Język miast – Deyan Sudjic

0

jezyk-miastCzym właściwie jest miasto? Czy prawa miejskie wystarczą, żeby postawić Płońsk na równi z Warszawą, a Warszawę z Meksykiem czy Brasilią? Według autora zdecydowanie tak, siła miast tkwi bowiem w ich różnorodności. Chociaż konstrukcję niektórych dość ostro krytykuje, jest raczej zwolennikiem jak najszerszego rozumienia tego terminu.

Miasto powinno być przede wszystkim wyraziste. Na tę wyrazistość składają się: klimat, topografia, architektura i geneza (s. 9). Definicja miasta według Sudjica bierze się po części z tego, że inkluzyjne – a zatem otwarte na nowych mieszkańców i nowe rozwiązania – aglomeracje rozwijały się szybciej i prężniej. Autor szczególnie ceni sobie te nie obawiające się zmian. Dobrze przemyślane i zorganizowane miasta ulegają modernizacji, ale nie kosztem zatracenia własnej tożsamości. Przykładem takowych mogą być Manchester czy Los Angeles, które stanowią modele, odpowiednio, miast przemysłowych i konsumpcjonistycznych. Rewolucja przemysłowa i transportowa naznaczyły te miasta, w rezultacie tworząc ich wyjątkową tożsamość.

Wszystko funkcjonuje dobrze, gdy miasto dostosowuje się do zmian bądź zmiany są tworzone przez lokalną społeczność. Gorzej, gdy narzuca je panująca władza, próbując wymusić inną tożsamość. Obojętnie, czy chodzi o niszczenie pamiątek po Ataturku przez prezydenta Erdogana, czy o zmiany czynione w londyńskim City przez burmistrza Borisa Johnsona, mające wizualnie podkreślić potęgę stolicy europejskiego kapitalizmu – tego typu modyfikacje nie służą tkance miejskiej. Jeszcze dalej posunięto się w Pekinie, gdzie ogrom wieżowców powstał w zastraszająco szybkim tempie, by nie tyle nadgonić, co przegonić konkurencję z zachodnich rynków. Do najgorszej kategorii zalicza Sudjic twory miastopodobne, jak Milton Keynes, ustalające swoją tożsamość właściwie przed pojawieniem się w nich mieszkańców. Billboardy nawołujące rodziny z małymi dziećmi do sprowadzenia się tam przypominają trochę rozwój warszawskiej Białołęki, gdzie nowopowstałe zamknięte osiedla kusiły niskimi cenami i zielenią, przyciągając określony typ mieszkańców.

Negatywnych konsekwencji otwarcia na zmiany doświadczyło w ostatnich latach chociażby San Francisco. Dolina Krzemowa wywindowała ceny nieruchomości na tyle, że mieszkający tam dotychczas obywatele muszą się wyprowadzać, z kolei pracownicy Apple’a czy Facebooka wolą codziennie dojeżdżać specjalnymi autobusami dwie godziny do pracy. To stanowi spory problem dla władz miejskich, miejscowi bowiem uciekają, obniżka cen zaś przyczyni się do zaludnienia aglomeracji niezwiązanymi z nim programistami, a nie ludnością, która utworzyła niegdyś z San Francisco centrum tolerancji i wolnej miłości. Żeby przyciągnąć ludzi, miasto musi oferować im coś wyjątkowego. Przykładowo, możemy utyskiwać na Las Vegas i jego przesadny blichtr, ale osada położona na środku pustyni musi zapewnić mieszkańcom dosłownie wszystko, czego potrzebują.

Książka Sudjica jest pełna interesujących, popartych dokładną analizą obserwacji. Chociaż autor czasem popada w populizm i nie zawsze uzasadnia swoje sądy, trudno odmówić mu pasji i ogromu wiedzy na dane tematy. To świetna książka dla chcących zrozumieć. co napędza rozwój miast, jak są one konstruowane i co stanowi podstawę ich tożsamości.

Tytuł: Język miast

Tytuł oryginalny: The Language of Cities

Autor: Deyan Sudjic

Przekład: Anna Sak

Liczba stron: 279

Rok wydania: 2017

Wydawca: Wydawnictwo Karakter

Podziel się

O autorze

Łukasz Muniowski

Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów i prezentacji naukowych o literaturze, sporcie i grach video. Pisze również dla WhatCulture i Hong Kong Review of Books. Scenarzysta komiksowy. Opiekun psów.

Odpowiedz