Ja, o jednym imieniu – Elżbieta Musiał

0

17637113_10212673207175354_8320727914950196616_oPoezja Elżbiety Musiał zapiera dech w piersi. I to dosłownie. Po każdym przeczytanym wierszu mija pewien czas, zanim zorientujesz się, że jeszcze nie wypuściłeś powietrza. To chwile lirycznej celebracji. Trudno pisać o takiej twórczości, bo jak przełożyć na papier to, że buzują w tobie rozmaite uczucia, których nie sposób nazwać?

„Ja, o jednym imieniu” to zbiór skomponowany z poszukiwań. Poetka zadaje szereg pytań, często retorycznych, i tka z nich Człowieka. Obserwuje swój wytwór jako indywiduum, ale bada także relacje, w jakie wchodzi on z innymi, z otoczeniem. Szuka różnic i cech wspólnych między nim, sobą i pozostałymi.

Podmiot Musiał – znów artystka, która nie zadowala się półśrodkami – musi wiedzieć więcej, czuć mocniej, myśleć intensywniej. Jest w nieustannym ruchu, fizycznym lub – częściej – intelektualnym. Zwiedza zatęchłe arterie wątpi, bo pragnie być zaskoczoną, trochę po omacku szuka nadziei. Najpierw musi zejść na dno, by móc ujrzeć światło, które wyznaczy sobie jako cel.

Ciekawym motywem pojawiającym się w wielu lirykach jest wnętrze człowieka. I nie tylko chodzi tu o duszę czy rozum, odpowiedzialne za emocjonalno-intelektualną sferę. Wiele wierszy zawiera pewien biologiczny element, choć nie on stanowi centrum utworu – jest jakby dodatkiem, ale dość wyróżniającym się, np. kubki smakowe. Musiał wybiera jednak te narządy, które w jakiś sposób przybliżają nas do poznania – podmiot zbioru jest nieugiętą poszukiwaczką, w pełni satysfakcjonuje ją tylko wiedza empiryczna. Poetka niejako objawia przed czytelnikiem jego własne możliwości, odkrywa bogactwo, jakie w sobie nosimy, choć nie wszyscy jesteśmy go świadomi.

Jak już wspomniałam, kobieta-podmiot stale drąży, szuka, poznaje. Chłonie świat z całym jego dobytkiem, ale najbardziej zależy jej na zrozumieniu własnej natury (intymnej, indywidualnej oraz ludzkiej w ogóle). Stąd tak wiele tu rozmów z samą sobą, prób zdefiniowania konkretnych emocji oraz nadania sensu bolesnym zdarzeniom, charakterystyki człowieka w pewnych sytuacjach (np. jakże cisi jesteśmy w cierpieniu, jakże pojedynczy), usiłowania znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytania metafizyczne.

W „Ja, o jednym imieniu” Musiał zaskakuje mocnymi porównaniami, pełną napięcia atmosferą, budowaniem miniopowieści. Szczególnie widać te cechy w poemacie „Miarka samotności”, gdzie autorka dynamizuje opowieść o pustce, stwarza coś z niczego, po raz kolejny udowadnia, że język to dla niej plastyczne tworzywo, może z niego ulepić, co tylko zechce. Jest świadoma zamiarów i konsekwentna w ich realizacji. Wystawia świadomość językową czytelnika na próby i zadziwia nową jakością oraz ładunkiem emocjonalnym, który powstaje z rotacji utrwalonymi w polszczyźnie wyrażeniami (np. przelała się miarka samotności).

Kolejne zachwycające spotkanie ze znakomitą liryką, polecam!

Kinga Młynarska

b

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz