Konkurs: Nie pisz do szuflady – wysyłaj do Szuflady! Edycja I – prace laureatów cz.1

0

konkurs-plansza-prace-laureatów

Adam Szymczak

Będąc niedawno w supermarkecie, stałem się świadkiem morderstwa. A było to tak:
Pewien niski, mocno brzuchaty wąsacz podczas zakupów perfidnie skarcił swojego synka, malutkiego wesołego blondynka o niebieskich, lśniących oczkach. Ryknął na niego tak, że aż kasjerki przerwały na chwilę swoją pracę.
– Już zaczynasz wymyślać? Ja ci dam wymyślanie!
Chłopczyk był spokojny, nie histeryzował, jak to zwykle w podobnych sytuacjach bywa, mówił cichym, ledwie słyszalnym tonem, z cieniem wyczuwalnej tęsknoty w głosie. Miał w sobie jakąś prawdę o świecie.
– Tato…

Ojciec dalej ryczał, kłapał paszczą, wykrzywiał twarz we wściekłym grymasie. Zniekształconym, metalicznym zgrzytem wyrzygał się ponownie:
– Skończy się to twoje wymyślanie! Zobaczysz. Skończy się. Poczekaj, aż wrócimy do domu. Odechce ci się wymyślania.
Wybaczcie, ale muszę interweniować. W tej historii zjawia się teraz bezimienny bohater, zmyślony świadek zdarzenia, który podchodzi do gościa, tego wściekłego ojca, i zwraca się do jego tępawego umysłu, patrząc mu stanowczo w oczy.
– Wytłumacz dziecku, o co ci chodzi! Podaj powód, dlaczego nie chcesz spełnić jego prośby! Wyjaśnij mu to pełnym zdaniem! Na pewno zrozumie, bo jest mądrzejsze od ciebie! Ale nigdy – kurwa – nigdy, przenigdy nie karz go za myślenie!
Ojciec od razu daje bezimiennemu w mordę. Mężczyźni wdają się w brutalną bójkę. Chłopiec zaczyna płakać. Ogromna półka ze szklankami i garnkami zwala się na ziemię. Jakaś kobieta piszczy przeraźliwie. Któraś z kasjerek natychmiast interweniuje, wzywając ochronę. Ta zjawia się dosłownie po kilku sekundach. Wrzaski, krzyki, wzajemne utyskiwania, szarpanina. Ochroniarz w końcu dostaje w szczękę. Ojciec był chyba jakimś okręgowym mistrzem boksu. Telefon na policję. Jak oni mogli zjawić się tak szybko? Dwóch rosłych gliniarzy wparowało do środka i nagle cudownie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zrobił się spokój.
Doskonale. Wszyscy widzieli kłótnię i bójkę w sklepie. Ale kto zauważył morderstwo?
Dobrze, że wszystko widziałem. Mogę złożyć zeznania. Bo, Wysoki Sądzie, najbardziej chodzi o to, że kreatywność też można zabić. Czasem jednym prostym, definitywnym strzałem. Częściej na raty, stopniowo, każdego dnia. W prozaicznych sytuacjach, bezmyślnie. I dlatego wysłałem do tej historii Bezimiennego. Bo chciałem to powiedzieć temu ojcu. Żeby już więcej nie zabijał w synku myślenia. Ja naprawdę nie chciałem, żeby oni się w tym markecie pobili. Wiem, że cała ta burda to moja wina. Za wszystkie straty odpowiem. Zapłacę za rozbite szklanki i pobite garnki.

Ale, Wysoki Sądzie, czy ojciec również odpowie za swoje czyny?
Niezależnie od tego, czy jest to prawda, czy literacka fikcja, właśnie w takich sytuacjach od najmłodszych lat zabija się w dzieciach ich naturalną kreatywność. Trzeba to powiedzieć wprost. Wyobraźnia, pomysłowość, fantazja – są pochodną właśnie tego, znienawidzonego przez ojca, dziecięcego „wymyślania”. Potem, już w dorosłym życiu, w wielu miejscach – nie tylko w pracy, ale także w szkole, na studiach, w romantycznych związkach –- kreatywność i zdolność twórczego myślenia są na wagę złota. Okazuje się, że wśród przedstawicieli ludzi wyprostowanych i rozumnych jest ona tak cenna, że przebija ją chyba tylko wskaźnik jej powszechnego pożądania.

A tu będzie taki palant karcił dziecko za wymyślanie! Za karygodne zachowanie – to rozumiem. Dzieci często zachowują się nagannie i trzeba reagować. Rozmawiać z nimi. Bo wtedy się uczą. Ale karać za myślenie? Za spontaniczną fantazję, pomysłowość, wyobraźnię?
Czym więc jest dla mnie, autora tego tekstu, kreatywność? Jest jak to dziecko wołające „tato…”.


Ilona Wawrzeń

Magia w każdym z nas

Uwielbiam ten stan, gdy chaotyczna burza myśli, obrazów, wspomnień, wizji i dźwięków zamienia się w uporządkowaną autostradę kreatywności. Wszystko łączy się ze sobą w sposób irracjonalny i logiczny jednocześnie. Nie ma ograniczeń, zakazów ani nakazów. Całość jest do wzięcia i można wykorzystać dary skomplikowanych procesów myślowych w dowolny sposób. Świat stoi otworem, a ja mogę wszystko. Mam przecież bogatą kolekcję cudów w tej niepozornej puszce na szczycie ciała.


Lidia Szpara

W naszych głowach mieszkają Burki. Kudłate, gładkowłose, elegancko ostrzyżone bądź rozczochrane przemierzają naszą mózgownicę na łapkach czterech, sześciu lub siedmiu (a niektóre są nawet zmotoryzowane) w sposób mniej lub bardziej zgrabny, według reguł ogólnie przyjętych i ustalonych.

Burek, zwany w niektórych kręgach Umysłem, ma przeważnie stały rytm dnia, najczęściej budzi się, kiedy właściciel wypija poranną kawę, po czym idą razem do pracy. (Umysł rozpościera się wtedy wygodnie w mózgu i ogląda telewizję, czyli obraz widziany oczami właściciela). W owej pracy Burek współpracuje raczej, ale zdarza mu się, że łaknie urlopu. Leniuszkiem bywa, czasem w siebie nie wierzy, ale Burek dobry stwór, przeważnie posłuszny jest wobec komend swojej pańci czy pańcia. I tak sobie funkcjonują razem, grzecznie, statecznie, spokojnie, bez większych niespodzianek…

A kreatywność? Kreatywność to spuszczenie Burka (zwanego też Umysłem) ze smyczy bądź łańcucha – niech sobie wreszcie polata! Niechaj piruecik zrobi, łąkę obleci, obsika krzaczki na tęczowo, niechaj salta fikając, zderzy się ze ścianą (lub Burkiem należącym do kogoś innego), po czym otrzepie się niezrażony i poleci za kolejną ideą, wesoło szczekając i wypełniając przestrzeń kolorem i zapachem Frajdy.
Niech wytarza się radośnie w całkiem przypadkowo napotkanej, często niepozornej Inspiracji lub w Wyzwaniu, niech jego futro i on sam nimi przesiąknie, po czym lecąc przed siebie, wyznaczy całkiem nowe szlaki, całkiem dobre i bardzo dobre. Inne.
Po takim biegu, po szaleństwie Umysł wraca na swoje miejsce barwniejszy, szczęśliwszy i pełniejszy, zasiada na nim ponownie, będąc Satysfakcją i Spełnieniem, i puszcza oczko, mrucząc: „do następnego”.

Czasami Burki tak długo są na uwięzi, że zapominają, co to Kreatywność, nawet po odpięciu smyczy wciąż na niej są, niepewne nieznanego, przekonane, że nie potrafią, bo zapomniały, albo wzruszywszy kudłatymi ramionami, prychną: „A po co?” – i staną się stworami smutnymi, zastanymi… Trzeba wtedy rozruszać Umysł! Dać mu szansę, wsparcie, rzucić kij do aportowania, a czasem zaserwować kopa w umysłowe pośladki.

O Burka trzeba dbać. Czesać, głaskać, dać mu dobrą strawę – szczególnie odżywczo działają na niego książki. I często wypuszczać, niech sobie poszybuje, a Ty razem z nim.

Podziel się

O autorze

Szymon Żakiewicz

Self-publisher i e-pisarz / Fantasy & Sci-Fi & Horror & Cthulhu Geek / Miłośnik kina, książek, filmów złotej ery Hollywood i Errola Flynna / Trekkie i Browncoat całym sercem.

Odpowiedz