Klub miliarderów – James Montague

0

Montague_Klub-miliarderow_500pcxTo nie jest książka o piłce nożnej. Piłka nożna to tylko pretekst do pokazania przemian społecznych i ekonomicznych, których następstwa widzimy w osobach właścicieli piłkarskich klubów. Rosjanie, Emiratczycy czy Chińczycy często decydują się na zakup angielskich drużyn – głównie te zajmują autora, Anglika – z bardzo złożonych powodów.

Trudno zarobić na piłce nożnej. Jeśli ktoś decyduje się przejąć klub, nie kieruje się przede wszystkim chęcią zysku. Decyzja o zostaniu właścicielem drużyny jest czysto wizerunkowa. Klub to przecież nie tylko stadion i zawodnicy. To wspólnota, więź lokalna, w którą się wrasta często od samych narodzin. Nowocześni właściciele z chęcią przyjmują admirację tej wspólnoty, składają obietnice, ale nie widzą drugiej strony medalu – zobowiązań. Utrzymanie klubu kosztuje, tymczasem, jak pokazuje przytoczony w książce przykład zakupu holenderskiego ADO Den Haag przez chińskiego businessmana Wang Huia, właściciele nie mają pojęcia o tym, jak dużo. Den Haag to klub z tradycjami, słynący z wyjątkowo oddanych kibiców. Hui natomiast zainwestował w niego, żeby przypodobać się sekretarzowi generalnemu Xi Jinpingowi. Ten uważa futbolową dominację za jeden z głównych celów narodowej polityki społecznej. Hui sądził, że zapłaci za klub, spłaci jego długi i tyle. Kiedy po kilku miesiącach liga zaczęła się domagać pieniędzy, nie miał pojęcia, czego ci ludzie od niego chcą.

Ciekawe jest to, że kibice nie mają problemu z zagranicznymi właścicielami, dopóki klub wygrywa. Roman Abramowicz utrzymuje bliskie kontakty z prezydentem Rosji, ale jego Chelsea rok w rok jest wśród najlepszych klubów w Premier League, więc nikt nie widzi w tym niczego złego. Szejk Mansour, kierujący grupą właścicieli Manchesteru City, należy do elity kraju, w którym regularnie łamane są prawa człowieka, ale jego drużyna osiąga niesamowite sukcesy, odkądprzejął, więc niebieska część Manchesteru jest niezmiennie szczęśliwa. I trudno się dziwić, są dumni ze swojego klubu. Od 2008 r, kiedy to stał się właścicielem City, Mansour wpompował w klub miliard funtów, co wydaje się bardzo zabawne w kontekście jego pierwszej konferencji. Wtedy deklarował, że na piłce chce przede wszystkim zarabiać. Zamiast tego doprowadził do sytuacji, że od nowych właścicieli oczekuje się ogromnych inwestycji finansowych w obce im przecież kluby. To przez szalone zakupy takich drużyn jak Chelsea, City czy PSG piłkarze kosztują i zarabiają coraz więcej.

Montague rozmawia z ludźmi z całego świata, bogatymi i biednymi, lokalnymi fanami i odległymi biznesmenami, dając przekrojowy obraz współczesności. Nie tylko piłkarskiej. Potrzeba rozrywki i sukcesu tych bardziej uprzywilejowanych jest silniejsza niż wrażliwość na krzywdę obywateli ponoszących rzeczywiste koszty piłkarskich widowisk. Nawet lokalni właściciele, jak chociażby Mike Ashley kierujący swoim ukochanym Newcastle, nie są „czyści” – Ashley dorobił się fortuny, zatrudniając pracowników w legalny, aczkolwiek moralnie wątpliwy sposób. Montague nie oszczędza nikogo, jednocześnie jednak nie sili się na sensację. Pisze fachowo, prosto i zrozumiale o sprawach, którym poświęcono już setki książek. On jednak zbiera te historie w całość, po czym podlewa piłkarskim sosem i trafia prosto… do bramki.

Tytuł: Klub miliarderów

Tytuł oryginalny: The Billionaires Club

Autor: James Montague

Przekład: Jakub Janik

Liczba stron: 317

Rok wydania: 2018

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Podziel się

O autorze

Łukasz Muniowski

Szef działu recenzji książkowych. Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów naukowych o koszykówce, grach video, serialach, gentryfikacji i literaturze. Ma trzy psy. Chciałby mieć świnię.

Odpowiedz