Kiedy nostalgia przegrywa z rzeczywistością – recenzja komiksu „Spider-Man 2099 #1: Nie z tego czasu”

Polscy miłośnicy Spider-Mana zeszły rok mogą zaliczyć do naprawdę udanych. Pajęczak gościł zarówno w komiksach Egmontu, Muchy, jak i kilku tomach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Można zaryzykować stwierdzenie, że po latach absencji poczciwy bohater na dobre wrócił do kalendarza wydawniczego. Niejako na potwierdzenie tej tezy wydawnictwo Egmont rozpoczęło rok 2018 publikacją aż dwóch tytułów ze wspomnianym bohaterem.

Spider-Man-2099-01-Nie-z-tego-czasu

Pierwszy z nich to „Spider-Man 2099”. Wszyscy, którzy czytali regularnie „Superior Spider-Mana”, wiedzą, że Miguel O’Hara przeniósł się z końca XXI wieku do naszych czasów. Został wówczas przedstawiony nowym czytelnikom i jednocześnie przypomniany rzeszy starych fanów, którzy pierwszy raz zetknęli się z nim w wyjątkowych dla komiksu superbohaterskiego latach 90. Dekada przerośniętych mięśni, nabrzmiałych piersi i gigantycznych giwer sprzyjała powołaniu do życia linii wydawniczej, w której pojawiły się futurystyczne wersje popularnych bohaterów. Wszystko podlano modnym wówczas cyberpunkiem. Może nie były to tytuły najwyższych lotów, ale na pewno dobrze oddawały specyficzny klimat tamtych czasów, a dzisiaj z nostalgią mogą być wspominane przez czytelników między 30 a 40 rokiem życia.

Spider-Man-2099-01-Nie-z-tego-czasu_Plansza_1

We współczesnej odsłonie „Spider-Mana 2099” brakuje podstawowego elementu, który decydował o wyjątkowości oryginału: uniwersum Marvela z 2099 roku. Przez fakt, że Miguel O’Hara egzystuje w roku 2014, komiks z jego przygodami przestał się czymkolwiek wyróżniać. Podobnie zresztą jak sam bohater, któremu daleko do Petera Parkera. Atrakcją dla fanów pierwowzoru na pewno będzie fakt, że za scenariusz omawianego tytułu odpowiada twórca pierwotnej serii, Peter Dawid. W ostatniej z zaprezentowanych historii powraca też współpracujący z nim w latach 90. rysownik Rick Leonardi. Stary bohater, starzy twórcy – czy to mogło się nie udać?

Spider-Man-2099-01-Nie-z-tego-czasu_Plansza_2

Owszem, mogło. Na początek dostajemy standardową potyczkę z nowym przeciwnikiem, podczas której scenarzysta sili się na humorystyczne dialogi. Następnie fragment obyczajowy, w którym główne skrzypce grają dwie kobiety: dopiero co poznana sąsiadka i despotyczna szefowa naszego bohatera. Wyraziste postacie kobiece dają nadzieję na ciekawe poprowadzenie ich wątków w przyszłości. Zwłaszcza Liz Allan, dawniej znana pod nazwiskiem Osborn, wydaje się dużo ciekawsza niż za czasów jej małżeństwa z Zielonym Goblinem. Na razie jednak scenarzysta poprzestaje na krótkim wprowadzeniu i przenosi akcję na Bliski Wschód. Tutaj rozgrywa się główna opowieść omawianego tomu. Doceniam próbę ukazania problemów, z którymi zmaga się ten region, wyraźną aluzję do aktualnej sytuacji w Syrii, lecz niestety, nie jestem przekonany do bardzo powierzchownego potraktowania bliskowschodniego tematu. Mamy dyktatora, mamy rebeliantów, ale zakończenie tej opowieści, urozmaiconej po drodze potyczką ze Skorpionem, jest tyleż naiwne, co głupkowate. Ostatni akt tomu to wprowadzenie do „Spiderversum”. W krótkiej historii dzieje się naprawdę sporo, a rysunki Leonardiego, które same w sobie nie są żadną rewelacją, na tle poprzedzających je wyczynów Willa Slineya wypadają naprawdę nieźle. Do tego dochodzi wisienka na torcie, czyli Miguel O’Hara z alternatywnej rzeczywistości, który żyje sobie z Mary Jane gdzieś na obrzeżach Las Vegas.

Spider-Man-2099-01-Nie-z-tego-czasu_Plansza_3

Wspomniałem o rysunkach Willa Slineya. O ile na scenariuszowe mielizny można jeszcze przymknąć oko – zwłaszcza jeśli odbiera się ten album jako wprowadzenie do „Spiderversum” i sprawdzenie, jak sobie po latach radzi Peter Dawid – o tyle warstwę graficzną omawianego tytułu trudno usprawiedliwiać. Rysownik ma problemy z anatomią i proporcjami, a do tego dziwną manierę nakładania plam tuszu tam, gdzie są one całkowicie zbędne. Całość mogła uratować chyba tylko kolorystyka. Niestety, Antonio Fabela jedynie pogorszył sprawę. Mdłe, fotorealistyczne tła to prawdziwa zaraza współczesnych komiksów, a „Spider-Man 2099” jest nią dotknięty w stopniu, który każe porzucić wszelkie nadzieje na poprawę. Sliney nie zawraca sobie głowy drugim planem, więc poczynania kolorysty są aż nazbyt widoczne. Doskonałym przykładem jest tutaj wnętrze mieszkania O’Hary, które wizualnie jest równie atrakcyjne jak tapety w Windows 95. Dlatego właśnie tak korzystnie na tle zeszytów rysowanych przez Slineya wypadają nieco pokraczne, ale przynajmniej żywe ilustracje Leonardiego.

Dobrze, że „Spider-Man 2099” pojawił się na naszym rynku. Im więcej pajęczych tytułów, tym większa szansa, że czytelnik wybierze spośród nich coś dla siebie. A nie ma chyba lepszego momentu na poszerzenie oferty wydawniczej niż nadchodzące „Spiderversum”, w którym wprowadzono bądź odkurzono wiele pajęczych postaci. Może teraz czas na „Spider-Woman”, a później na „Spider-Gwen”? A może Egmont zainteresuje się nieco wcześniejszymi seriami, takimi jak np. „Scarlet Spider”? Możliwości jest naprawdę sporo. Niestety, recenzowany tytuł nie był udanym strzałem i broni się tylko jako wprowadzenie do wzmiankowanego eventu. Jeśli chcecie prawdziwych przygód Człowieka Pająka u progu XXII wieku, to zerknijcie do wydanego przez TM-Semic „Spider-Mana” nr 1/95.

Paweł Panic

Scenariusz: Peter David
Rysunki: Will Sliney, Rick Leonardi
Wydanie: I
Data wydania: Styczeń 2018
Tłumaczenie: Tomasz Kupczyk
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165×255 mm
Stron: 120
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127890

About the author
Paweł Panic
Z wykształcenia historyk, z zawodu muzealnik. Lubi czytać komiksy i stare czasopisma o grach komputerowych, a przede wszystkim pisać. Pisze głównie o tym, co przeczytał. Jego teksty znaleźć można na portalu Aleja Komiksu, w Zeszytach Komiksowych oraz w książce „Komiks i jego konteksty”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *