JANOSIK – bohater, czy bandyta?

csm_SP_Pamatnik_Juraja_Janosika_jpg_a48058eb71Pośród dziesiątków ludowych bohaterów nie ma aż tak wielu takich, których istnienie zostało potwierdzone przez obiektywne źródła. Jednym z tych, którzy niewątpliwie istnieli, jest Janosik – uważany przez wielu za polskiego górala, co jest oczywistym błędem.

Juraj Janosik urodził się 25 stycznia 1688 r. na Słowacji, we wsi Terchova, w wielodzietnej chłopskiej rodzinie. Był niespokojnym duchem i raczej nie nadawał się do tradycyjnej pracy na roli. Jako młody chłopak brał udział w Powstaniu Rakoczego, wymierzonym przeciwko Habsburgom. Udało mu się wrócić do domu cało, ale zaznawszy raz innego życia, nie potrafił się już nagiąć do monotonnej codzienności. Z poboru wykupił go ojciec, były to jednak źle wydane pieniądze. Wojsko pociągało młodego chłopca dużo bardziej niż oranie czy dojenie krów. Zaledwie rok później wstąpił do regularnej armii austriackiej. Został przydzielony do straży zamkowej w twierdzy Bytca. Podczas nudnych, niekończących się wart nawiązał nić porozumienia z uwięzionym w lochach hersztem okolicznych zbójców, Tomasem Uhorcikiem. Doświadczony zbójca musiał być obdarzony nie lada charyzmą, gdyż znajdując się w położeniu nie do pozazdroszczenia – lochy takich twierdz były paskudnymi, cuchnącymi norami, błyskawicznie zmieniającymi człowieka w żywego trupa – zdołał jakoś oczarować młodego żołnierza. Janosik pomógł mu zbiec, a w nagrodę został przyjęty do bandy. Zbójnickie życie zasmakowało chłopakowi. Wreszcie poczuł się wolny. Jako zbójnik imponował wiejskim dziewczynom, wysypiał się, ile chciał, a zamiast podpłomyków i kwaśnego mleka mógł zajadać mięso i popijać je winem. Wyjęci spod prawa rabusie żyli zazwyczaj krótko, niektórzy z nich jednak, jak na przykład wspomniany Uhorcik, umieli w porę zerwać ze zbójowaniem i – zmieniwszy tożsamość – żyć z tego, co nagromadzili.

zbojnicyI tu mamy pewną ciekawostkę – po odejściu Uhorcika Janosik został hersztem bandy. Właściwie dlaczego? Tego nie wiemy. Był najmłodszy spośród swych kompanów i znali go względnie krótko. W porównaniu z innymi zbójnikami nie miał za grosz doświadczenia. Co spowodowało, ze obrali go swoim hersztem? Najprawdopodobniejsza wydaje się teoria, że pokonał innych kandydatów w walce wręcz. Ponieważ nie istniały wtedy kursy samoobrony, musiał mieć wrodzone predyspozycje. Być może odznaczał się posturą Dolpha Lundgrena i podobnymi możliwościami, bo jeśli przywództwo ustalano rzeczywiście na podstawie sprawdzenia „kto komu spuści bęcki”, to najmłodszy w bandzie musiał się naprawdę napracować i nie ułatwiano mu zadania. Jako świeżo mianowany wódz nie mógł pozwolić sobie na żaden fałszywy krok, bo jego legitymacją do sprawowania rządów była przede wszystkim skuteczność. Napady musiały być precyzyjnie pomyślane i lukratywne, a poza tym generujące jak najmniej strat własnych. Janosik miał do nich szczęśliwą rękę. Umiał wybrać ofiarę i tak poprowadzić akcję, żeby jak najwięcej zyskać, a jak najmniej stracić. Rabował karawany kupieckie, zamożnych okolicznych mieszkańców, podróżnych, a także plebanów – często zamożniejszych niż właściciel wsi, w której mieszkali. Podczas jednego z takich napadów doszło do zabójstwa księdza. Winę przypisano Janosikowi. Nie udowodniono mu wprawdzie osobistego sprawstwa, ale jako inicjator rabunku był tak czy inaczej moralnie odpowiedzialny za śmierć napadniętego. Trzeba jednak przyznać, że w ciągu półtorarocznej działalności na „stanowisku” harnasia nasz bohater osobiście nie zabił nikogo – być może nosił w sobie jakieś resztki sumienia. Musiał też odznaczać się dużym sprytem, wprowadził bowiem zasadę regularnego opłacania kilku wielmoży, na przykład wiceżupana liptowskiego. Dzięki temu kilka razy uniknął pojmania, a jeśli już go schwytano, zostawał uwolniony. Oczywiście nie mogło to trwać wiecznie.

images (2)Ze strzępów informacji na jego temat możemy wnosić, że właściwie nie był złym człowiekiem, jedynie narwańcem. Po udanym napadzie lubił obdarowywać okoliczne dziewczęta biżuterią i dlatego mówiono o nim, że „rabuje bogatych i daje biednym”. Legendarnym stał się też wyczyn bandy polegający na odbiciu jednego ze schwytanych przez wojsko zbójników podczas przewożenia go z twierdzy do miejskiego więzienia. Przekleństwem Janosika stała się fantazja, swego rodzaju romantyzm, który nie pozwalał mu zadowolić się życiem rolnika, zginającego grzbiet na roli i zależnego od okolicznego szlachcica. Chciał od życia czegoś więcej, prawdopodobnie tęsknił za zdobyciem sławy. Jedyną drogą początkowo było wojsko, dające możliwość wykazania się i późniejszego awansu. Zbójnik Uhorcik pokazał mu ścieżkę na skróty – możliwość szybkiego stania się miejscową legendą. I na zawsze określił jego dolę. Ironia losu sprawiła, że Juraj został ostatecznie schwytany właśnie w domu dawnego herszta, którego odwiedzał od czasu do czasu. Podejrzewano zdradę, ale raczej była to kwestia dobrego wywiadu austriackiego, który obserwował podejrzanych osobników nie gorzej niż późniejsze Stasi. Miało to miejsce zimą 1713 roku. Tym razem Janosikowi nie pomogli możni przyjaciele. Został osądzony, skazany i stracony w okrutny sposób – powieszony na haku za poślednie żebro (czasem błędnie używa się terminu „pośrednie”, podczas gdy chodziło po prostu o „ostatnie”). W tamtych czasach istniało wiele metod dokonywania egzekucji, takich że dziś włosy się jeżą na głowie, a więc teoretycznie mógł trafić gorzej, ale i tak umierał długo i boleśnie.

Wladyslaw_Skoczylas_-_JanosikLegenda o Janosiku – szlachetnym zbójniku powstała na takiej samej zasadzie, jak legenda Robin Hooda – ludzie jej potrzebowali, a w porównaniu z innymi harnasiami młody wódz odznaczał się sympatyczną niefrasobliwością i dawał się lubić. Można by rzec, że był bliżej ludu niż inni, choć głównie z powodu słabości do wiejskich dziewczyn – nie do jednej, a do wielu. Dawał im w upominku zrabowaną biżuterię, w zamian otrzymując pieszczoty i zapewnienia o gorącej miłości. Żadna z nich – wbrew legendzie – nie zdradziła go. Nie było to zresztą potrzebne, bo wojsko miało swój wywiad, o czym już wspomniałam, i działał on bardzo dobrze.
Co przyciągało wiejskie piękności do Janosika? Na pewno jego „hyr”, czyli sława, na pewno biżuteria, którą im dawał, a zapewne i walory fizyczne. Nie zachował się, co prawda, żaden wizerunek słynnego zbójnika, nawet jeśli istniał. Malowidła na szkle, drzeworyty i rzeźby zostały wykonane dużo później, przez ludzi, którzy Janosika nigdy w życiu nie widzieli. Protokół z procesu nie zawiera nawet pobieżnego szkicu postaci i twarzy harnasia. Możemy wszelako sobie wyobrazić, że był wysoki i dobrze zbudowany (wniosek nasuwa się sam, jeśli rzeczywiście mir wśród starszych i bardziej doświadczonych kolegów zdobył siłą) oraz mógł z grubsza przypominać Marka Perepeczkę z jego młodych lat. Na pewno nie wyglądał jak mydłek obsadzony w tej roli przez Agnieszkę Holland, bardziej przypominający Jacka Sparrowa niż kogokolwiek innego. Ktoś o takiej aparycji i wątłej postaci raczej nie zdobyłby szacunku nieokrzesanych górali, czujących respekt jedynie wobec brutalnej przewagi fizycznej.

Skoro już mowa o filmach… Oczywiście wizerunek utrwalony w polskim serialu też jest tylko orientacyjny. Jerzy Passendorfer wykazał się sporą finezją, już w pierwszym odcinku wyraźnie informując widza, że „jego” Janosik nie jest tożsamy ze słowackim. Wszyscy pamiętamy scenę w lochu, gdy zbójnik grany przez Jerzego Trelę mówi:
– Janosik? A u nas był Janosik. Sławny harnaś…

f998d3374c1b25a00dd41381910482f2I już wiemy, na czym stoimy. Nie zmienia to faktu, że gdy mówimy „Janosik”, to widzimy Marka Perepeczkę, zresztą uroczego w tej roli. Myślimy też o serialu, no ewentualnie o dziele Agnieszki Holland, będącym „prawdziwą historią” – mimo oparcia go na faktach – tylko w tytule. Tymczasem istnieje dużo więcej ekranizacji legendy o Janosiku. Pierwsza z nich pochodzi z roku 1921! Ogółem dotąd powstało sześć filmów fabularnych, jeden dokumentalny, dwa animowane, jeden serial fabularny i jeden rysunkowy. Nie sposób też nie wspomnieć o wspaniałym musicalu Katarzyny Gaertner „Na szkle malowane”, kompletnie dziś zapomnianym, do tego stopnia, że nie wydano go na CD. A to jest już jest prawdziwym skandalem, bo razem z „Mszą beatową” stanowi on czołowe polskie osiągnięcie w tym gatunku. Jednak mimo tej wielości filmowych i scenicznych wizerunków dla Polaków Janosik na zawsze będzie miał twarz Marka Perepeczki.

 janosik-m-iext6117796Jeszcze więcej mamy opracowań literackich. Większość powstała po tamtej stronie Tatr, jednak granica w wysokich górach zawsze jest iluzoryczna, a przekraczają ją nie tylko ludzie. Legenda przywędrowała do nas razem ze słowackimi zbójnikami, kryjącymi się przed pościgiem swoich władz po polskiej stronie. Bardzo silnie podziałała na wyobraźnię Kazimierza Przerwy-Tetmajera, który poświęcił sławnemu harnasiowi kilka romantycznych ballad, a potem napisał dwie książki prozą – „Marynę z Hrubego” i „Janosika Nędzę Litmanowskiego”. Razem stanowiły epopeję „Legenda Tatr”. Tetmajer usiłował przenieść postać Słowaka na polski grunt, udowadniając wbrew austriackim kronikom, że był on Polakiem z polskiej wsi. Pisarzowi nie udało się wprawdzie zafałszować historii, ale została chociaż wspaniała opowieść, jedna z pereł polskiej literatury. Istnieje też mało udany, choć wcale sympatyczny, cykl książeczek dla młodzieży, pióra Tadeusza Kwiatkowskiego, wydany w 1971 roku. W oparciu o niego powstała większość odcinków serialu Passendorfera (rok 1973), później wydanych też w formie komiksu. Nie znaczy to wcale, że chcemy jakoś „ukraść” Janosika Słowakom. W końcu, jak wspomniałam wcześniej, wyraźnie zaznaczono w serialu, że „nasz” Janosik został nazwany po „ichnim” i był sierotą znalezionym przez starego bacę na przysieniu. Poszedł w ślady słowackiego imiennika i podobnie jak on marnie skończył. Poza tym – Janosików mogło być kilku, w końcu imię to imię. Janicek to zdrobnienie od Jan, Jasiek, imię bardzo popularne wśród górali. U Słowaków było to w ogóle nazwisko, zapisane w austriackiej kronice sądowej jako Janośak. A że ten czy inny Janicek został zbójnikiem, cóż w tym dziwnego? Nawet w wierszach Tetmajera jest ich co najmniej dwóch. Oprócz ballad o tym, jak Janosik tańczył z cesarzową, czy jak pokonał sam jeden dwunastu szlachetnie urodzonych młodzieńców, którzy dopuścili się nieprawości z chłopskimi córkami – mamy też wiersz o zupełnie innym Janicku. To „Pieśń o jaśku zbójniku”, której fragment może tu zacytuję

Stoi Jaś przed niemi, wsparty na siekierce,
Odpowiada matce i swojej freierce:

Na coś mi matusiu dobrze jeść dawała?
Równo mi się widzi dolina, czy skała.

(…)

Czyś mię to chowała na dziada w kościele?
Jak się postarzeję, legnę se w popiele.

Jako ten Janosik pójdę po dziedzinie,
A choćbym zaginął — imię nie zaginie.

Nie płacz Hanuś darmo, bo się serce żali;
Przyniosę ci z za gór perłów a korali”.

images(1)W żadnym wypadku nie mógł to być ten sam, który nawet w poematach Tetmajera zbójował po słowackiej stronie i romansował z córką madziarskiego grafa. Sam bohater wiersza o nim wspomina i widać, ze się na nim wzoruje. Wymowa wiersza jest inna niż poprzednich ballad i opowiada o jednym tylko napadzie, zakończonym schwytaniem młodego zbójnika. Wynika z niego jedno – młodzi awanturnicy ruszali „na zbójowanie”, skuszeni wizją łatwego zarobku i przeważnie źle kończyli. Mimo to pozostał nam z tych czasów wizerunek szlachetnego zbójnika i dziś nie chcemy pamiętać o tym, co rzeczywiście skrywał.

 

Luiza Dobrzyńska

About the author
Technik MD, czyli maniakalno-depresyjny. Histeryczna miłośniczka kotów, Star Treka i książek. Na co dzień pracuje z dziećmi, nic więc dziwnego, że zamiast starzeć się z godnością dziecinnieje coraz bardziej. Główna wada: pisze. Główna zaleta: może pisać na dowolny temat...

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *