Jesteśmy tylko wyspą

Podczas pracy nad moją ostatnią powieścią, ze względu na jej tematykę, zostałam postawiona przed koniecznością ponownego zadania sobie pytania „czy istnieje życie poza życiem”? Wraz z coraz intensywniejszym zgłębianiem tematu coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że tak, istnieje coś takiego jak rozum, inteligencja poza ciałem i po naszej śmierci.

W ramach pracy nad moją kolejną powieścią, miałam przyjemność poznać najsłynniejszego polskiego jasnowidza, Krzysztofa Jackowskiego. Wymieniliśmy się książkami: on był w trakcie promocji swojej autobiografii, ja promowałam swoją poprzednią powieść. Rozpoczęliśmy rozmowę o tym, co mnie najbardziej ciekawiło, czyli o jego jasnowidzeniu, o wizjach i odnajdywanych przez niego ciałach, oraz o jego współpracy z policją. Co pan robił wczoraj? – zapytał Jackowski mojego męża. Byłem na próbie z zespołem Farba. – odpowiedział mąż. Nie wierzę panu. Tylko pan o tym wie. Jak pan to widzi, kiedy myśli o tym, że wczoraj grał? Mąż, zdezorientowany, odpowiedział, że przypominają mu się obrazy. Tak samo jest z jasnowidzeniem. – Stwierdził Jackowski. Ja też widzę obrazy z czyjegoś życia.

Przypomniała mi się inna rozmowa, którą odbyłam niedawno przez telefon z dziennikarzem i twórcą Fundacji Nautilus, Robertem Bernartowiczem. Powiedział, że nie rozumie ludzi, którzy nie wierzą w istnienie świata pozamaterialnego. Użył pięknego określenia, stwierdzając, że jesteśmy tylko wyspą, a obok nas znajduje się cały wielki kontynent.

Zastanawia mnie, skąd bierze się sceptycyzm ludzi wobec zjawisk paranormalnych. Kiedy pierwszy raz zadzwoniłam do Roberta Bernatowicza i poprosiłam go, żeby naukowo wytłumaczył mi, dlaczego podczas manifestacji duchów, spada temperatura w otoczeniu, roześmiał się. Naukowo?; zapytał. Nie ma na razie  nauki, która by potrafiła wyjaśnić te sprawy.

Statystycznie, co piąty człowiek miał bezpośredni albo pośredni kontakt ze zdarzeniami, których nie umie wyjaśnić w prozaiczny sposób. Niemal każdy zna kogoś, kto miał styczność z duchami. „Straszne opowieści” o zjawach, które przychodzą po to, by dręczyć i niepokoić ludzi i postaciach widmo, które zmarły śmiercią tragiczną, to częsty temat wśród pragnących się nastraszyć dzieci, nastolatków czy dla scenariuszy filmowych. A przecież żyjemy w czasach, gdy porozumiewamy się za pomocą telefonów komórkowych, gdy przesyłamy sobie informacje bluetoothem i surfujemy w sieci. Jakim cudem, posługując się niewidzialną dla oka współczesną technologią, nie jesteśmy w stanie uwierzyć w istnienie życia pozamaterialnego?

Być może przyczyny należy szukać w przeszłości, na przykład w dziewiętnastym wieku, kiedy wielu ludzi parało się fachem „spirytysty” – wywoływano i materializowano zjawy dla publiczności. Seanse odbywały się regularnie, czasem nawet dwa, albo trzy razy w tygodniu w jednym miejscu i były opłacane przez widzów. Medium oddawało swoje ciało duchowi, czasem, wg relacji uczestników, na jego skórze pojawiały się znamiona, podczas seansu materializowały się także przedmioty, na przykład kwiaty, które potem otrzymywała publiczność. Wykonano wówczas sporo odlewów rąk i stóp, jako dowodów na materializację duchów. Do dzisiaj pamiątki po tamtym okresie są przechowywane w zbiorach muzeów na całym świecie. Można wśród nich obejrzeć między innymi niewielką rączkę dziecka, odciśniętą w wosku aż po łokieć. Stopę, która raczej na pewno musiała należeć do mężczyzny; splecione, pulchne dłonie. Są też fotografie z tamtego okresu, na których medium ustami produkuje długą, fosforyzującą ektoplazmę, która zmienia się w twarz kobiety.
W ciągu minionych lat udowodniono, że w większości były to oszustwa.

Może więc tu tkwi odpowiedź: zbyt wiele oszustw było w tym temacie, który dla każdego człowieka jest przecież bardzo ważny…

