PATRONAT SZUFLADY: Krzysztof Koziołek „Imię pani”

0

23722389_1512507065469543_3207655731630040144_n

Świątynie nie są zwykłymi budynkami. W zdobieniach, malowidłach i rozwiązaniach architektonicznych ukrywają znaczenia rozpoznawalne tyko dla wtajemniczonych. Imponujące opactwo w Grüssau (obecnie Krzeszów), perła europejskiego baroku, stało się kanwą najnowszego kryminału retro Krzysztofa Koziołka „Imię pani”.
Akcja powieści obejmuje niecały miesiąc – od 18 grudnia 1934 do 15 stycznia 1935 r. Gustav Dewart, komisarz policji kryminalnej, szuka w Grüssau ucieczki przed traumatycznymi wspomnieniami. Jednak spokój klasztornego życia burzy śmierć ojca Bronisława, zaklasyfikowana jako nieszczęśliwy wypadek. Ale to nie koniec tajemniczych zgonów. I choć wszystkie zdarzenia uznawane są przez policję za nieszczęśliwe wypadki, Dewart jest przekonany, że w okolicy grasuje seryjny morderca. Pozbawiony wsparcia lokalnych stróżów prawa i nękany przez wspomnienia, rozpoczyna własne śledztwo.

Książka Koziołka w oczywisty sposób kojarzy się ze słynnym „Imieniem róży” Umberta Eco. Nawiązania nie kończą się na tytule i zawiązaniu fabuły, ale pojawiają się także w toku akcji. „Imię pani” koncentruje się jednak na śledztwie prowadzonym przez Dewarta. Jest to typ detektywa, jaki często pojawia się w kryminałach. Niezbyt sympatyczny, ale bystry i potrafiący dedukować odludek, z niezabliźnionymi ranami duszy i ciała. W przypadku Gustava wynika to z jego udziału w I wojnie światowej, którą wówczas zwano Wielką Wojną, oraz dramatu rodzinnego.
Bohater prze do przodu, nie zważając na konsekwencje. I choć ostatecznie rozwiązuje zagadkę, nie oznacza to dla niego zwycięstwa. Sprawcy nie zostają ukarani, wręcz przeciwnie, nadal robią swoje i z pewnością nie cofną się przed niczym, by osiągnąć cel. Jest w tej postaci pewien fatalizm, bo czegokolwiek bohater by się dotknął, rozsypuje mu się w rękach.

Ponadto to człowiek z zewnątrz, któremu z uwagą przygląda się lokalna społeczność, dzieląca nie tylko określone zwyczaje, ale i pewne sekrety. Dewart odstaje od nich w sposób dość wyraźny. Nic dziwnego, że początkowo to on staje się podejrzanym numer jeden. Z czasem jednak miejscowi przekonują się do jego umiejętności śledczych i zauważają, że metody pracy przybysza znacznie różnią się od tych stosowanych przez lokalnych żandarmów.
Na pierwszy rzut oka niezbyt rozgarnięty duet miejscowych policjantów – komendant Walsleben i starszy wachmistrz Stenzel okazuje się jednak skrywać pewne tajemnice. Obie postacie wprowadzają do powieści elementy humorystyczne (ich spotkania z Dewartem zwyczajowo kończą się przepychankami i to nie tylko słownymi), ale także pewien rys obyczajowy, dotyczący pracy policji w tamtym okresie. Choć koniec końców pewne rzeczy wydają się niezmienne – biurokracja, lęk przed kontrolą i naciskami z góry.

Zagadka kryminalna jest poprowadzona w sposób dość często spotykany w tym gatunku literackim. Sprawca jest z nami od samego początku, ale nie wiemy, że to on. Eliminacja kolejnych podejrzanych pozwala Dewartowi (i czytelnikowi) go wykryć.
Kryminał retro powinien oddawać klimat czasów, w których rozgrywa się akcja, w tym przypadku międzywojnia. Na samodzielnego bohatera wyrasta tutaj opactwo w Grüssau, pełne dzieł dawnych mistrzów, związanych z nimi opowieści i zagadek, schowków, tajnych przejść i ukrytych znaczeń. Przebywając w miejscu tak przesiąkniętym przeszłością, nie sposób uwolnić się od historii, która towarzyszy bohaterom na każdym kroku. Widać, że autor solidnie przygotował się do napisania powieści, w której roi się od szczegółów historycznych. Dlatego czytelnicy nastawiający się tylko na wartką akcję, mogą być nieco zawiedzieni. Nie ma tu oszałamiającego tempa, choć trup ściele się dość gęsto. Ale równie wiele miejsca co wykryciu mordercy poświęca się historii Grüssau.

„Imię pani” Krzysztofa Koziołka to klimatyczny kryminał, mocno związany z miejscem, w którym toczy się akcja – opactwem w Grüssau. Zapewnia czytelnikowi nie tylko niezobowiązującą rozrywkę, ale dostarcza także sporo informacji o okolicy. Jeżeli nie macie pomysłu, co czytać w długie, jesienne wieczory, skuście się na śledztwo w towarzystwie Gustava Dewarta.

Autor: Krzysztof Koziołek
Tytuł: „Imię pani”
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Liczba stron: 334
Data wydania: 2017

Barbara Augustyn

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Odpowiedz