Kto głosował na Pomarańczowego Dona? (Charlie LeDuff, Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje)

Laureat Nagrody Pulitzera, autor reportażu Detroit. Sekcja zwłok Ameryki (Czarne 2015) Charlie LeDuff powraca z nową porcją obrazów prosto z amerykańskiego zadupia. Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje to relacja z prac nad serią telewizyjnych reportaży o przemianach ekonomicznych i kulturowych na amerykańskiej prowincji. LeDuff wychodzi poza pogardzaną wielkomiejską bańkę, w której skorumpowani politycy razem z dziennikarzami w butach made in Italy odgrywają swoją farsę, od czasu do czasu pozując na społeczną wrażliwość. LeDuff robi to, na co innym brakuje odwagi: spotyka się ze zwyczajnymi Amerykanami.

Ostatnie zdanie powyższego akapitu mogłoby się nie spodobać reporterowi z Detroit. Owszem, Charlie LeDuff mógłby uchodzić za heroicznego tropiciela niewygodnej prawdy, demistyfikatora rządowych przekrętów, który dodatkowo zjednuje sympatię przaśnym stylem swojej narracji. Kapitan Ameryka telewizji regionalnej, idealny materiał do bicia piany i kręcenia osobistego shitshow (słowo klucz słusznie pozostawione przez Kaję Gucio w oryginale, oznaczające coś w rodzaju gównianej szopki). Heroizm LeDuffa jest też jednak idealnym materiałem do dekonstrukcji w jego własnym stylu. Jeśli przyjmiemy go takim, jakim samego siebie przedstawia na kartach najnowszej publikacji, nie będziemy mieli do czynienia z żadnym bohaterem. Nie jest prominentem ani Charlie, ani Matt, ani Bob [towarzyszący mu kamerzyści, dzieci przemysłu metalurgicznego (s. 88), potomkowie hodowców kapusty i stajennych parobków (s. 147)]. Charlie jest reporterem ulicznym, a więc człowiekiem od telewizyjnej brudnej roboty. Nie cieszy się zbytnimi przywilejami nie posiada akredytacji dziennikarskiej, posługuje się legitymacją prasową domowej roboty, na jakiś czas traci możliwość nagrywania reportaży w terenie przez dziewięć kufli piwa i talerz kalmarów w rozliczeniu delegacji. Wykonuje swoją pracę, o której prawdopodobnie nigdy byśmy nie usłyszeli, gdyby nie to, że włada piórem z nieprawdopodobnym luzem, czyniąc lżej strawnymi tematy, które bez jego sztafażu literackiego zasługiwałyby raczej na łzy niż na śmiech. Shitshow! jest dowcipne i na swój sposób prostackie, miejscami maczystowskie, chociaż właściwie nie ma tutaj kobiet. Jest za to coś z walki kogutów, żargonu środowiska, z którego wyszła obecna głowa państwa, a inne głowy posypały się w rezultacie kampanii #MeToo. W całej tej medialnej machinie LeDuff jest jedynie trybikiem, który w pewnym momencie przestaje nadawać się do dalszej pracy. Autor Detroit w 2016 porzuca stanowisko w telewizji Fox 2, żeby napisać Shitshow!. Z posłowia dowiadujemy się, że pisząc tę książkę, spędza rok (Anno Trumpini) przy biurku, z Internetu – że był w tym czasie pracownikiem restauracji American Coney Island Diner w Detroit.

Cykl reportaży, na podstawie których powstało Shitshow!, ukazywać miał jak to naprawdę wygląda między Los Angeles a Nowym Jorkiem (s. 10). Jednym z rezultatów spotkań LeDuffa z prawdziwymi ludźmi było to, że pomimo panującego w opinii publicznej przekonania, że Hilary Clinton ma zwycięstwo w kieszeni, reporter nie był zaskoczony wyborem Pomarańczowego Dona na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Shitshow! udowadnia, że kraj ten to coś więcej niż Manhattan, Hollywood czy Dolina Krzemowa. USA to także zapomniane stany pełne ludzi, którzy stracili wiarę w establishment, po tym jak setki tysięcy miejsc pracy przeniesione zostały za granicę w ramach umów o wolnym handlu. To ludzie, którzy wiedzą, że państwo w żaden sposób ich nie chroni, niczego nie może im zaoferować, nawet czystej wody w kranie, a czasami wręcz im zagraża, zwłaszcza gdy kolor ich skóry jest czarny. To weterani, którzy nie dostali nic w zamian za swoją służbę, albo bezrobotni żywiący się tym, co sami sobie upolowali (np. wiewiórki). W tym samym czasie do kraju napływają – dosłownie, rzeką Rio Grande – ludzie poszukujący lepszego losu i wyższych stawek godzinowych.

Rozlewająca się po kraju degrengolada działa jak substancja łatwopalna, czasami wręcz wybuchowa. Zdaniem Charliego LeDuffa bez względu na rasę ludzie są tym bardziej agresywni, im są biedniejsi (s. 235). Reporter zdaje relacje z rozruchów po zastrzeleniu czarnoskórego nastolatka w Ferguson, opisuje brutalne pobicie białego mężczyzny, który potrącił dziecko i wysiadł z samochodu, by mu pomóc. Rasizm w Ameryce wciąż ma się dobrze, jednak zdaniem LeDuffa relacja pomiędzy rasą a klasą jest bardziej skomplikowana, niż na ogół widzą to media i odizolowani od społeczeństwa politycy. Świadomość własnej uprzywilejowanej pozycji, uzyskana przez białych liberałów dzięki edukacji, artykułom z opiniotwórczych czasopism dla intelektualistów, podróżom po świecie i psychoterapii (s. 234), sama stanowi pewnego rodzaju przywilej, a na pewno w żaden sposób go nie unieważnia. Podczas gdy elity przeżywają swoje katharsis, biała, biedniejąca klasa robotnicza czuje się oszukana i pominięta w liberalnym dyskursie. Dlatego LeDuffa nie dziwi obecność Donalda Trumpa w Białym Domu.

Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje jest dziełem dojrzałego punka z legitymacją prasową (s. 35). Charlie LeDuff, szczery do bólu albo do granic zniesławienia niektórych swoich bohaterów, oddaje sprawiedliwość punktom widzenia różnych grup interesu. Inaczej mówiąc, bez stawiania kogokolwiek na świeczniku stara się przekazać prostą prawdę, że wszyscy pragną stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, których państwo nie może im zapewnić, czasami nie chce, a czasami wręcz utrudnia życie. A shitshow trwa.

Autor: Charlie LeDuff

Tytuł: Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2019

Liczba stron: 272

About the author
doktorantka literaturoznawstwa US, absolwentka psychologii US. Na portalu Szuflada redaguje dział Literatura Świata, przez słowo „świat” rozumiejąc nie tylko zróżnicowaną przestrzeń, lecz miejsce burzliwego i mało romantycznego współżycia kultur podporządkowanych wspólnej, ludzkiej naturze. Interesuje się między innymi literaturą postjugosłowiańską oraz recepcją Bałkanów w literaturze polskiej, regionalizmem, geopoetyką, postkolonializmem. Publikuje tu i ówdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *