Liliana Bodoc – Saga o Rubieżach

Fantasy tworzona w języku hiszpańskim nie gości zbyt często na półkach księgarni w Polsce. Tym większe zaciekawienie wzbudziła we mnie powieść Liliany Bodoc „Saga o Rubieżach”, na dodatek reklamowana hasłem: „najlepsze epickie dzieło fantasy napisane w języku hiszpańskim”. Autorka pochodzi z Argentyny. Stworzona przez nią opowieść składa się z trzech tomów – „Dni Jelenia”, „Dni Pomroki” oraz „Dni Ognia”. Polskie wydanie opatrzone tytułem „Saga o Rubieżach” tom I zawiera dwie części sagi.

Jak to zwykle w fantasy bywa autorka na kartach powieści wykreowała własny świat. Na Żyznych Ziemiach istnieje wiele plemion – Husihuilkowie, Lulkowie, Zitzahayowie, Boreaszowie, ludzie z Klanu Puchacza, Pasterze Pustyni, Władcy Słońca. Ich spokojne życie, wiedzione w zgodzie z naturą i magią zakłócają znaki, których magowie nie potrafią odczytać. To budzi lęk, gdyż przed wiekami na kontynencie pojawili się Boreaszowie ze Starych Ziem. Przynieśli oni niepokojące wieści, których nigdy nie wolno było zapomnieć. Rozpoczynali wtedy walkę z Misaianesem, Wieczną Nienawiścią, synem Śmierci. Ostrzegli, że wcześniej czy później na horyzoncie pojawią się inne okręty. Przypłyną na nich albo przyjaźni potomkowie Boreaszów albo wojsko Misaianesa niosące zgubę. Ponieważ magia nie potrafi udzielić odpowiedzi, kto przybywa, przedstawiciele wszystkich plemion muszą podjąć decyzję, jak przywitać nadpływających. Nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy, gdy wyjawię, że przybywają oczywiście sługusy Wiecznej Nienawiści. Jednakże walka z nimi nie będzie łatwa, gdyż dysponują najgroźniejszą z broni – zdradą.

„Saga o Rubieżach” ma bardzo wolny rytm narracji. Zwłaszcza na początku. Autorka skupia się na opisywaniu zwyczajów i obrzędów oraz codziennych czynności. Sporo też opisów przyrody. Wszystko to przypomina nieco opowieść snutą przy ognisku, gdzie nie trzeba się spieszyć, bo większość słuchaczy i tak zna przedstawianą historię. Klimatem książka przypomina nieco twórczość Ursuli K. Le Guin. Nie dziwie się zatem, że „Saga o Rubieżach” przypadła autorce „Ziemiomorza” do gustu.
O ile przez początek nie jest łatwo przebrnąć bez odruchu zniecierpliwienia, potem jest już lepiej. Drugi tom, „Dni Pomroki”, jest ciekawszy i lepiej napisany niż „Dni Jelenia”, więc połączenie ich w jednym wydaniu było dobrym pomysłem.

„Saga o Rubieżach” osadzona jest w różnych kontekstach –  historycznym, mitycznym, a nawet baśniowym. Opozycja Żyzne Ziemie – Stare Ziemie przypomina układ Ameryka – Europa. Wojownicy Misaianesa są wzorowani na hiszpańskich konkwistadorach (ognista, broń, grzywaki), a ludy zamieszkujące Żyzne Ziemie przypominają plemiona z Ameryki Południowej. Choć oczywiście nie można zupełnie utożsamić prawdziwych kontynentów ze światem wykreowanym przez L. Bodoc, to skojarzenia nasuwają się same. Co ciekawe, jeżeli chodzi o Stare Ziemie, tropy najczęściej odnoszą się do Grecji, kolebki cywilizacji sródziemnonmorskiej. Nie bez kozery żeglarze, którzy stamtąd przybyli, nazywani są Boreaszami. Boreasz był gwałtownym bogiem wiatru północnego w helleńskiej mitologii. Imiona sługusów Misaianesa – Leogros czy Drimus także wskazują na greckie pochodzenie.

Pewną słabością prozy L. Bodoc są bohaterowie. W większości płascy i jednowymiarowi, wciśnięci w określoną szufladkę. Dulkancellin to wojownik i koniec kropka. Nie może zrobić nic, co nie przystawałoby wojownikowi. Cucub to inteligentny błazen, kochający się we własnych słowach – i tak musi być, niezależnie od tego co przeżyje w trakcie rozwoju fabuły. Bohaterowie nie doświadczają rozterek czy wewnętrznych wahań. Dobro i zło jest jasno oddzielone, nie ma szarości. Z dwoma wyjątkami – Bora i mojej ulubionej bohaterki, Pani Pomroki czyli Śmierci. Jej wątek jest ciekawy i dobrze poprowadzony. Rozmowy Pomroki z nieświadomą i niewinną Wilkilén przynoszą jedno z najważniejszych pytań (i odpowiedzi) powieści. I to nie tylko w sensie fabularnym, biorąc pod uwagę, że Pomroka i Misaianes to uosobienia abstrakcyjnych pojęć, ale także uniwersalnym.

Każde stworzenie męczy się w końcu przeprawami przez kolejne rzeki i prosi o odpoczynek. Ale nie słyszałam o żadnym, które zmęczyłoby się miłością i prosiło o nienawiść. Poza tym śmierć chodzi od jednego życia do drugiego, a nienawiść w ogóle nie chodzi. Dlatego moim zdaniem większa jest śmierć¹.

L. Bodoc zwraca też uwagę na tak modny obecnie aspekt ekologiczny. Żyzne Ziemie mają szansę na zwycięstwo z Wieczną Nienawiścią tylko jeżeli zdołają zachować równowagę i zdolność życia w harmonii ze wszystkimi istotami. Zwierzęta i rośliny są równie ważne jak ludzie. Życie to skomplikowany system zależności, w którym wszystkie elementy są jednakowo ważne.

Świat Stworzenia jest idealną osnową z niezbędnymi nićmi. Przymiotem magii jest zaś umiejętność widzenia i rozumienia ich wzajemnych zależności. Na tym właśnie polega jej mądrość, utworzona z materii tej ziemi. Być może magia zdoła pojąć zależność między dżdżownicą a górą, zobaczyć, co je zbliża, a co oddala. By tego dokonać, trzeba jednak zapytać o to dżdżownicę i górę. Jeśli kiedyś o tym zapomnimy, mądrość zmieni się w pychę, a to, co leczy, stanie się trucizną².

Te wartości nosi w sobie Kupuka, czarownik z Rubieży, chętnie rozmawiający z każdym, nawet najlichszym stworzeniem.

Jednym z kluczowych pojęć dla Świata Stworzenia jest pamięć, podobnie jak w „Rudej Sforze” Mai Lidii Kossakowskiej. Dopóki istnieje ktoś, kto jest w stanie opowiedzieć o dawnych dziejach, śmierć nigdy nie jest daremna i zupełna, a przegrani mogą odrodzić się na nowo. Zapomnieć znaczy umrzeć na zawsze.

„Saga o Rubieżach” raczej nie jest książką, która spodoba się miłośnikom wartkiej akcji. Ci, którzy lubią klimat rodem z twórczości U. K. Le Guin, rozlewną narrację oraz realizm magiczny z pewnością nie będą zawiedzeni. Mnie się podobało i czekam na dokończenie historii. Coś mi się zdaje, że tym razem Żyzne Ziemie nie ulegną przybyszom zza morza.

Barbara Augustyn

Autor: Liliana Bodoc

Tytuł: „Saga o Rubieżach” t. I

Wydawnictwo: Prószyński i S – ka

Liczba stron: 728

Data wydania: 2012

¹ L. Bodoc, „Saga o Rubieżach” t. 1, przeł. I. Michałowska – Gabrych, Warszawa 2012, s. 714.

² Tamże, s. 324 – 325.

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *