Kiki van Beethoven – Eric Emmanuel Schmitt

Moja przygoda z muzyką klasyczną należy do tych wyjątkowo ekstremalnych, bowiem nigdy nie lubiłam zgłębiać tajników jej popularności. Nie chodzi nawet o to, że z irytacją wyłączałam radio, gdy tylko pojawiła się w nim audycja jej poświęcona. Po prostu ogarniała mnie kompletna obojętność na dźwięk tych wychwalanych nut, składających się na muzyczne arcydzieła Mozarta, Bacha czy Beethovena.

Tym bardziej sceptycznie odniosłam się do kolejnej książki Erica Emmanuela Schmitta, noszącej jakże wymowny tytuł: „Kiki van Beethoven”.

Nie mogłam się jednak oprzeć magnetycznemu brzmieniu nazwiska tego autora, którego powieści dotąd doskonale wpisywały się w mój czytelniczy gust. Tak właśnie zaczęła się moja muzyczno- filozoficzna podróż pod nadzorem Schmitta, usłużnie wskazującego mi drogę, kiedy gubiłam się w tajemniczym gąszczu muzyki, zafascynowana bądź przerażona jej niezwykłą siłą.

„Kiki van Beethoven” składa się z dwóch części – pierwsza to krótkie opowiadanie, poświęcone dojrzewaniu do prawdy pewnej doświadczonej przez los kobiety – Kiki, a druga jest już odrębnym esejem, w którym Schmitt obnaża przed czytelnikami historię swojej fascynacji wielkim, głuchym kompozytorem, a także w bardzo bezpośredni i szczery sposób dzieli się swoimi przemyśleniami, prowokowanymi przez jego muzykę. Całość niczym niewidzialną klamrą spina postać Ludwiga van Beethovena oraz ponadczasowe przesłanie, jakie pozostawił Nam zawarte w swoich utworach: pochwałę życia i radości, wzruszający kult indywidualizmu.

Kiki mieszka w Domu Spokojnej Starości, umilając sobie czas pogawędkami z przyjaciółkami. Pewnego razu podczas spaceru, trafia razem z nimi do sklepu ze starociami, gdzie natyka się na maskę Beethovena. Podchodzi do niej i przekonuje się o okrutnej okoliczności – z maski przestała emanować metaforyczna muzyka. Dotąd Kiki nie była głucha na jej przesłanie, potrafiła wydobyć prawdziwą symfonię dźwięków z otaczającego ją świata. Zaintrygowana tą zmianą postanawia dowiedzieć się jakie są jej przyczyny. Czyżby to Beethoven przestał już wywierać swój magnetyczny wpływ na ludzi? A może to ludzie przestali go słuchać?

Wyposażona w duży odtwarzacz CD, pieszczotliwie zwany Ralphem, oraz zestaw płyt z muzyką kompozytora, którą wcześniej przetestowała na miejscowym hip- hopowcu Boubacarze, Kiki wyrusza do Paryża, aby dokonać eksperymentu. Codziennie zabiera Ralpha do parku, siada z nim na ławce i serwuje przypadkowym przechodniom utwory Beethovena. Napotyka na różne reakcje – od wzruszenia po wstręt. Mimo to nadal nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie rozumie już jego przekazu. Co utraciła? Co się zmieniło? Opowiadanie przybliża jej rozterki, a w tle bezlitośnie pobrzmiewają utwory jej zdetronizowanego mentora. Czytelnik krok po kroku dociera do sedna problemu Kiki, przyglądając się jej zderzeniu z rzeczywistością.

Mimo małej objętości „Kiki van Beethoven” obfituje w wielu ciekawych, dobrze skonstruowanych bohaterów, którzy zapadają nam w pamięć nawet jeśli znamy ich tylko ze wspomnień, bądź refleksji Kiki. Czyta się to, jak większość historii Schmitta, znakomicie.

Druga część sprawiła mi nieco więcej trudności w odbiorze. Niczym ci ludzie z parku, poddawani eksperymentowi Kiki, musiałam się zmierzyć z muzyką. Do książki dołączono bowiem płytę z najsłynniejszymi dziełami Beethovena. Według intencji autora powinny Nam towarzyszyć podczas zgłębiania jego wywodów zawartych w eseju: „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł a tylu kretynów żyje…” Spędziłam dużo czasu na oswajaniu się z ostrymi dźwiękami symfonii kompozytora, a jeszcze więcej na rozmyślaniach o przekazie zawartym w jego wielkim dziele. Schmitt jasno wskazuje, że jest nim soczysty, wszechogarniający optymizm, wytrwałość, humanizm. Przypomina nam o wszystkich przeciwnościach, z którymi musiał się zmierzyć ten genialny artysta, żeby zasłużyć na chwałę i pamięć potomnych. Głuchy kompozytor jest niczym ślepy kochanek, który nie wie jakie kobiece ciało dotyka, ale wyobraźnia i wiara podpowiadają mu, że jest piękne.

Niezwykle barwnym językiem Schmitt opisuje także poszczególne utwory Beethovena, jednocześnie przypominając:

Sens muzyki nie polega na tym, że ma ona jakiś sens, ale że jest metaforą wielu sensów. W przeciwnym razie wystarczy użyć słów…

Autor na swoim przykładzie pokazuje jak bardzo zmieniły go kompozycje wielkiego głuchego. Przytacza sytuacje z własnego życia, jednocześnie mocno personifikując zmarłego przed dwoma wiekami artystę tak, że odnosimy wrażenie, jakby naprawdę z Nami rozmawiał za pośrednictwem swojej muzyki.

Schmitt wysnuwa wniosek, że Beethoven pozostawił swój testament w powszechnie znanym „Hymnie do radości”, mając nadzieję, że radość tak, jak smutek okaże się zaraźliwa. Ukryte w nim credo humanistyczne stawia na optymizm oraz siłę ukrytą w człowieku. Tak, tę siłę, dzięki której możemy tworzyć… albo niszczyć. A wybór zawsze pozostanie w naszych rękach. Bo w końcu:

Jaki sens ma przekazywanie innym smutku? Swoim współczesnym albo następnym pokoleniom? Wynika ono albo z zemsty, albo ze złośliwości.

Na zakończenie polecam „Kiki van Beethoven” wszystkim miłośnikom muzyki klasycznej, ale również tym, którym jest ona daleka. Być może otworzy przed Wami zupełnie nowe horyzonty, a uszom pomoże usłyszeć to, czego sam Beethoven, pogrążony w bezlitosnej ciszy, nigdy nie miał szansy doświadczyć – jego niesamowity geniusz.

Magdalena Pioruńska

Ocena: 5/5

Autor: Eric Emmanuel Schmitt

Tytuł: „Kiki van Beethoven”

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 152 strony

Data wydania: 2011

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *