Wreszcie po polsku – recenzja komiksu „Deadpool: Martwi prezydenci”

0

Deadpoola trudno zaliczyć do bohaterów budzących skrajne emocje. Najbliższe prawdzie jest stwierdzenie, że albo się go lubi, albo nie zna. W świecie komiksowym Wade Wilson to prawdziwa ikona, o czym świadczy chociażby fakt, że pierwszy nakład opisanego poniżej komiksu rozszedł się w trzy dni.

51SJsg9UnBL._SX323_BO1,204,203,200_

Fabuła większości albumów z Deadpoolem nie ma większego znaczenia – stanowi jedynie tło dla żartów i burzenia „czwartej ściany”. Tu bohater mierzy się ze zmarłymi (i jednym żywym, jeśli liczyć Jimmy’ego Cartera) prezydentami Stanów Zjednoczonych. Brzmi absurdalnie, a to przecież jedna z najlepszych i najbardziej sensownych historii z Wadem Wilsonem, jaką czytałem. Żartów jest w bród, a duet scenarzystów, w zgodzie z przyjętą konwencją, nie oszczędza amerykańskich świętości. Trudno wyobrazić sobie coś takiego w Polsce – scenarzysta, który zdecydowałby się na umieszczenie głowy jednego z polskich bohaterów narodowych na gumowej kaczce, zostałby potępiony, jego komiks zaś stałby się przedmiotem poważnej debaty prezenterów radiowych i telewizyjnych. Jeden powie, że dobrze, jednocześnie zaśmiewając się z żartów z zabójstwa JFK, drugi jednak będzie żałować, bo jakby tak wziąć…

„Martwi prezydenci” to z pewnością jeden z najbardziej edukacyjnych komiksów z Kanadyjczykiem. Jest tak nie tylko dlatego, że scenarzyści przemycają informacje o prezydentach między kolejnymi dowcipami, ale część z nich odnosi się do konkretnych cech mężów stanu. Bardziej dociekliwi może nawet sięgną po książkę, żeby przekonać się, o co dokładnie chodzi. Jeśli nie, może chociaż zajrzą do Wikipedii, sprawdzą, zaśmieją się i zapomną, ale czyż nie to jest istotą współczesnej edukacji? Komuś taki album może wydać się bezcelowy – z fabuły nic nie wynika, a skoro sam bohater nie może umrzeć, to po co właściwie to czytać? Ano żeby dowiedzieć się, jak napisać i narysować rytmiczny, komiczny komiks, gdzie tempo wyznaczają nie kolejne kadry, ale żarty. Część z nich jest niesmaczna, część nieszczególnie śmieszna, ale część trafia w punkt – i w gruncie rzeczy tylko te żarty się zapamiętuje. Można nawet polecić ponowną lekturę, żeby sprawdzić, czy wszystko zostało wyłapane. Nie wiem, jak wyglądał podział ról przy pisaniu scenariusza, ale obecność Briana Posehna od razu zwróciła moją uwagę. Jako nerd mógł on przekombinować, starać się nawiązać do zbyt wielu rzeczy, komiks jest jednak dopracowany i wyważony. Oczywiście jak na Deadpoola.

Autorem rysunków jest Tony Moore, o którym też mogę wypowiedzieć się w samych superlatywach. Artysta „czuje” Deadpoola, doskonale oddaje żywotność tej postaci. To bohater przerysowany, a integralnymi elementami jego świata są ogromne jaszczury, słonie czy zombie. Trzeba umieć gładko przechodzić między rzeczywistymi i dziwacznymi stworzeniami, a Moore robi to doskonale. Jest trochę przeskoków między kadrami. Przykładowo: sceny walki nie są scenami walki per se, normalnie w takich sytuacjach zwraca się uwagę na szczegóły w kolejnych kadrach – kiedy pojawia się miecz, z której strony, w której ręce trzyma go bohater i tak dalej. Tu niekoniecznie te zasady walki są zachowane, ale Deadpool nie należał też nigdy do bohaterów szczególnie trzymających się zasad. Wzorem ma być Kapitan Ameryka czy Spider-Man, Deadpool jest raczej od wytykania hipokryzji i szydzenia ze wszystkiego. W tym komiksie doskonale to widać.

Łukasz Muniowski

 

Tytuł oryginału: Deadpool: Dead Presidents

Scenariusz: Gerry Dugan, Brian Posehn

Rysunki: Tony Moore

Tłumaczenie: Oskar Rogowski

Wydawca: Egmont

 

Podziel się

O autorze

Łukasz Muniowski

Szef działu recenzji książkowych. Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów naukowych o koszykówce, grach video, serialach, gentryfikacji i literaturze. Ma trzy psy. Chciałby mieć świnię.

Odpowiedz