J. R. R. Tolkien „Beren i Lúthien”, pod redakcją Christophera Tolkiena

0

Beren.i.Luthien_1

Opowieść o miłości Berena i Lúthien jest wyjątkowo ważna dla mitologii Śródziemia stworzonej przez Johna R. R. Tolkiena. Wzmianki o niej pojawiły się już we „Władcy pierścieni”, a całą historię opisano w „Silmarillionie”, gdyż dzieje Berena i Lúthien splotły się z losami niezwykłych klejnotów.
To opowieść ważna nie tylko dla Śródziemia, ale i dla samego J. R. R. Tolkiena. Na grobie pisarza i jego żony Edith oprócz ich nazwisk wyryto dwa imiona – Lúthien i Beren, co dobitnie udowadnia silne związki emocjonalne autora z tymi dwoma postaciami. Nieprzypadkowo właśnie tę historię wybrał jego syn, Christopher Tolkien, jako temat ostatniej z długiej listy redagowanych przez siebie pozycji ze spuścizny ojca. Christopher, który przez lata kierował Tolkien Estate, posiadającą prawa autorskie do dzieł J. R. R. Tolkiena, niedawno zrezygnował z tej funkcji. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już ogłoszono, że Amazon nakręci serial na podstawie opowieści o Śródziemiu. Plotkuje się, że będzie to ekranizacja „Silmarillionu”. Muszę przyznać, że nie bardzo wyobrażam sobie sfilmowanie tego dzieła, ale to już pewne, że serial powstanie. Dobrze to czy źle – przekonamy się niebawem.

W każdym razie dla Chirstophera Tolkiena redagowanie książki „Beren i Lúthien” było hołdem złożonym twórczości ojca, a także pożegnaniem z czytelnikami, którzy dzięki jego zaangażowaniu mogli poczytać o Śródziemiu więcej niż opublikowano za życia jego twórcy.

Losy Berena i Lúthien okazały się wyjątkowe w całej historii Ardy. Beren był śmiertelnikiem, a Lúthien elfem i to nie taką zwyczajną przedstawicielką tej rasy, gdyż jej matka, Meliana, pochodziła z Majarów. Historia ich wielkiej miłości splotła się z losami Silmarili, gdy ojciec Lúthien zażądał, by w zamian za jej rękę Beren przyniósł mu jeden z tych klejnotów, spoczywających w żelaznej koronie Morgotha. Te słowa obudziły dawną klątwę i przysięgę złożoną przez synów Fëanora, doprowadziły do licznych nieszczęść i krwawych bitew.

W przedmowie Christopher Tolkien wyjaśnia, jakie cele przyświecały mu przy pisaniu tej książki. Po pierwsze przedstawienie losów Berena i Lúthien jako samodzielnej, niezależnej od innych opowieści. Po drugie – ukazanie ewolucji tej historii, a tym samym pisarskiej metody J. R. R. Tolkiena. W książce pojawia się zatem najwcześniejsza wersja legendy – „Opowieść o Tinúviel”, późniejsza wierszowana „Ballada o Leithian” (z 1925 r.), „Quenta Noldorinwa” (1930 r.) i wreszcie „Quenta Silmarillion”.

Redaktor przytacza różne teksty i analizuje je, kładąc szczególny nacisk na zmiany zachodzące w związku z nowymi koncepcjami, które rodziły się w wyobraźni J. R. R. Tolkiena. Opowieść z czasem splatała się coraz mocniej z wizją Śródziemia, w którym elfy i ludzie walczą przeciwko Morgothowi, a Silmarile są czymś więcej niż zwykłymi klejnotami.

Beren, który początkowo był elfem, w późniejszych wersjach stał się człowiekiem z rodu szczególnie zaprzyjaźnionego z elfami, a co za tym idzie, obdarzanego szczególną nienawiścią przez Morgotha. Opowieść o miłości Berena i Lúthien została połączona z odrębną legendą o Nargothrondzie. Pojawili się w niej także synowie Fëanora, a wraz z nimi złowroga przysięga, że nikt prócz nich nie ma prawa do Silmarili.

W pierwotnej wersji opowieści występował Tevildo, książę kotów, który potem znikł na rzecz nie kogo innego jak samego Saurona. To on więził Berena i to z jego warowni uratowała ukochanego Lúthien. Fabularnie jest to zmiana uzasadniona – w koncepcji Śródziemia Tevildo jest nikim, natomiast Sauron odegra ogromną rolę w Drugiej i Trzeciej Erze. Zmiany zachodzące w opowieści obrazują jak na dłoni coraz ściślejsze połączenie jej z krystalizującą się historią Ardy, a przede wszystkim losem Silmarili. Co w sumie wychodzi na jedno, gdyż – jak wiadomo – jej dzieje zostały zaklęte w tych trzech klejnotach.

Nie są one zwykłymi kosztownościami. Ich istotą jest zmieszane światło dwóch Drzew, Złotego Laurelinu i Białego Telperiona, które są z kolei odbiciem światła Ilúvatara. Nie są one więc martwe, zawierają iskrę życia. Co więcej, kryją w sobie pewną niezwykłą zdolność – nie może ich dotknąć istota skażona złem. Carcharoth po połknięciu Silmarila popadł w szaleństwo. Dlatego ich kradzież przez Morgotha jest katastrofą na skalę kosmiczną, porównywalną z kradzieżą Słońca lub Księżyca.

W jednym z listów J. R. R. Tolkien wspomniał, że inspiracją dla pierwszych opowieści ze Śródziemia (w tym tej o Berenie i Lúthien) była historia o Kullervo z fińskiej „Kalewali”. Wpływy tego dzieła są wyraźnie widoczne w koncepcji Silmarili. Sampo, cudowny młynek z tego eposu, także został stworzony przez kowala, miał być zapłatą za narzeczoną, został wykradziony, a potem rozbity. Ponadto niektóre wersje opowieści utożsamiają ze sobą historię kradzieży Sampo i kradzieży Słońca. W jednej z nich Słońce i Księżyc zostają porwane do Pohjoli i zamknięte w „górze ze pstrym wieczkiem”. Gdy Väinämöinen odbiera Sampo Louhi wywiązuje się szamotanina. Väinämöinen rozbija je wiosłem, a Słońce i Księżyc zostają uwolnione.

Z tych względów opowieść o Berenie i Lúthien, silnie związana z losem Silmarili, jest tak ważna dla mitologii Śródziemia. Ostatecznie to klejnot wyłuskany przez tych bohaterów z żelaznej korony Morgotha otworzył Eärendilowi drogę na Zachód, a potem stał się nową gwiazdą. Co – nawiasem mówiąc – zmieniło historię świata.

Polskie wydanie „Berena i Lúthien” przygotowane przez Prószyński i S-ka szatą graficzną przypomina poprzednie dzieła J. R. R. Tolkiena. Twarda okładka jest stylizowana na stary papier. Całość wzbogacają ilustracje (kolorowe i czarno-białe) Alana Lee. Za polski przekład odpowiadają Katarzyna Staniewska „Elring” i Agnieszka Sylwanowicz „Evermind”. Oprócz polskiego tłumaczenia książka zawiera także „Balladę o Leithian” w oryginale. Wśród dodatków warto wspomnieć o spisie imion, nazw własnych i geograficznych, które pomogą odnaleźć się w świecie Śródziemia oraz słowniczku trudnych wyrazów angielskich.

„Beren i Lúthien” nie jest tak zwartą opowieścią, jaką były wydane kilka lat temu „Dzieci Hurina”. W tej książce Christopher Tolkien kładzie bowiem większy nacisk na zestawienie różnych wersji opowieści i pokazanie zachodzących w niej zmian, których nadrzędnym celem było jak najlepsze przedstawienie tego mitu. Dla wielbicieli „Władcy pierścieni” i „Hobbita” to wspaniała okazja, by raz jeszcze powrócić do magicznego świata Śródziemia.

Barbara Augustyn

Autor: John R. R. Tolkien
Redakcja: Christopher Tolkien
Tytuł: „Beren i Lúthien”
Tłumaczenie: Katarzyna Staniewska „Elring”, Agnieszka Sylwanowicz „Evermind”
Ilustracje: Alan Lee
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 366
Data wydania: 2017

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Odpowiedz