Kobieta na schodach – Bernhard Schlink

0

14973575501421860-jpg-gallery.big-iext49966716Obraz pierwszy: naga, blada kobieta schodzi po schodach. Jej włosy łonowe i na głowie są w kolorze blond, nogi długie, a biodra krągłe. Obraz drugi: naga, blada kobieta schodzi po schodach. Jej ciało zżera śmiertelna choroba, jest stare i zniszczone. Obie sceny dzieli kilkadziesiąt lat. Pierwsza została uwieczniona na płótnie przez Karla Schwinda. Druga odegrana dla oczu narratora powieści. Bernhard Schlink w swojej najnowszej książce stawia pytania o to, co najważniejsze. O rolę przypadku w życiu, o miłość i śmierć.

Głównym bohaterem „Kobiety na schodach” jest niezwykle uporządkowany, zbliżający się do wieku emerytalnego niemiecki prawnik. Właśnie przyleciał do Sydney, by sfinalizować fuzję firm. Podczas wizyty w galerii znajduje w niej tytułowy obraz – „Kobietę na schodach”, dzieło, które miało wpływ na życie czworga ludzi. Fakt ten jest tym bardziej zaskakujący, że płótno to uważane było za zaginione przez kilkadziesiąt lat. Powoli poznajemy losy bohatera i jego związek z obrazem, a przede wszystkim z kobietą na nim uwiecznioną.

Schlink prowadzi swoją opowieść w niezwykle ascetycznym stylu. Krótkie, pozbawione zbędnych epitetów zdania budują tajemnicę. Początkowo powieść czyta się jak kryminał, krok po kroku rozwiązując zagadkę związaną ze zniknięciem obrazu oraz obecnością Irene (postaci na nim uwiecznionej) w Australii. Dlaczego mieszka sama, z dala od cywilizacji? Dlaczego nagle wystawiła płótno, które ukrywała przez lata? I przede wszystkim – dlaczego oszukała trzech mężczyzn ze swojego życia?

Druga część to spotkanie wszystkich bohaterów po latach – wyjaśnianie zagadek, wyrzucanie sobie wzajemnych pretensji, wykrzyczenie żali. Kto jest ofiarą, a kto katem? – nie jest to do końca tak oczywiste. Każda z postaci ma swoją wersję wydarzeń i własną listę krzywd – kochanek, mąż, zakochany prawnik. Irene dziś wydaje się kimś zupełnie innym, zmienionym przez doświadczenia życia i chorobę. Tę przemianę najlepiej widać w ostatniej części, gdy dwoje bohaterów zostaje sam na sam. Obecność ciężko chorej kobiety i opieka nad nią wyzwala w głównym bohaterze wspomnienia oraz emocje, których nie czuł od lat, a może nawet nigdy. Powrót do marzeń z młodości, do pierwszego zauroczenia, do chwil, kiedy wszystko było jeszcze przyszłością, zmusza do go do refleksji. Pewność co do powziętych decyzji i dróg traci nieco w kontekście słów wypowiadanych niemal na łożu śmierci przez Irene, a także wobec niezwykle bliskiej relacji, jaka wywiązuje się miedzy nimi. Dwa tygodnie spędzone z umierającą kobietą czynią z bohaterem więcej niż całe życie przeżyte z żoną i dziećmi. Bliskość, której nigdy nie doznał, staje się dla niego wyzwalająca.

Najnowsza powieść Schlinka jest niezwykle poruszająca. Początkowo wciąga fabularnie,  by następnie dać nam po głowie i zmusić do zastanowienia się nad tym, co jest ważne w naszym życiu. Autor pyta nie tylko o sens życia, ale także o gry, w jakich bierzemy udział. I zmusza nas do szukania prawdy, stawiając wobec przemijalności i śmierci. Znakomita lektura!

 

Autor: Bernhard Schlink

Tytuł: „Kobieta na schodach”

Tłumaczenie: Ryszard Wojankowski

Wydawnictwo: Rebis

Premiera: 23 maja 2017

 

 

 

Podziel się

O autorze

Anna Godzińska

doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka tekstów o miłości poza fikcją w magazynie Papermint oraz o literaturze do Magazynu Feministycznego Zadra. Fanka kobiet - artystek wszelakich, a przede wszystkim molica książkowa;)

Odpowiedz