Jackowski, doceniony w Japonii, został zaproszony do udziału w programie, który cieszył się tak dużym powodzeniem, że stworzono jego trzy serie. Pomagał tam rozwikłać zagadki niewyjaśnionych morderstw, stosując wizję przed kamerami. Przede wszystkim jednak w Polsce włączony był (i jest) w wiele śledztw policyjnych i wciąż, przez część społeczeństwa uważany jest za hochsztaplera. W jego karierze znajdują się przykre momenty, gdy policja, dla której rozwikłał sprawę, nie przyznała się później do współpracy z nim. „Żaden jasnowidz nie przyczynił się do odnalezienia zaginionego” – To słowa rzecznika prasowego KGP. Wciąż spotykają go afronty ze strony funkcjonariuszy i ludzi nauki, którzy nie wierzą w jego możliwości. Zgłębiając jego talent i historię właśnie to uderzyło mnie najmocniej, to,  że człowiek, który był tak skuteczny, iż za pomocą wizji odnalazł ponad siedemset ciał (!), ciągle musi udowadniać sobie i społeczeństwu, że jest jasnowidzem i wcale nie współpracuje z mordercami (sic!) od których miałby mieć te wszystkie informacje. Przewidział tak wiele wydarzeń istotnych dla współczesnego świata: śmierć prezydenta Kaczyńskiego, tragedię podczas pokazu gołębi na Śląsku, kryzys finansowy i atak terrorystów na Word Trade Center w Ameryce. Mimo tak wielu sukcesów, jeśli popełni błąd, natychmiast jest poddany ogromnej krytyce. A przy jednej ze spraw, gdzie się pomylił, GOPR, który według jego sugestii szukał pary młodych ludzi zaginionych w górach, chciał pociągnąć jasnowidza do odpowiedzialności finansowej za stracony czas.

Wielokrotnie pytany przez ludzi, czy istnieje życie po życiu, odpowiada, że nie wie tego na pewno, ale że zmarli prowadzą z nim swoisty dialog, przekazując informacje o wydarzeniach, które rozegrały się po ich śmierci. W dwutomowej autobiografii „Zmarli mówią” opisał kilkadziesiąt takich przypadków i przytoczył na nie dowody w postaci policyjnych potwierdzeń jego udziału tudzież pomocy oraz podziękowań ze strony rodzin zaginionych.

Słysząc, że piszę powieść o problemie istnienia zjawisk paranormalnych, poprosił, żebym napisała o zwyczajnym człowieku. Ja jestem zwyczajnym człowiekiem; podkreślił.

Robert Bernatowicz stwierdził, że jest szczęśliwym człowiekiem, ponieważ obcując z duchami, nabrał przekonania, że śmierć przypomina przesiadkę z jednego tramwaju w drugi tramwaj. Dodał, że kiedy ludzie myślą o duchach, mylnie wyobrażają sobie Patricka Swayze z filmu „Uwierz w ducha”, który czuje, cierpi a nawet kocha. Wyjaśnił, że to tylko bajka wymyślona na komercyjne potrzeby. Duchy, z którymi ma do czynienia, zachowują się zupełnie inaczej. Trwają jakby we śnie. Sen, to słowo- klucz.  Ponieważ we śnie możemy zorganizować jakąś akcję, coś wiemy o sobie i swoich bliskich, ale inne rzeczy rozmywają się i tracą znaczenie. Kiedy więc obcuję z duchami, muszę się zwracać do nich jak do dzieci i kategorycznym tonem wydawać dyspozycje. Dodał, że warto napisać właśnie o tym, a nie o zjawach wykreowanych dla naszych potrzeb przez Hollywood.

W literaturze, wśród „poważnych” pisarzy, nie ma wielu, którzy zdecydowaliby się napisać o zjawiskach paranormalnych, nie obalając na koniec ich istnienia. Sarah Waters, pisarka, którą bardzo sobie cenię, w powieści „Ktoś we mnie” na poważnie poruszyła temat poletgeist i teraz jej książka ląduje na półkach z horrorami (!) co może przyprawić o uśmiech. Zdumiewające, że w życiu jest podobnie. Rozbawia mnie myśl, na jakiej półce w księgarni znajdzie się autobiograficzna historia niebywałych dokonań Krzysztofa Jackowskiego?

Według mnie powinna leżeć w biografiach lub literaturze popularno-naukowej, bo siła argumentów i dowodów na istnienie jakiejś „pozażyciowej świadomości” przytoczonych w książce jest przytłaczająca. Czy szykuje nam się renesans zainteresowania zjawiskami paranormalnymi, na miarę jego fal i mód w ubiegłych stuleciach? Wszystko na to wskazuje, tyle że w XXI wieku, w epoce w której potwierdzono już istnienie prędkości nadświetlnych i swobodnego istnienie najprostszych form życia poza ziemską atmosferą postęp naukowy pozwoli patrzeć na te wszystkie „duchowe” zagadnienia inną, bardziej otwartą optyką. Jesteśmy już bowiem nauczeni doświadczeniem, że to czego nie ogarniamy naszym umysłem, wiedzą i logiką nie musi być niemożliwe, bo przecież nikt (oprócz fantastów i wizjonerów) setki lat temu nie przewidział lotów na Marsa ani Internetu. Przed nami jeszcze tysiąclecia rozwoju i rozkwitu wiedzy, a więc jest duża szansa, że zjawiska paranormalne, które ponad wszelką wątpliwość istnieją, staną się po prostu „normalne”.

Małgorzata Warda

About the author
Małgorzata Warda
gdyńska pisarka, rzeźbiarka, malarka, autorka kilku powieści, między innymi "Nikt nie widział nikt nie słyszał", "Środek lata" "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Jej teksty znajdziecie także na jej blogu: www.warda.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *