próbujących stworzyć nową, postrewolucyjną literaturę rosyjską, był autorytetem i wyrocznią. Kiedy czyta się wspomnienia Nadieżdy, dziwić może to, w jak niewielkim stopniu odczuwano zagrożenie ze strony tworzącego się sowieckiego totalitaryzmu.

Akurat w momencie, gdy Nadieżda i Osip pobrali się w 1921 roku i przenieśli do Leningradu, świat literacki dostał pierwsze ostrzeżenie. Aresztowano innego akmeistę i byłego męża Anny Achmatowej – Nikołaja Gumilowa. Oskarżony o udział w spisku, został rozstrzelany. Młody komunistyczny ustrój jeszcze nie okrzepł, więc represje nie spadły na innych przedstawicieli świata literackiego. Jednak wydarzenie to wystarczyło, aby Achmatowa i Mandelsztam zaczęli się pilnować, nie ufając do końca złudzeniom „normalnego życia”. Zresztą Mandelsztam był akmeistą totalnym. Wierzył, że poezja jest miejscem spotkania czynników historycznych i egzystencjalnych z duchowością i metafizyką. Jednak system i rzeczywistość w ZSRR uwidaczniały raczej przepaść, antynomię bytu i ducha. W kraju brakowało niemal wszystkiego, a większość działań władz zmierzała do zdławienia jakichkolwiek przejawów niezależności. Po krótkim okresie popierania przez władze artystycznej awangardy coraz silniej zaczęto wtłaczać artystów w tryby nowego systemu.

Oboje Mandelsztamowie byli nonkonformistami. Wraz z przejęciem władzy przez Stalina atmosfera wokół niepokornych pisarzy i poetów zaczęła się zagęszczać. Stało się jasne, że system zaczyna być dla nich coraz bardziej niebezpieczny. Społeczeństwo miało zostać przekształcone w mechanizm działający na rzecz zwycięstwa ideologii. Mandelsztamowie zdają się tracić złudzenia, kiedy najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach umiera Jesienin, a potem następują aresztowania wokół osób z jego kręgu. Zwiększają się naciski i ingerencja w życie literackie. Podporządkowanie środowiska oparto na systemie nagród i kar. Nagrodą była już sama możliwość publikowania swoich utworów, spolegliwym przydzielano mieszkania, dacze, czasami zezwalano nawet na podróże zagraniczne. Towarzyszyły temu także odpowiednie gratyfikacje finansowe w postaci nagród państwowych.Natomiast niepokornych zaczęły otaczać sieci donosicieli, pozbawiano ich możliwości druku, a ich wcześniej opublikowane książki usuwano z bibliotek. Skazanie na milczenie wiązało się z utratą źródeł dochodów, dachu nad głową, załamaniem społecznej pozycji. W praktyce równało się wykluczeniu ze społeczeństwa.

Wkrótce Mandelsztam i Nadieżda mieli na własnej skórze odczuć działanie mechanizmu dławienia wolnej myśli. Zaczęło się od sporu między Mandelsztamem i Arkadijem Gornfeldem o autorstwo tłumaczenia „Dyla Sowizdrzała”, ów spór skończył się wykluczeniem tego pierwszego z leningradzkiej sekcji Związku Pisarzy. Mandelsztam toczył samotnie walkę z opanowanym przez stalinowców zarządem sekcji i administracją. Jeśli liczył na wsparcie kolegów po piórze, czekało go gorzkie rozczarowanie. Dał mu wyraz w opublikowanym „Liście otwartym do pisarzy sowieckich”, w którym celnie rozpoznał trendy zmierzające do podporządkowania literatury praktyce politycznej. Wykluczenie ze Związku Pisarzy miało oczywiście swoje nieprzyjemne konsekwencje. Osip i Nadieżda stracili mieszkanie, w konsekwencji czego musieli przenieść się do Moskwy. Przestano publikować utwory Mandelsztama, choć oficjalnie nie objęto go jeszcze zakazem druku. We wspomnieniach Nadieżda dała wyraz swoim poglądom na temat środowiskowej i społecznej (nie)solidarności tego czasu: „W swej naiwności sądziłam, że opinia publiczna jest zawsze po stronie słabego przeciwko silnemu, krzywdzonego przeciw krzywdzicielowi, ofiary przeciw oprawcy”. Tymczasem w Rosji działo się wprost odwrotnie. Polityka Stalina zmierzała do wykorzenienia jakiegokolwiek wolnomyślicielstwa wśród pisarzy. Panował strach, milczenie i konformizm. Zaledwie kilka osób nie podporządkowało się tym trendom. Wśród nich był Mandelsztam i jego oddana przyjaciółka Anna Achmatowa. Sama Nadieżda zwraca jednak uwagę, że wszyscy troje byli początkowo zafascynowani postacią Stalina jako tym, które samodzielnie osiągnął szczyty kariery politycznej. Po latach jego porządki na Kremlu i w państwie Mandelsztam ostro określił jako „praktykowanie paranoi”.

Jednak epoka wielkich czystek, która miała pochłonąć miliony, a jej skutki dotknąć wszystkich, była jeszcze daleko. Pokolenie towarzyszy Lenina wciąż zachowywało swoje wpływy. Dzięki wstawiennictwu jednego z nich – Nikolaja Bucharina – Mandelsztam został, wraz z grupą pisarzy, wysłany do Gruzji i Armenii. Była to dla niego wędrówka „do źródeł czasu” i do miejsc będących unikalnym połączeniem wpływów chrześcijańskich z żydowskimi oraz kultury orientalnej z okcydentalną. W swoich esejach z podróży nie opisał elektryfikacji i nie zachwycił się potęgą nowo wybudowanych fabryk. Kolejny raz natomiast sprzeciwił się próbom ideologicznego manipulowania kulturą i tworzeniu literatury na polityczne zamówienie. Nadieżda, towarzysząca mu w wyprawie, znała fascynację męża kwestią dziedzictwa cywilizacyjnego i wiedziała, że nie zachwycają go ani gmachy budowane na gruzach owego dziedzictwa, ani próby zakłamywania historii. Sama też powoli zaczęła otrząsać się z iluzji, że państwo radzieckie na piedestał wynosi człowieka. Ludzie byli potrzebni do realizacji planów, podnoszenia statystyk. Humanizm przestał być pożądany, a zaczął być niebezpieczny. Mandelsztam zareagował na to tak, jak potrafił. Znów wdał się w środowiskowy spór, który ponownie podkreślił jego nieprzejednaną postawę wobec prób zaszczepienia stalinizmu i jego wartości w literaturze rosyjskiej. Prymatu ideologii nad kulturą.

W listopadzie 1933 roku napisał swój słynny skierowany przeciw Stalinowi wiersz, w którym „groźny cień kaukaskiego górala” jest symbolem opresji i śmierci. Pomimo błagań rozważniejszej Nadieżdy Mandelsztam czytał te strofy gronu znajomych. Ona przeczuwała, że coraz ciaśniej oplatają ich macki donosicieli, a nieostrożność granicząca z brawurą w sowieckich realiach grozi tragicznymi konsekwencjami. Okazało się, że w końcu OGPU skojarzyło lub otrzymało informacje o autorze wiersza, który krążył już w odpisach po całej Moskwie. W maju 1934 r. Mandelsztam został aresztowany. Małżeństwo po raz pierwszy przekonało się, jak nowy system indoktrynuje społeczeństwo. Nadieżda celnie i nie bez złośliwości opisała całą sytuację: „W czasie rewizji w r. 1934 różanolicy czekista był wstrząśnięty nieobecnością marksizmu na naszej półce. Gdzie trzymacie swoich klasyków? – zapytał, a O.M, usłyszawszy pytanie, szepnął do mnie: Po raz pierwszy aresztuje człowieka, u którego nie ma Marksa”. Natychmiast po wyprowadzeniu Mandelsztama z domu Nadieżda zaczęła działać. W trakcie rewizji zorientowała się bowiem, że łupem bezpieki mogą paść wszystkie rękopisy poety. Dlatego też ukryła wszystkie nieskonfiskowane podczas rewizji materiały i zorganizowała wraz z Achmatową sieć kontaktów mających doprowadzić do uwolnienia Osipa. Rzeczywiście został on zwolniony, jednak cena, jaką oboje zapłacili za jego wolność, była niezwykle wysoka. W aktach zachowała się adnotacja, uczyniona niewątpliwie na rozkaz Stalina: „izolować, ale zachować”. Mandelsztam został więc skazany na zesłanie administracyjne, na którego miejsce wybrał Woroneż. Nadieżdzie władze pozwoliły dołączyć do męża, jednak tym samym objął ją zakaz powrotu do Moskwy i szesnastu innych wielkich miast ZSRR. Mandelsztam odtąd figurował na indeksie, a Nadieżda nie pracowała. Para żyła więc w skrajnym ubóstwie. Czasami zdarzało się, że aby nie głodować, musieli żebrać. Bardzo skromne utrzymanie zapewniały im jedynie pieniądze przysyłane przez brata Nadii.

Na zesłaniu Mandelsztam zaczął cierpieć na poważne dolegliwości psychiczne i dwukrotnie usiłował popełnić samobójstwo. Gdy w końcu powrócił do pisania wierszy, Nadieżda, wiedząc już, że w razie powtórnego aresztowania to ich właśnie będą poszukiwać władze, opracowała własną metodę chronienia i przechowywania dorobku męża. Rękopisy zostały ukryte wszędzie: w poszewkach, butach i rondlach, część rozdzielona między najbardziej zaufanych przyjaciół. Gdy po raz drugi NKWD aresztowało Mandelsztama, jego żona zaczęła uczyć się na pamięć utworów męża. Nie mając zawodu, zdecydowała się podjąć studia w dziedzinie anglistyki. Gdy je ukończyła, z łagru przyszła wiadomość o śmierci Osipa. Nadieżda przekazała jeszcze tragiczną informację Annie Achmatowej, po czym postanowiła w praktyce zastosować radę Lwa Tołstoja, czyli… zniknąć władzom z oczu. Jej celem było nie tylko przeżycie, ale przede wszystkim zachowanie dorobku Osipa. Zabrała wszystkie posiadane rękopisy, listy i dokumenty, po czym rozpoczęła tułacze życie. Wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania. Wiadomo o przynajmniej jednym przypadku, gdy dosłownie w dzień po opuszczeniu przez Nadieżdę wynajętego pokoju, przyszli po nią enkawudziści. Zatrudniała się w dziesiątkach szkół jako nauczycielka angielskiego. Bywało i tak, że na życie zarabiała jako sprzątaczka. Zawsze jednak starała się być szybsza niż tajniacy. Po latach napisała samokrytycznie: „Zmiażdżeni przez system, w którego tworzeniu tak czy owak współuczestniczyliśmy wszyscy – okazaliśmy się niezdolni nawet do biernego oporu. Nasza pokora podniecała oprawców i powstawało błędne koło”.

Jednak w najbardziej niebezpiecznych latach Nadieżda prowadziła przemyślaną grę z totalitarnym ustrojem, którą w końcu wygrała. Po śmierci Stalina podjęła starania o rehabilitację męża i zezwolenie na powrót do Moskwy. Władze wyraziły zgodę. Mandelsztam został częściowo zrehabilitowany, choć jeszcze przez wiele lat jego twórczość objęta była zapisem cenzorskim. Nadia, która w 1956 roku zdobyła tytuł doktora, broniąc dysertację z zakresu lingwistyki, powróciła do Moskwy i tam stała się ikoną młodych poetów związanych z ruchem samizdatu. Wśród nich największym admiratorem twórczości jej męża był młody Josip Brodski.

Sama Nadieżda nie uznała jednak, że jej dzieło jest skończone. Była jednym z niewielu ocalałych świadków epoki i zbrodni dokonanej na rosyjskiej literaturze. Postanowiła wiec spisać swoje wspomnienia. Książka „Nadzieja w beznadziei” ukazała się najpierw w samizdacie, a potem, przemycona na Zachód, opublikowana została w Nowym Jorku. Wspomnienia autorki stanowią unikalne osiągnięcie diarystyki i są dowodem ogromnego, autonomicznego talentu literackiego . Pozwalają prześledzić totalitarne mechanizmy działające w społeczeństwie i proces „oswajania”, a potem podporządkowania twórców i kultury komunistycznej dyktaturze. „Rękopisy nie płoną” napisał w profetycznym natchnieniu Bułhakow. Wszystkie przejęte przez NKWD manuskrypty Mandelsztama zostały wrzucone w ogień. Ocalały te, które ukryła i wyniosła z domu Nadieżda. Proroctwo się wypełniło.

Wszystkie cytaty za: Nadieżda Mandelsztam, Nadzieja w beznadziei, przekład Andrzej Drawicz, Warszawa 1997.

Podziel się

O autorze

Ewa Glubińska

historyczka, feministka, wielbicielka herstories pisanych przez życie i tych fikcyjnych również

Odpowiedz