Kot Wittgensteina i inne wiersze – Małgorzata Kulisiewicz

0

IMG_20180507_084823W „Kocie Wittgensteina i innych wierszach” Małgorzata Kulisiewicz zaprasza czytelnika do niezwykłego spaceru śladami wielkich uczonych, filozofów i artystów. To spotkania z tradycją i kulturą światową w najlepszym, lirycznym, wydaniu. Przede wszystkim jednak to portret człowieka i tego, co go kształtuje.

Autorka imponuje mnogością aluzji oraz subtelnych odwołań do rozmaitych tekstów kultury. Wyławia konkretnych bohaterów literackich z dotychczasowych przestrzeni i osadza w nowych, zupełnie dla nich abstrakcyjnych (Adam i Ewa ubrani / u Armaniego / marzą o dobrej pracy). Wyrywa z kontekstu sytuacje, wyrażenia, relacje i buduje z nich kolaż, burzy pewien porządek. Każe czytelnikowi porzucić schematyczne myślenie, by mógł on dać upust wyobraźni, otworzył umysł i duszę na inne niż dotąd doznania, emocje, refleksje.

Charakterystyczne dla tego tomu jest połączenie starego z nowym, tradycji z eksperymentem, przeszłości z przyszłością, sacrum z profanum. Stałym elementem w tej poezji jest zespolenie motywu chrześcijańskiego z odwołaniem się do historii (pop)kultury (postacie, artyści, bohaterowie, dzieła, symbole, idee, slogany itp.). To służy autorce m.in. do podkreślenia płytkości dzisiejszego życia. Kulisiewicz często przedstawia bohatera swojego wiersza w sytuacji dla niego nowej, czasem granicznej, obserwując jego reakcje (emocjonalne) w danej chwili.

Powraca tu również motyw dzieciństwa czy raczej drogi ku dorosłości – podmiot wspomina miejsca, zdarzenia, ludzi, którzy ukształtowali jego osobowość, pozwolili wyrobić artystyczny smak, inspirowali. Przypomina sobie m.in. wycieczki do Łodzi, przy czym nie są to li tylko echa wyjazdów, zachłystywania się wielką sztuką, możliwości kroczenia śladem mistrzów, ale również pretekstem do snucia refleksji nad tym, co tu i teraz, co pozostało z tamtych czasów i do czego zmierza współczesność. I po raz kolejny konkluzja zatrważa. Zanurzenie się w przeszłości pomaga także podmiotowi odzyskać harmonię, to właśnie do dzieciństwa będzie on powracać, by odszukać spokój, siłę, wiarę oraz odnaleźć najcenniejszy skarb.

Podmiot „Kota…” jest skoncentrowany na wszystkim, co dzieje się wokół niego – dostrzega każdy szczegół w przestrzeni, po której na co dzień się porusza. A gdy już coś zauważy – komentuje. To są jego bodźce – preteksty do rozważań o uniwersalnym charakterze, na przykład widok niszczejącego budynku starej huty czy znaczne pogorszenie jakości dzisiejszej sztuki (tamtego teatru już nie ma). Podmiot najczęściej opowiada o własnych, intymnych sprawach, ale w kilku przypadkach zabiera głos w imieniu „ich” (nas?) – pokolenia, społeczeństwa, rodaków. Kulisiewicz dość wyraźnie podkreśla wpływ przeszłości (przede wszystkim dziejowej) na przyszłość.

To książka bardzo poważna w wymowie, jednakowoż pozbawiona patosu i banalnych fraz. Poetka podejmuje szereg trudnych i bolesnych kwestii, od samotności i bólu jednostki, przez atrofię wartości, do zbrodni ludzkości, Holocaustu. Można by mówić o wielu podmiotach tego zbioru, ale być może najbliższe prawdy będzie stwierdzenie, że w każdym wierszu kryje się jeden – ten sam, tylko o różnych wcieleniach. Odbywa swoistą wędrówkę w poszukiwaniu własnej tożsamości. Małgorzata Kulisiewicz stworzyła niesamowity przegląd zdarzeń ważnych i ważniejszych, albo stygmatyzujących, albo determinujących kolejne pokolenia, demotywujących bądź inspirujących jednostki.

Podmiot „Kota…” porusza się w przestrzeni artystycznej – potrafi wyrażać emocje i opisywać zjawiska za pomocą porównań, aluzji czy parafraz (fragmentów) dzieł literackich, malarskich itp. Co więcej, bardzo naturalnie przychodzą mu na myśl właśnie takie nawiązania, a przywołanie konkretnych wierszy, płócien czy choćby wydarzeń historycznych nie tylko idealnie oddaje sens tego, co „ja” liryczne usiłuje wyrazić, ale i nadaje jeszcze większą głębię przesłaniu bądź myśli przewodniej utworu. Na kartach tej książki spacerują poeci, malarze, filozofowie, spotykają się ze sobą, budują poetyckie krajobrazy. Podmiot dyskretnie ich obserwuje, rozmyślając o istocie poezji oraz swojej roli w artystycznej przestrzeni.

Nie zawsze jednak można uciec w świat sztuki, czasem podmiot musi zmierzyć się z bolesnymi wspomnieniami, z ciągle niezagojonymi ranami za pomocą własnych słów. Wtedy m.in. oddaje głos sobie-dziecku, którego naiwność i (retoryczne z naszego punktu widzenia) niewinne pytania uruchamiają lawinę intensywnych emocji, często sprawiających mentalny ból.

Kulisiewicz opowiada obrazami, tworzy serie pojedynczych scen, w których uwypukla ważny dla konkretnego wiersza detal. W każdym utworze podnosi istotną kwestię, m.in. usiłuje odpowiedzieć na najbardziej intrygujące filozofów pytania o byt i niebyt, o życie i śmierć, o człowieka i jego istotę, charakteryzuje problemy współczesności, z wyścigiem szczurów i smartfonami zamiast twarzy na czele, czy choćby w inteligentny sposób gra z konwencjami artystycznymi, wykorzystując w tym celu najczęściej ikony szeroko pojętej sztuki. Gdy stawia fundamentalne pytania, odpowiedzi szuka w tradycji chrześcijańskiej.

W „Kocie Witggensteina i innych wierszach” Małgorzata Kulisiewicz pisze o człowieku i wszystkim, co jest mu potrzebne, by istniał. A więc o przeszłości, historii, miejscach i ludziach, pasjach, religii itp. Podmiot tego zbioru to niestrudzony pielgrzym, który kroczy po meandrach życia, próbujący zrozumieć co, jak i dlaczego się wokół niego dzieje (działo). I nieustannie świat go zadziwia, a z tych (często fascynujących) zaskoczeń rodzi się ta niezwykła poezja.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz