IV miejsce w konkursie „Śledztwo w rękach amatora” – Imago

Krzyk. Ból. Wysoka częstotliwość. Proszę, nie…  Umieram, muszę przestać się bronić. Pewny dotyk metalowych ramion, ukłucia igieł, wreszcie ból się oddala, zapadam w jakąś czarną otchłań. Ostatkiem świadomości protestuję, ale przerywam wpół. Nie słuchajcie mnie, chcę żyć, żyć…. Ile to trwało? Godzinę, dzień, czy dwie sekundy? Nie wiem.

Świat powraca powoli, wyrazisty, o żywych barwach, spokojny i cichy. Nic mnie nie boli. Leżę na metalowym stole, wkoło pachnie medykamentami, topionym plastikiem i rozgrzanym metalem. Nade mną, na suficie, widzę ogromne lustro. Ze zdumieniem oglądam swe nagie ciało. Z zewnątrz widać tak niewiele… to chyba, że nigdy nie wyglądałam tak dobrze. Mam wrażenie, że poprawiono mi talię, kształt piersi, szyję, i nigdy nie miałam tak bujnych włosów. Czy ktoś dla kaprysu postanowił tak mnie przemodelować?

– Gratulujemy, panno Nelle – odzywa się mechaniczny głos robota koordynatora – Pani ciało zareagowało pozytywnie na połączenie. Uszkodzone i utracone części zostały pomyślnie zastąpione przez cybernetyczne implanty. Ich sprawność jest zagwarantowana przez Korporację i nie wymaga dodatkowych testów. Dziękujemy za skorzystanie z usług EPIFANICS.

Powoli, niepewnie, schodzę ze stołu. Ocalałe nerwy odbierają nowy rodzaj dotyku, odmienny od dawnego. Będę musiała przywyknąć, bo teraz już wszystko będzie odmienne. Jednak… co się właściwie stało? Nie pamiętam. Nie wiem nawet, jak się tu znalazłam, przecież nie mogłam sama…  Pamiętam, że umierałam, moje ciało zostało zmasakrowane, ale jak, przez kogo?

– Koordynatorze, kto mnie tu przywiózł? – pytam głośno.
– Informacja zastrzeżona.
– Dlaczego?
– Informacja zastrzeżona.
Komuś na mnie zależy. Zależy na tyle, że przywiózł mnie tu i uruchomił kosztowną procedurę. Czy to był ktoś z tych, którzy tak mnie urządzili? E, chyba nie, nie po to próbowali mnie zabić. Więc kto? Nikogo sobie nie przypominam, nikogo, komu byłabym aż tak droga. I wtedy nadpływają wspomnienia. Wiem już, że coś się wydarzyło… ale wiem tylko to.

Szłam jak w transie. Moje ruchy nabrały płynności i lekkości. Miałam wrażenie, że już nigdy nie będę zmęczona, że straciłam tą możliwość. Implanty musiały być naprawdę dobre i warte więcej, niż zdołałabym zarobić przez całe życie. Nagle przeraziła mnie myśl, że ktoś, kto zapłacił za reperację mojego ciała, może teraz zażądać rekompensaty, i będzie miał do tego prawo. Kto to może być? Poczułam się osaczona, zaszczuta…

Ale na zewnątrz nikt na mnie nie czekał. Było pusto i cicho, zmierzchało. Na podjeździe czekał niewielki, smukły samochód suzuki – jeden z tych piekielnie drogich modeli z krótkich serii, metalicznie czarny, ze srebrnymi akcentami. Za wycieraczkę była zatknięta złożona kartka. Z jakiegoś powodu podeszłam i wzięłam tę kartkę. Widniały na niej duże, wyraźne litery „Samochód jest twój. Kluczyk w stacyjce, dokumenty i dalsze instrukcje w skrytce pod kierownicą.” Podpisu nie było. Skąd wiedziałam, że ta notatka była zostawiona dla mnie? Nie wiem czemu, ale było to dla mnie jasne jak słońce. Ktoś, kto zapłacił za moje implanty,  zostawił dla mnie ten piękny pojazd i chciał czegoś w zamian. Zawahałam się. Coś mi mówiło, że mogłabym teraz uciec i zapomnieć o wszystkim, ale z drugiej strony byłoby to nieuczciwe, a ja zawsze postępowałam uczciwie.

Zawsze spłacałam swoje długi, a choć ten nie był czymś, co zaciągnęłam dobrowolnie, i tak czułam się zobowiązana. Bez entuzjazmu otworzyłam drzwiczki i wsiadłam do pachnącego nowością wnętrza. W skrytce były dokumenty wozu, wystawione na moje nazwisko, karta kredytowa i rezerwacja w najdroższym hotelu – Miraton z korporacji Tenysona – ze stemplem „Opłacone”.  Apartament na dwudziestym piątym piętrze. Nigdy nie byłoby mnie stać nawet na podwieczorek w Miratonie, co dopiero na nocleg, a rezerwacja opiewała na czas nieokreślony. To było nie tylko dziwne, to było wręcz alarmujące. Nic z tego nie rozumiałam. Im dłużej myślałam, tym mniej pojmowałam. Komu mogło zależeć na mnie aż tak bardzo? Byłam sama na świecie, nie miałam przyjaciół, ledwie znajomych, ostatni chłopak, z którym się spotykałam, odszedł rok temu i zresztą był golcem, mało mną zainteresowanym. Spojrzałam w lusterko. Moja twarz pozostała moją twarzą, ale te włosy… inne, gęstsze, obce. Chyba przeszczepili mi je również, czyżby trzeba było?

Czy ktoś mnie oskalpował? Nie pamiętałam, co dokładnie się stało i pomyślałam, że chyba nie chcę pamiętać. Miałam wrażenie, że moje oczy błyszczą dużo bardziej niż zwykle, ale mogło to być tylko złudzenie. Może właśnie ten blask – choć mógł być tylko kwestią mej wyobraźni – a może konstatacja, że ma na głowie cudze włosy sprawiła, że postanowiłam wyświetlić całą sprawę, dowiedzieć się, kto za tym stoi i czego ode mnie chce. Z tym postanowieniem przekręciłam starter i suzuki ruszył do przodu płynnym skokiem. Nigdy nie siedziałam za kierownicą takiego cuda. Reagował na każdy ruch tak, jakby był przedłużeniem moich rąk – musiał mieć wbudowane czujniki najnowszej generacji i na pewno można go było ustawić na sterowanie głosem, ale nie miałam czasu zajmować się tym, zresztą nie wiedziałam na razie, jak. Gdzieś w wozie pewnie była instrukcja obsługi komputera nawigacyjnego.

Postanowiłam, że poszukam jej w sposobniejszym czasie, ale na razie postanowiłam dotrzeć do hotelu i przekonać się, czy nie będzie tam na mnie czekał mój tajemniczy protektor, kimkolwiek był. Jak na razie wiedziałam o nim jedno, że był bardzo bogaty i na pewno wpływowy. Same pieniądze nie otworzyłyby przed nim dostępu do jednego z ekskluzywnych ośrodków EPIFANICS i nie pozwoliłyby na przeprowadzenie zdalnej procedury, bez całej jej warstwy administracyjnej. Przecież nikt nie spisywał moich danych, niczego też nie podpisywałam, nie zażądano ode mnie dokumentów – to wszystko docierało do mnie powoli, opornie i utwierdzało mnie w przekonaniu, że lepiej będzie wyjaśnić wszystko do końca. Ucieczka nic by nie rozwiązała, bo ktoś, kto ma takie wpływy, i tak by mnie znalazł. Kto to mógł być? Ktoś z rządu? Z tajnej policji? A może jeden z tych anonimowych bogaczy, którzy zarządzają gospodarką światową? Tak, to najprędzej. Ciekawe, kto też może to być… W dzisiejszych czasach, gdy po przekroczeniu określonej granicy dochodów człowiek staje się niewidoczny dla reszty społeczeństwa, nikt nie zna ani nazwisk, ani twarzy tych, co żyją w prawdziwym luksusie. Nie wolno o nich pisać, nie wolno o nich mówić, ale przecież istnieją i jeden z nich opłacił to, co uratowało mi życie.

Moje życie było inne. Byłam od zawsze świadoma, że należę do klasy pracowników, nie decydentów, ale nie musiałam niczego ukrywać. Mogłam robić, co chcę, mieszkać w domu bez ochrony, nosić otwarcie imię i nazwisko. Jako mała dziewczynka nawet nie widywałam dzieci z klas A, nie mówiąc już o zabawie z nimi, jako nastolatka kończyłam szkoły również w towarzystwie młodzieży B. B1 często szli na studia, jeden z nich nawet mnie namawiał, żebym spróbowała zdać wstępny test – teraz mi się przypomniał, wątły chłopaczek z krzywym nosem, chyba trochę się we mnie durzył. Twierdził, że dam sobie radę na studiach, że mogę się starać o promesę, a nawet stypendium, ale ja nigdy nie wierzyłam, że to może się udać. Moja matka również mi to odradzała, uważała, że nie ma sensu walić głową w mur, gdy istnieje tyle dobrych zawodów, które zapewnią mi utrzymanie. B3 to przecież V kategoria obywatelska. Biedna mama… chciała, żebym została pielęgniarką, ale ja nigdy nie mogłam patrzeć na krew. Nawet gdy skaleczyłam się w palec, mdlałam i zawsze unikałam miejsc, gdzie toczyły się jakieś walki. I to właśnie mnie musiało się przytrafić coś, co było naprawdę straszne… tylko że nie mogłam sobie przypomnieć, co to było.

Miałam opory przed wejściem do Miratonu. Bałam się, wbrew wszelkiej logice, że po prostu mnie stamtąd wyproszą, ale pokazanie karty rezerwacyjnej z hologramem natychmiast otworzyło przede mną drzwi. Młody chłopak w liberii zabrał samochód na parking, drugi zabrał mnie do windy i pokazał drogę do apartamentu. Był bardzo miły i widać było, że ktoś go dobrze opłacił. Ktoś – kto? – zainwestował we mnie tyle, że czułam ucisk w gardle na myśl o tym. Nigdy nie zdołam się wypłacić. Byłam jedynie bibliotekarką na Akademii Medycznej, zarabiałam grosze i nigdy nie miałam żadnego osobistego majątku. I… nigdy nie widziałam takiego apartamentu jak ten. Cała jedną ścianę zajmowało okno, przez które widać było panoramę miasta. Na drugiej był trójwymiarowy ekran z pełnym pakietem programów. W rogu wielki automat z darmowymi przekąskami, wspaniałe łóżko z automatem do masażu wibracyjnego, łazienka ze wszystkimi możliwymi udogodnieniami…. Na stole list. Z wahaniem wzięłam ją do ręki i rozdarłam kopertę. W środku tylko kilka słów:

Wkrótce się odezwę. Proszę korzystać ze wszystkiego bez ograniczeń, ale nie opuszczać hotelu.

Cóż, tego nie musiałam robić. Wszystkie Miratony maja siłownie, korty, basen, oranżerie, nawet minizoo. Można tu mieszkać cały rok i bawić się jak król, nie nudząc się ani minuty. Jednak na razie nie miałam ochoty na te wszystkie cuda.

Przede wszystkim poszłam do łazienki. Zdjęłam dany mi w ośrodku kombinezon i stanęłam przed lustrem. Chciałam dokładnie obejrzeć moje ciało i mieć jakieś pojęcie o tym, co mi zrobiono. Na pierwszy rzut oka nie było nic widać, ale dokładna inspekcja ujawniała całą sieć blizn na brzuchu i biodrach. Minie trochę czasu nim znikną ostatecznie. Również lewa ręka była pocięta i spojona. Implantów oczywiście nie było widać, chociaż…. Łazienka była wyposażona w prosty skaner, za pomocą którego można określić stan zębów czy rodzaj małego urazu. Hotele najwyższej klasy oferują takie udogodnienia w pakiecie lux. Postanowiłam z niego skorzystać. Wkrótce tego żałowałam. Ekran ujawnił tyle wstawek, że omal nie upuściłam kosztownego urządzenia. Nie spodziewałam się, że było ze mną aż tak źle. Implanty były dosłownie wszędzie – w stawach, w kościach, w narządach wewnętrznych… część powłok również była cybernetyczna. Co się właściwie stało? Obdarto mnie ze skóry? Wciąż nie mogłam sobie przypomnieć zdarzenia, które zaowocowało wizytą w EPIFANICS. Pamiętałam jedynie mgliście, że wracałam z pracy i po drodze zepsuł się publiczny autochod… ponieważ było to niedaleko domu, postanowiłam nie czekać na drugi, a dojść piechotą. Było to chyba błędem. Coś się wydarzyło, a ja obudziłam się w tym strasznym ośrodku. No właśnie.

Narzuciłam na siebie hotelowy szlafrok i wróciłam do pokoju. Tam zażądałam połączenia z Mabel.

– Zlituj się, Ranya! – wykrzyknęła, ledwo usłyszawszy mój głos – Co się z tobą dzieje?!
– Nie mogę ci powiedzieć. Posłuchaj, zajmij się Sidem. Nie wiem, kiedy wrócę.
– Jesteś okropna! Zajmij się Sidem? Biedak tak miauczał, że zabrałam go do siebie. Nie możesz go zostawiać na tak długo, to okrutne!
– Mabel, nie mogę ci nic wyjaśnić, ale to nie była moja wina. Dobrze, że zostawiłam ci kod do mieszkania…. Zamknij je dobrze i opiekuj się biednym Sidem, póki nie wrócę. Wtedy ci wszystko opowiem, ale nie wcześniej.
– Nie wiem, po co ja się w ogóle z tobą przyjaźnię. Jesteś nieodpowiedzialna.
– Mabel, kochanie, wybacz mi. Zdarzyło się coś naprawdę strasznego, ale nie mogę teraz o tym mówić. Ważne, żeby kotu nic się nie stało, on ma tylko mnie, a ja tylko jego.

– Niewdzięcznica. Ja to nikt?
Prawda, Mabel była moją sąsiadką i przyjaciółką od bardzo dawna. Mogłam liczyć tylko na nią i nieraz już mi pomogła, a ja, prawdę mówiąc, nie byłam jej dłużna ani jednej przysługi. Wiedziałam, że zaopiekuje się moim kotem równie dobrze jak ja sama, póki po niego nie wrócę. Uspokojona wyłączyłam komunikator i poszłam wreszcie wziąć prysznic.

Nagle przyszło mi do głowy, że nie mam tu swoich ubrań, nie mam nic oprócz kombinezonu. Nie mogłam w nim chodzić, wyglądałby śmiesznie w tym eleganckim hotelu. Zawahałam się, ale potem wzięłam kartę kredytową i wsunęłam ją do czytnika panelu zamawiania. Na ekranie wyświetliła się oferta wewnętrznej sieci sklepów Miratonu. Wybrałam numer sklepu z odzieżą i zamówiłam wszystko, co było mi niezbędne. W porównaniu z kosztem implantów i operacji cena kompletu ubrań, choć wygórowana, i tak była niczym. Przez moment wyświetliła się suma na karcie i zaparło mi dech – była ogromna. Nie zarobiłabym tyle nawet przez dziesięć lat. Mój tajemniczy opiekun zainwestował we mnie tyle, jakbym była co najmniej kimś z II kategorii zaszeregowania i jakby wiązał ze mną nadzieje na ogromny zysk. Czemu? Jestem tylko bibliotekarką, nie miałam ukończonych studiów i nie jestem żadną pięknością. Nie rozumiałam, do czego mogę się mu przydać i zaczynałam podejrzewać, że zaszła tu jakaś pomyłka. Tak, to było najbardziej prawdopodobne. Wzięto mnie po prostu za kogoś innego i gdy prawda wyjdzie na jaw, nikt nie będzie mógł mnie o nic obwinić. Pokrzepiona tą myślą wzięłam wreszcie prysznic i wytarłam się mocno staroświeckim ręcznikiem. Nie lubię nawiewu suszarek ani papierowych namiastek i ucieszyło mnie to, że w Miratonie mają prawdziwe ręczniki. Potem, zawinięta w płaszcz kąpielowy, usiadłam przed projektorem i włączyłam na chybił trafił jakiś program. Oglądałam, póki nie zapukała pokojówka z moim zamówieniem.

Ubrana w elegancki, nowiutki kostium pomyślałam, że wyglądam dostatecznie dobrze, by pójść do restauracji i zamówić któreś z tutejszych dań. W normalnych warunkach nie byłoby mnie stać nawet na sałatkę w takim miejscu, ale warunki nie były normalne. Skoro pierwszy raz w życiu miałam okazję spróbować odrobiny luksusu, powinnam się spieszyć, bo to długo nie potrwa. Lada chwila mój protektor odkryje, że popełnił omyłkę i wszystko się skończy. Trzeba korzystać, póki czas.

W restauracji o tej porze nie było prawie nikogo i bardzo dobrze, bo na widok karty dań zgłupiałam. Gdyby nie wyświetlające się obok nazw obrazki, nie wiedziałabym w ogóle, co tu podają. Nawet obrazki nie dawały mi jasności, więc wreszcie zdecydowałam się na coś, co wyglądało trochę jak popularne pittano resu, które jadałam w barze obok Akademii Medycznej. Jednak to, co dostałam, nie przypominało sojowych kostek w gęstym sosie. Spojrzałam bezradnie na kelnera. Zrozumiał i podał mi odpowiednie sztućce, dyskretnie podszeptując, jak zacząć. Skomplikowane danie smakowało zupełnie inaczej niż wszystko, co do tej pory jadłam, było nieco włókniste i miało mocny zapach, niepodobny do niczego. Zrozumiałam, że to musi być prawdziwe mięso, nie żaden tani syntetyk. Rarytas, ale przyznam, ze wcale mi to nie smakowało. Zjadłam bez entuzjazmu, popiłam kawą i wyszłam. Widać wykwintne potrawy rzeczywiście nie są odpowiednie dla podniebienia kast niższych.

Nie było co robić. Nie umiem grać w tenisa, nie miałam ochoty na basen i źle się czułam wśród tych wszystkich bogatych ludzi, poruszających się z pewna siebie swobodą obywateli kast wyższych. Obejrzałam więc minizoo i wróciłam do pokoju. Tam mogłam czuć się swobodnie, bo nikt mnie nie widział, a nie musiałam się przecież nudzić. Miałam pełen pakiet programów telewizyjnych, dostęp do sieci, urządzenie do indywidualnej gimnastyki i automat z przekąskami. W ostateczności mogę zamówić coś do pokoju, ale nic wymyślnego. Odeszła mi ochota na luksusowe dania i całą dostępną tu elegancję. Nie jestem damą z wyższej klasy i trzeba się z tym pogodzić, tak, jak godziłam się z tym przez całe życie. Nie ma nic złego w tym, że należy się do którejś z niższych warstw, zawsze mnie tego uczono – w domu, w szkole, na kursach – każda pozycja społeczna ma swe troski i swe radości, a ambicja zajęcia wyższej pozycji niż ta, która mamy, zazwyczaj źle się kończy. Zawsze miałam wątpliwości co do tego, czy takie podejście jest właściwe, ale teraz zaczynałam sądzić, że powszechna indoktrynacja jest jednak słuszna. Skoro tak źle się czułam w tym eleganckim towarzystwie, to znaczyło, że do niego nie pasuję.

Moje środowisko to ludzie tacy jak ja, drobni urzędnicy, pomocnicy w centrach handlowych, pielęgniarki, kierowcy z dostawczaków… Nie miałam nic wspólnego z wysokimi sferami i nie mogłam mieć.

Na trzeci dzień, gdy wróciłam ze sklepu z kosmetykami (zdecydowałam się jednak na drobny zakup), w moim pokoju ktoś był. Mężczyzna w średnim wieku, niezmiernie dystyngowany, o twarzy przywodzącej na myśl stare posągi z biblioteki, w której pracowałam: regularnej, poważnej, a jednocześnie władczej.

– Proszę usiąść – powiedział uprzejmie – Musimy porozmawiać. Pani oczywiście domyśla się, kim jestem.
Serce mi zatrzepotało, bo oto nadeszła chwila, której oczekiwałam i której się bałam. Usiadłam na brzegu krzesła.
– Pan mnie z kimś pomylił – powiedziałam –  Jestem Ranya Nelle, obywatelka kategorii B3. Pracuję jako bibliotekarka na Akademii Medycznej. Nie jestem w stanie zrewanżować się za pańską przysługę.
Machnął ręka lekceważąco.
– Może mnie pani nazywać Hakat – odparł – Jestem jednym z Kręgu i sama pani rozumie, że prawdziwego nazwiska podać pani nie mogę.

Jeden z Kręgu, a więc się nie myliłam. Krąg, czyli grupa ludzi, którzy decydują o wszystkim i kierują z ukrycia działaniami wielkich korporacji, a nawet rządu, gdyż politycy nie śmieją się im sprzeciwić. Zamarłam nie wiedząc, jak mam się zachować. Mój tajemniczy wybawca mówił dalej:
– Myli się pani sądząc, że oczekuję w zamian za pomoc czegoś, co pani mogłaby mi dać w zwykłych okolicznościach. Jednak nie są one zwykłe. Pani coś widziała. Widziała pani napad.
– To pan jest w błędzie – zaprzeczyłam – Ja nic nie pamiętam. No, prawie nic.
– To nie ma znaczenia. Wszystko jest w pani pamięci i są metody, by do tego dotrzeć.
– Przeraża mnie pan.

Uśmiechnął się łagodnie i po ojcowsku.
– Nie ma się czego bać – rzekł – Proszę powiedzieć, czy nigdy nie chciała pani wybić się ponad swoją warstwę społeczną? Zostać lekarzem, inżynierem, badaczem?
– To nie byłoby rozsądne. Kategoria B3 to nie jest klasa, z której wywodzą się lekarze czy naukowcy.
– Błąd, panno Nelle. Jeśli ktoś jest wystarczająco inteligentny i uparty, zdoła się wybić. Są na to sposoby, ale każdy musi sam je odkryć.
– Po co pan mi to mówi? Ja nie mam dość zapału ani wiary, żeby walczyć z wiatrakami. Dobrze mi, jak jest. No, było do czasu napadu.

– Rozumiem i współczuję pani. Jednak sama pani rozumie, że wszystko się zmieniło, nie z pani winy ani nie z mojej… jednak siedzę w tym tak samo jak pani. To, co się wtedy stało, było nie zwyczajnym napadem, a zamachem na dwie najważniejsze osoby w kraju. Twoje pojawienie się pokrzyżowało szyki zamachowcom. Nie zdołali dosięgnąć Numeru 1 ani Numeru 2, choć zabili większość ich obstawy. Rzecz w tym, że tylko ty widziałaś zamachowców i tylko ty możesz ich zidentyfikować.

Teraz dopiero przeraziłam się na dobre. Zostałam wplątana w rozgrywki na tak wysokim stopniu, że nawet ich nie rozumiałam, a wszystko przez przeklęty popsuty autochod. Nagle zrozumiałam, że nie ma dla mnie powrotu do dawnego, spokojnego życia i rozpłakałam się. Hakat wstał, podszedł i pogłaskał mnie po głowie. Miał twardą, szeroką dłoń i sprawił, że poczułam się nieco bezpieczniejsza.

– Proszę nie płakać – rzekł serdecznie – Łzy niczego nie zmienią. Żeby ocalić pani życie, konieczna była procedura implantacji. Po tym jest pani bardzo cenna, zbyt cenna, by dalej pozostać w ramach swojej kasty, ale to pieśń przyszłości. Na razie trzeba doprowadzić do zdemaskowania spiskowców. Umieściłem panią tutaj, żeby panią ochronić. Miratony mają najlepszy system zabezpieczeń wewnętrznych i dlatego poleciłem, by nie opuszczała pani hotelu. Nie wiem, czy zamachowcy wiedzą, gdzie pani szukać, czy w ogóle mają świadomość, że pani żyje, ale nie będę ryzykować.

– Kiedy chcecie przetrząsnąć moją pamięć? – wychlipałam, szukając chusteczki.
– Cierpliwości, panno Nelle. Na dniach. Długo to nie potrwa, mamy już trop. Na razie proszę cieszyć się bez ograniczeń tym, co oferuje hotel i o nic się nie martwić. Gdy wszystko się skończy, pomyślimy o pani przyszłości.
Jakoś nie uspokoiły mnie jego słowa. Przeciwnie, roztrzęsłam się i dostałam ataku histerii. Poczułam się zgubiona bez ratunku, przekonana, że pożyję tylko do momentu identyfikacji zamachowców, a potem… Hakat podał mi szklankę wody i usiadł obok.

– Nie ma się czego bać – rzekł z naciskiem – Wiem, o czym pani teraz myśli. Jak już powiedziałem, jest pani bardzo cenna, nie tylko ze względu na to, że może pani zidentyfikować zamachowców, ale i ze względu na implanty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wyrzuca przez okno czegoś tak kosztownego. Jest pani pod moją szczególną opieką, a zapewniam, potrafię panią ochronić, jeśli tylko będzie pani słuchać moich instrukcji. Proszę obiecać, że będzie pani postępować według moich wskazówek.
– Obiecuję. Będę pana ślepo słuchać.

– I o to chodzi. A teraz proszę się uśmiechnąć. Jest pani dość ładna na to, by dbać o swój wygląd. Proszę śmiało używać karty kredytowej. Miratony mają świetnych wizażystów.

Nigdy nie byłam w salonie kosmetycznym. Było mnie stać na wizytę w jakimś podrzędnym zakładzie, nawet w takim średniej klasy, ale nie odczuwałam potrzeby dbania o swoje ciało bardziej niż było to konieczne. Bywałam jedynie czasem u fryzjera, który rozjaśniał i jakoś układał moją marną fryzurę. Dotknęłam głowy.
– Przeszczepiono mi również włosy, prawda?

– Trzeba było. Widać, że przeszczep dobrze się przyjął, wygląda pani, jakby nigdy pani nic nie dolegało. Proszę dbać o siebie, regularnie jeść i bawić się, ale nie opuszczać hotelu, póki tu po panią nie wrócę.
Hakat wstał i pokrzepiająco ścisnął mi ramię. Mimo jego zapewnień, gdy tylko opuścił pokój, poczułam się jak żołnierz na polu bitwy, pozostawiony przez swych towarzyszy na pastwę losu.

********

Powoli przywykłam do hotelowego życia. Było przyjemne, choć nadal czułam się tu nie na miejscu. Obsługa traktowała mnie z równym szacunkiem, co innych gości. Nie było to takie znów dziwne, zważywszy na cenę apartamentu, który zajmowałam i sumę na karcie kredytowej. Nikt nie ma wypisane na czole, do jakiej kasty należy, a ja teraz byłam elegancko ubrana i za radą Hakata skorzystałam też z usług salonu kosmetycznego i fryzjerskiego. Wyglądałam teraz tak, że sama siebie z trudem rozpoznawałam. Mimo to nie mogłam się doczekać dnia, gdy to wszystko się skończy. Niepewność męczyła mnie bardziej niż poczucie zagrożenia, od którego nie umiałam się uwolnić. Miałam nadzieję, że ci, którzy zorganizowali zamach na Numer 1 i Numer 2, nie wiedzą o mnie, bo przecież, jeśli porwali się na najważniejszych ludzi na kontynencie, nie zawahają się przed zlikwidowaniem pospolitej bibliotekarki, obywatelki kategorii B3. Co prawda Hakat zapewniał mnie, że w Miratonie nic mi nie grozi, ale ja nie byłam tego taka znów pewna i codziennie przed pójściem spać stawiałam pod drzwiami kilka przedmiotów, które niespodziewany gość musiałby przewrócić, robiąc duży hałas.

Żałowałam, że nie mogę kupić sobie pistoletu lub choćby paralizatora, ale nawet dla kast wyższych nie jest to teraz możliwe – dla nikogo, kto nie pracuje w policji lub ochronie. No właśnie, zatem skąd zamachowcy wzięli broń? Wszystkie dostępne zasoby są ściśle ewidencjonowane, każdy pistolet, niezależnie od typu, uruchamia odczyt kodu genetycznego właściciela, a te nieprzypisane są nieaktywne. Czytałam o tym podczas dyżurów w bibliotece. Po zlikwidowaniu formacji wojskowych łatwiej było wprowadzić takie rozwiązanie, zrobiono więc to, choć proces trwał długo i był bolesny, bo przez jakiś czas każdy nieuprawniony, schwytany z bronią w ręku, był zabijany na miejscu. Jednak dzięki temu teraz żyjemy w bezpieczniejszym świecie… tak głosiła książka, ale ja wiedziałam, że to złudzenie.

Na ulicach rządzą zgrane gangi i lepiej unikać mniejszych ulic, szczególnie po zmierzchu.  Pałką można człowieka zabić równie skutecznie jak kulą czy nożem, a złoczyńcy są bardzo pomysłowi. Dlatego właśnie bezpiecznie poruszać się po mieście autochodem lub ciągami podziemnymi, nie piechotą. Przekonałam się o tym aż nazbyt boleśnie. Ale prawo jest prawem, nie mogę więc mieć broni, muszę polegać na ochronie hotelu. Tylko co, jeśli w ochronie jest ktoś, kto ma za zadanie zlikwidować niewygodnego świadka? Co prawda policjanci i ochroniarze podlegają odpowiedniemu warunkowaniu, ale ja już nie ufałam nikomu.

W środku nocy obudził mnie hałas. Poderwałam się z łóżka gotowa krzyczeć, ale ku mojej nieopisanej uldze okazało się, że to Hakat. Dobrze, że przyszedł osobiście, bo inaczej narobiłabym alarmu na cały Miraton.
– Proszę się ubierać – polecił mi Hakat – Już czas.
Plącząc się bezładnie po pokoju wciągnęłam na siebie bluzkę i spodnie, nie dbając o to, czy dobrze się komponują, i wsunęłam pantofle na bose stopy. Już w drodze na parking przeczesałam włosy i przetarłam twarz odświeżającą chusteczką. Nie było czasu na makijaż, a coś mi mówiło, że tam, gdzie się udaję, nikt nie będzie zwracał uwagi na mój wygląd. Liczyło się tylko to, co mam w głowie.

Hakat pomógł mi wsiąść do opancerzonego samochodu. Za kierownicą siedział sztywny, ponury mężczyzna w kuloodpornym stroju, na tylnym siedzeniu zobaczyłam dwóch strażników, uzbrojonych w ciężkie pistolety. Usiadłam między nimi, czując się jak więzień oskarżony o najcięższe przestępstwo, choć zdawałam sobie sprawę z tego, że są tu oni dla mojego bezpieczeństwa i tylko po to. Hakat zajął miejsce obok kierowcy. To dawało jasny sygnał – byłam ważniejsza niż on, przynajmniej w tym momencie. Kiedy już dokonam identyfikacji, ochrona specjalna się skończy. Co wtedy ze mną będzie? Postanowiłam o tym nie myśleć. Co będzie, to będzie, i tak temu nie zapobiegnę. Teraz powinnam myśleć tylko o identyfikacji. Kogo będę musiała rozpoznać? Przecież nadal nie mogłam przypomnieć sobie szczegółów napadu. Hakat wspominał, że tam, dokąd mnie wiozą, będą stymulować moją pamięć tak, by wydobyć szczegóły. Nie budziło to mojego entuzjazmu, jednak nie było innego wyjścia. Musiałam się zgodzić, choćby po to, by w jakiejś mierze odpłacić Hakatowi za opiekę i to, co na mnie wydał. To była, jak obliczyłam, prawdziwa fortuna i pomyślałam, że chyba do końca życia będę spłacać ten dług. Tym bardziej  musiałam się zgodzić na wszystko.

Limuzyna przewiozła nas na lotnisko, skąd trójkątny miniodrzutowiec uniósł nas w powietrze. Po raz pierwszy odbywałam taki lot. Te kilka razy, gdy podróżowałam do innego miasta, jechałam ciągiem podziemnym, przecież nie było mnie stać nawet na najtańszy bilet lotniczy. A nawet gdybym uzbierała odpowiednią sumę, szkoda byłoby mi pieniędzy. Zawsze sobie wyobrażałam, że lot musi być czymś wspaniałym, ale rzeczywistość okazała się inna. Mdliło mnie, kręciło mi się w głowie i bałam się okropnie, ale na szczęście nie trwało to długo. Odrzutowiec wylądował w miejscu, którego nie znałam zupełnie – w bardzo nowoczesnym kompleksie, pełnym dobrze strzeżonych budynków i uzbrojonych patroli. Odgadłam, że to siedziba rządu, miejsce, do którego zwykli śmiertelnicy nie mają wstępu, gdzie nawet szeregowi wartownicy to obywatele klasy A. Instynktownie, nie myśląc o tym, co robię, chwyciłam Hakata za rękę. On był tu jedyną osobą niezupełnie mi obcą.
– Spokojnie, panno Nelle – powiedział – W tym miejscu jest pani całkowicie bezpieczna. Wyspa Centralna to coś jedynego w swoim rodzaju. I proszę nie zapominać, że jest pani pod moją opieką.

Drogę nam zastąpił młody mężczyzna w dopasowanym mundurze.
– Panie Sekretarzu, proszę wybaczyć: przepustka. – rzekł.
Speszona, puściłam rękę Hakata. Sekretarz? Więc był samym Sekretarzem? Nie przypuszczałam, że jest to ktoś postawiony aż tak wysoko. Co więc robił w mojej dzielnicy?
– Proszę. – Hakat sięgnął po plakietkę z tęczowanego metalu. Strażnik przesunął ją przez czytnik, skinął głową i oddał. Następnie stuknął obcasami i chciał odejść – w tym momencie go poznałam.
– Pablo! – wyrwało mi się. Spojrzał na mnie, nieco spłoszony. Bez wątpienia to był on, Pablo, mój kolega z liceum, B2. Miał czapkę nasuniętą na czoło, nie widziałam więc oznaczenia, ale bez wątpienia to on. Chyba mnie poznał, ale z jakiegoś powodu nie chciał teraz ze mną rozmawiać. Może się wstydził takiej znajomości?

– Przepraszam, panie Sekretarzu. – powiedział sztywno i odszedł.
– Proszę tak na mnie nie patrzeć, panno Nelle – rzekł Sekretarz do mnie –  Nie jestem półbogiem, a człowiekiem, który dzięki woli większości uprawnionych piastuje pewną funkcje publiczną.
– Ja go znam, to Pablo Estevez…
– To konstabl Vernes… Porozmawiamy zresztą o tym później.Chodźmy, nie ma co się ociągać, czekają na nas.
– Oczywiście, Ekscelencjo. – bąknęłam.
– Nie tak oficjalnie. Zresztą… po identyfikacji będę miał dla pani pewną propozycję. Jeśli się pani zgodzi, będzie pani pracować dla mnie i żadne tytuły nie będą już potrzebne. Na pewnym szczeblu, droga bibliotekarko, już się ich nie używa.

Uśmiechnął się ciepło, a ja zrozumiałam, że nie opuszczę już tej wyspy. Hakat miał rację, byłam zbyt cenna z tymi wszystkimi wszczepami, żeby się mnie po prostu pozbyć, ale moje życie będzie teraz należeć do innych, nie do mnie. Z jednej strony było to bardzo smutne, ale z drugiej – czy moja dotychczasowa egzystencja była taka znów wspaniała? Nie, była szara, monotonna i samotna. Nie miałam zobowiązań wobec nikogo, poza biednym kocurem, ale nim zajęła się już Mabel. Znałam ją dobrze i wiedziałam, że nie skrzywdzi mego futrzaka. Może nieładnie z mojej strony było zwalać obowiązek na przyjaciółkę, ale nie dano mi wyboru. Kiedyś jej to wyjaśnię.

Hakat i ochroniarze zaprowadzili mnie do jednego z budynków, zbudowanego koncentrycznie – w środku była wielka aula, a dookoła ułożone po okręgu mniejsze pomieszczenia. Weszliśmy do jednego z nich. Wyglądało jak pracownia elektroniczna, połączona z gabinetem medycznym – sprawiało wrażenie szpitalnej sterylności i jednocześnie wyglądało jak starodawna pracownia zegarmistrzowska. W powietrzu wisiał ledwo wyczuwalny zapach odczynników chemicznych i rozgrzanego metalu. Kilku mężczyzn w różnym wieku pracowało nad jakimiś delikatnymi urządzeniami. Jeden z nich wstał i podszedł do nas.
– Witam pana – zwrócił się do Hakata – Zamówiony stymulator jest gotowy.

Czy to ta panienka?
– Ranya Nelle. – przedstawiłam się machinalnie.
– Tak, to ona, doktorze. Proszę usiąść, panno Nelle i nie bać się. Stymulacja nie jest bolesna.

Tego się jakoś nie bałam. Zawsze byłam dość wytrzymała na ból, ale przerażała mnie myśl, że ktoś będzie grzebał w moim mózgu. Hakat wyczuł to jakoś i nie puszczał mojej dłoni.  Jego ojcowskie zachowanie sprawiało, że czułam się nieco pewniej, choć nie na tyle, by wygasło we mnie coś nieokreślonego, jakieś wrażenie niedopowiedzenia, nuty fałszu, której nie umiałam zidentyfikować. Winne temu uczuciu było to, że wiem o świecie trochę zbyt wiele, więcej, niż powinnam. Mimo że należę od pokoleń do klasy B3, zawsze lubiłam się uczyć i podczas długich dyżurów w bibliotece czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce – beletrystykę, podręczniki medyczne i kroniki kryminalne, jako że Akademia jest połączona z Wydziałem Prawa i studenci obu kierunków korzystają z tego samego księgozbioru. Tak, wiem za dużo i niełatwo mnie oszukać.

Doktor podszedł do mnie z czymś, co wyglądało jak elektroniczna opaska, ozdobiona po bokach dwoma modułami. Założył mi to na głowę i zaczął stroić, dotykając po kolei różnych przycisków elektronicznym stylusem. W pewnym momencie poczułam lekki wstrząs, a potem jakby błyskawica przeleciała przez mój mózg. Hakat dotknął stymulatora, poprawiając go nieznacznie
– Myśl o napadzie – dobiegł mnie jak przez ścianę jego głos – Wyłów to, co ostatnie pamiętasz, i idź do przodu. Skup się na twarzach, na wszystkich twarzach, jakie zobaczysz.

Półprzytomnie usłuchałam jego słów. Bodaj bym nie musiała tego robić. Nagle zobaczyłam wybuch, serie strzałów, pędzącą wprost na mnie kule ognia, w uszach zawyły mi krzyki, moim ciałem targnęło wspomnienie jakiegoś strasznego, rozdzierającego bólu. Twarze… tak, widziałam, przez ułamek sekundy, twarze ludzi z bronią i dwóch, którzy siedzieli w samochodzie w bocznej ulicy, obok której przechodziłam. Potem zapadła ciemność. Następnym, co do mnie dotarło, było ukłucie w ramię – ktoś robił mi zastrzyk.

– Co to? – spytałam półprzytomnie. Trzęsłam się jak liść, Hakat podtrzymywał mnie troskliwie, doktor chował właśnie strzykawkę. Opaska nadal tkwiła na mojej głowie, czułam lekkie mrowienie na skroniach.
– Tylko lek na pobudzenie. Zemdlała pani. Proszę powiedzieć, widziała pani twarze?
Skinęłam głową, wciąż nie mogąc opanować szczękania zębami. Hakat pomógł mi stanąć na nogi.
– Idziemy – powiedział – Nie zwlekajmy z tym ani minuty.

Bezwolna i zdruzgotana tym, co zobaczyłam we wspomnieniach, pozwoliłam mu prowadzić się szklanym korytarzem aż do metalowych drzwi. Otworzył je kartą dostępu i nagle znalazłam się w auli obrad rządu. Od razu wiedziałam, że zgromadzeni tam ludzie to Najwyżsi Obywatele, choć w tym momencie nie umiałabym powiedzieć, skąd to wiem. Zatrzęsłam się jak w febrze. Hakat nie dał mi czasu na zastanowienie się, tylko pchnął mnie ku mównicy.
– Patrz na nich – rzekł rozkazująco, zupełnie inaczej niż do tej pory –  Znasz kogoś ze zgromadzonych w tej sali?

Rozejrzałam się, wciąż nie mogąc opanować drżenia kolan. Mężczyźni i kobiety milczeli, patrząc ze zdziwieniem na Hakata i na mnie, wszyscy tak piekielnie dobrze ubrani i tak różni od ludzi, między którymi żyłam… Nie umiałam w tym momencie opisać, na czym polega ta różnica – chyba na tym, że wszyscy byli tak bardzo zadbani, tacy świadomi swej wartości. Nie znałam żadnego z nich, chociaż… czy na pewno żadnego? Powoli przesuwałam wzrokiem po ich twarzach i postaciach.

– Oni! – krzyknęłam, wskazując na dwóch mężczyzn w średnim wieku, stojących na prawo od mównicy – – Widziałam ich!
– Oni strzelali do ciebie?
– Nie, tamtych tu nie ma. Na pewno. Ale ci dwaj siedzieli w samochodzie, w bocznej uliczce.
– Jesteś absolutnie pewna?
– Bezwarunkowo. Widziałam ich.

W tym momencie zakręciło mi się w głowie i ponownie straciłam przytomność, tak że nie byłam świadkiem reakcji na te słowa. A na pewno była gwałtowna…
Obudziłam się w jakimś biurze. Leżałam na skórzanej sofie, a obok siedział młody lekarz – w klapie garnituru miał znaczek zawodu i ledwie dostrzegalne rękawiczki diagnostyczne na dłoniach. Wyglądał na miłego i łagodnego, ale oczy miał nieprzyjemnie zimne. Może zresztą tylko mi się tak zdawało.
– Proszę nie wstawać, panno Nelle. Jestem doktor Taviani – powiedział – Pani ciśnienie jest niestabilne. Stymulator pamięci źle współgra z implantami, a ma ich pani więcej, niż ktokolwiek, kogo znam.
– Wiem. Jestem teraz bardziej cyborgiem niż kobietą. Czy mój organizm dostosował się do nich? – spytałam z wysiłkiem.
– Tak mi się zdaje. Wie pani, to nigdy nie jest całkiem pewne, a w dodatku pochodzi pani z klasy, w której są inne proporcje minerałów w pożywieniu, a więc wyniki naszych badań mogą nie być całkiem miarodajne w odniesieniu do pani.

W ten delikatny sposób dal mi do zrozumienia, że nie jestem taka sama jak oni, grupa uprzywilejowana, ale nie obeszło mnie to. Myślałam o tym, co ze mną teraz będzie, gdy najwyraźniej przestałam być potrzebna. Co prawda Hakat obiecał mi opiekę, ale mimo to czułam lęk. Doktor zbadał mnie delikatnie, z uwagą dotykając mojej szyi, dłoni, brzucha… Nie mogłam widzieć, co pokazuje wskaźnik, reagujący na czujniki w rękawiczkach, ale Taviani zdawał się być zadowolony.
– Nie widzę nic niepokojącego – rzekł wreszcie – Proszę teraz usiąść i oprzeć się na mnie.

Pomógł mi podnieść się z sofy i przejść do windy. Zawiozła nas oboje do pokoju, wcale nie gorszego niż apartament Miratonu. Coś mi mówiło, że w tym miejscu to jeszcze najniższy standard.
– Ma pani tu na razie zostać – powiedział – Sekretarz wydał takie dyspozycje. Może pani zamawiać wszystko, czego pani chce i chodzić wszędzie tam, gdzie nie jest wymagana karta specjalnego dostępu. Na razie ma pani wypocząć i zaklimatyzować się trochę. Gdyby poczuła się pani źle, proszę się do mnie zwracać o każdej porze dnia i nocy.

Spełnił swój obowiązek i zostawił mnie samą, siedzącą bezsilnie na łóżku. Ciągle czułam się tak, jak na przyjęciu gwiazdkowym parę lat temu, gdy wypiłam trochę za dużo, ale powoli odzyskiwałam pełną jasność myślenia. Według mnie sytuacja wyglądała tak: na najwyższych szczeblach władzy doszło do próby przejęcia stanowiska siłą. Zamach się nie powiódł, być może był źle przygotowany, a już na pewno dowiedział się o nim Hakat, Sekretarz Rządu, jeden z niewielu ludzi, którzy wiedzieli, kim jest Numer 1 i Numer 2. Zamach musiał zorganizować ktoś, kto wiedział o tym równie dobrze jak on, i mój protektor na pewno wiedział, kto to jest. Do czego więc byłam mu potrzebna ja, przypadkowa ofiara?

Kilka następnych dni poświęciłam na rozmyślania i na przeglądanie plików bibliotecznych. Co prawda nie przysługiwał mi do nich dostęp, ale obchodziłam już takie zabezpieczenia, ściągając pytania egzaminacyjne dla zaprzyjaźnionych studentów. Tak, wiem, że nie powinnam, że to nielegalne, ale pochlebiała mi pewna zażyłość z młodymi ludźmi klasy A1 i A2. Było mi miło, że zwracają się do mnie, B3, o pomoc, i że robią to w taki sympatyczny sposób, a mój dawny kolega ze szkoły, obecnie drobny złodziej, nauczył mnie różnych sposobów. Teraz mi się przydały. Po kilkunastu godzinach pracy udało mi się opracować dojście do wszystkich plików i zabezpieczyć je tak, żeby mnie nie wykryto. Teraz mogłam je przeglądać bez przeszkód. Właściwie nie wiedziałam, czego konkretnie szukam, ale miałam przeczucie, że to coś istotnego. W układance, którą otrzymałam, brakowało jakiegoś bardzo istotnego kawałka. Niby wszystko pasowało, ale coś się w tym nie kleiło, a ja nie wiedziałam, co. Spisywałam wszystko, co wydało mi się ważne, a potem porównywałam i myślałam, co to może znaczyć. Bardzo dbałam o to, żeby nikt mnie nie przyłapał – wystarczał byle szmer, a przełączałam komputer na opcję gier albo seansu na życzenie. Okazało się to bardzo przydatne, gdy pewnego dnia, bez zapowiedzi, pojawił się w moim pokoju Hakat.

Był ubrany inaczej niż dotąd. Miał na sobie rodzaj munduru z superwytrzymałego, nanitowego materiału i dopiero po chwili zauważyłam na jego ramieniu odznakę szefa służb mundurowych. A zatem awansował.
– Dobrze się już pani czuje? – spytał zdawkowo – To dobrze. Od dziś jest pani moją asystentką o kryptonimie Ankes. O swojej dawnej tożsamości proszę zapomnieć. Jeszcze dziś rozpoczyna pani specjalistyczne szkolenie, które nauczy panią, jak w pełni wykorzystać możliwości implantów. To się pani przyda na nowym stanowisku.
– Dziękuję panu.

– Proszę nie dziękować. Jestem to pani winny, poza tym wierzę w pani możliwości.
Rozejrzał się po pokoju, jakby chcąc sprawdzić, czy niczego w nim nie brakuje. Pomyślałam, że bardzo mu do twarzy w mundurze, i że w ogóle jest bardzo przystojnym mężczyzną. Musiał podobać się kobietom.
– Tęskni pewnie pani za swym kotem? – spytał z uśmiechem. Czy on wiedział o mnie wszystko?
– Ma opiekę… – mruknęłam niepewnie.
– Proszę się nie martwić. Zwierzę jest na kwarantannie i niedługo do pani wróci. Panna Simpler przesyła pozdrowienia.
– Co powiedziano Mabel?
– Prawdę. No, prawie. Że została pani objęta programem ochrony świadków. Proszę zrozumieć, że niewiele można było powiedzieć, żeby nie narażać jej i pani.
– Tak, wiem.

Ulżyło mi na myśl, że Sid znowu będzie ze mną. Był wiernym i kochanym towarzyszem, i bałam się, że już go więcej nie zobaczę. Tymczasem Hakat popatrzył na ekran komputera, gdzie kłóciło się dwóch komików i przysięgłabym, że uśmiechnął się nieznacznie.
– Nauka dobra rzecz, ale proszę pamiętać też o swym zdrowiu – powiedział tak, jakby zamiast lekkiej komedii widział otwarty podręcznik – Musi pani korzystać z siłowni i salonu odnowy. Zresztą, już na dzisiejszym szkoleniu  dowie się pani, jakie będą pani obowiązki i przywileje. A teraz proszę wziąć tę kartę.

Podał mi prostokąt tęczowanego metalu, w którym zawarto wszystkie informacje na mój temat.
– To pani dostęp do większości kompleksu, oprócz kilku naprawdę tajnych obiektów, do których będzie pani mogła wejść tylko razem ze mną. Do mojego biura i apartamentu ma pani oczywiście wstęp o każdej porze. Za dwie godziny zgłosi się pani w sekcji D, część zielona. Tam spotka się pani z resztą grupy szkoleniowej i instruktorami.
– Tak jest, Szefie Broni.
Uśmiechnął się, tym razem szerzej. Zrozumiałam, że czekał na ten tytuł od dawna i pragnął go bardziej niż czegokolwiek innego. Nagle uświadomiłam sobie, że grzebiąc w plikach wąskiego dostępu nie próbowałam dowiedzieć się jednego – kim byli ludzie, których wskazałam na identyfikacji. Przeoczyłam to. Gdy Hakat wyszedł, rzuciłam się do komputera. Wciąż pamiętałam twarze tych z samochodu, trzeba było tylko odtworzyć je edytorem graficznym. Miałam dwie godziny.

Poszło szybko, szybciej niż myślałam. Edytor pozwolił mi stworzyć portret pamięciowy obu mężczyzn, który wprowadziłam następnie do zaawansowanej wyszukiwarki. Ekran komputera zamrugał i ukazał się program identyfikacyjny, a potem dane personalne. Zagryzłam palce. Właściwie spodziewałam się tego, ale potwierdzenie niejasnych przypuszczeń było przerażające. Nagle wszystkie kawałki układanki zaczęły do siebie pasować, i to idealnie.
Zerwałam się z miejsca. Do rozpoczęcia zajęć zostało mi niewiele ponad pół godziny, ale poczułam, że nie zdołam skupić się na szkoleniu, jeśli nie uzyskam potwierdzenia. Dopiero wtedy będę w stanie podjąć decyzję, czy potrafię z tym żyć.

Biuro Szefa Broni mieściło się w sekcji centralnej. Moja karta nie uprawniała jeszcze do wejścia na jej teren, ale gdy powiedziałam, kim jestem, wpuszczono mnie, Widać Hakat wydał już wcześniej takie dyspozycje. Piękna dziewczyna w kostiumie służby pomocniczej, z imieniem „Tanith”  na identyfikatorze, dokonała pobieżnej rewizji, wskazała mi biuro i dała tymczasową przepustkę. Jej spojrzenie było czysto profesjonalne, ale zdawało mi się, że widzę w nim pewne zdziwienie – co B3 robi w kompleksie rządowym? Prawdę mówiąc, ja też zadawałam sobie to pytanie. Jedyne wytłumaczenie było takie, że trzyma mnie tu kaprys Hakata, jego na poły irracjonalne przekonanie, że jeszcze jest mi coś winien.

Szef Broni przyjął mnie ze swym zwykłym, życzliwym uśmiechem.
– Chce pani o coś spytać przed zajęciami? – spytał. Z trudem wydobyłam z siebie głos. Musiałam walczyć, by móc powiedzieć to, co musiało zostać powiedziane.
– Po co pan mnie tu trzyma? Czy to dlatego, że jest mi pan zobowiązany, czy dlatego, by mieć mnie na oku?
– To znaczy?
– Panie Hakat, czy jak tam się pan nazywa… ja może i jestem B3, ale umiem myśleć, a co ważniejsze, umiem kojarzyć fakty. Został pan Szefem Broni na miejsce Kelso, którego zidentyfikowałam w auli obrad. Widziałam go w samochodzie… podobno.

– Podobno? Stymulator pomógł pani przywołać obrazy, nie wierzy pani w nie?
– O, wierzę, że widziałam zamach, uliczkę, samochód, ale twarze w samochodzie… przejrzałam zdjęcia dostępne w plikach. Jedno z nich było identyczne z moją wizją. Zbyt identyczne, bo zgadzały się nawet szczegóły wzoru na kołnierzu jednego z tych mężczyzn i stan zarostu drugiego. Proszę nie robić ze mnie idiotki i nie wmawiać mi, że to przypadek. Istnieją programy, które można wprowadzić do obwodów stymulatora i przekazać w ten sposób dowolny obraz. Miał pan zdalny projektor? Pana nikt nie rewidował, swobodnie mógł pan….

Zabrakło i tchu i zamilkłam, zdesperowana i jednocześnie przerażona własną śmiałością. Hakat przez chwilę milczał, a w jego oczach tliły się iskry rozbawienia. To, co powiedziałam, z jakiegoś powodu wcale go nie przeraziło ani nie rozzłościło, jak oczekiwałam. Nie był na mnie zły.
– Sama pani widzi, że urodzenie o niczym nie świadczy – rzekł wreszcie – Pani inteligencja jest godna klasy A2, może nawet A1. Cóż pani chce zatem jeszcze wiedzieć?
– Dlaczego? Dlaczego pan mi to zrobił?
Hakat wstał, podszedł do mnie i położył mi dłonie na ramionach.
– Moje dziecko, pani tam miało nie być – powiedział z naciskiem – Przez swoje niespodziewane zjawienie skomplikowała pani sobie życie, a mnie dała do ręki broń. Wiem, że ma pani teraz prawo podejrzewać najgorsze, ale proszę mi wierzyć, zamach zorganizowali Kelso i Santar. Wiedziałem o tym bez żadnych wątpliwości, nie miałem jednak dowodu. Mogłem zaryzykować oskarżenie ich, ale to oznaczało wejście na kruchy lód, bo oni stali wyżej niż ja. Los nastręczył mi panią.

– Dlatego opłacił pan procedurę, hotel i całą resztę?
– Tak. Gdyby nie mogła mi się pani przydać, pozwoliłbym pani umrzeć. Proszę docenić to, że jestem szczery. W moim kręgu obowiązuje pewien pragmatyzm postępowania. Nie mogę sobie pozwolić na zagrania w stylu Robin Hooda.
Milczałam, zdruzgotana tym wszystkim, zlodowaciała pod jego dotykiem. Byłam więc związana z człowiekiem, dla którego zasady moralne, które mnie wpojono, były nic nie znaczącymi frazesami. Nie był zły, ale podlegał zupełnie innym regułom życia i różnił się od wszystkich ludzi, jakich dotąd poznałam. Czemu jednak nie pozbył się mnie po identyfikacji? Człowiek na jego stanowisku mógł przeboleć koszt implantów i procedur. Spytałam go o to wprost. Uśmiechnął się ciepło i wyrozumiale.

– Oczywiście, że tak – odparł – Ale pani wiedza w niczym mi nie zagraża, bo nie ma pani dowodów na poparcie swych słów. A jestem zdania, że ludzkie talenty należy wykorzystywać, nie niszczyć. Widzę w pani wielkie możliwości i wiem, że przyda mi się pani w grze, którą toczę.
– Jakiej grze? – zapytałam oszołomiona – Przecież osiągnął pan to, co chciał. Jest pan Szefem Broni, podlegają panu wszyscy w służbie mundurowej….
– Naprawdę pani myśli, że to wszystko, co można w życiu osiągnąć?
Zamarłam. Patrzyłam na Hakata, niezdolna poruszyć się ani wypowiedzieć choć słowo. Odwzajemniał moje spojrzenie ze spokojnym rozbawieniem, emanował siłą, inteligencją i pewnością siebie.
– Pan chce zostać Numerem 1. – szepnęłam wreszcie.
– Kiedyś będą musieli powołać nowego. Będę wśród kandydatów. Czemu mam sądzić, że przegram?

– Przeraża mnie pan.
– To minie. Przywyknie pani do nowego życia i nowych obowiązków. Będzie pani mogła w pełni rozwinąć swój umysł i nauczyć się, jak wykorzystywać możliwości implantów. Oczywiście nie zrobią z pani nadczłowieka, proszę się nie łudzić, ale bardzo pomogą. Poprawiają wytrzymałość, siłę i szybkość. Proszę już iść na szkolenie, spóźni się pani.
Skinęłam głową, wybąkałam parę słów przeprosin i wyszłam. Przy drzwiach sekcji zastąpiła mi drogę ta sama dziewczyna w kostiumiku, Tanith.
– Proszę za mną, pani Ankes – powiedziała z uprzedzającą grzecznością – To potrwa chwilkę.

Przeraziłam się śmiertelnie, ale nie zaprotestowałam. Jeśli coś się miało stać, to niech się stanie szybko. Tak będzie najlepiej.
Dziewczyna wprowadziła mnie do bocznego pokoju, gdzie czekał na mnie doktor Taviani i jego asystent. Miał w dłoni mały przyrząd, używany do znakowania noworodków po urodzeniu.
–  Proszę usiąść i się odprężyć – rzekł – Muszę zmienić pani klasyfikację. Rozkaz z samej góry.

Zaskoczona, usiadłam na wskazanym krześle. Asystent doktora przytrzymał mi głowę, a Taviani dotknął mego czoła znacznikiem, przestawionym na zacieranie. Trochę zapiekło.
– Proszę wytrzymać, już kończę. Teraz nowy symbol…. i gotowe.
Wstałam i spojrzałam w lustro. Zamiast pięcioramiennej gwiazdy, oznaczającej moją warstwę społeczną, widniało teraz między mymi brwiami odwrócone V klasy A2. Miałam wrażenie, że patrzę na obcą osobę. Inne ubranie, jakiego nigdy nie miałam, inne włosy, nawet inna postawa. A do tego to, czego nie widać, a czego przecież byłam boleśnie świadoma. Wciąż towarzysząca mi Tanith uścisnęła lekko moją dłoń.

– Witamy wśród nas. – powiedziała z uśmiechem. Odwzajemniłam się jej blado. Uczucie nierealności, które opanowało mnie po spojrzeniu w lustro, nie znikło nawet wtedy, gdy opuściłam już zastrzeżoną sekcję i udałam się do sektora szkoleniowego. Nie było po co walczyć, poddałam się swemu losowi. Nie było już biednej, ale dumnej i samodzielnej Ranyi Nelle, obywatelki B3. Korytarzem szła Ankes, A2, własność rządu, bez prawa głosu, bez prawa wyboru. Wciąż jednak nie rozumiałam jednego.

Czy nadal to jestem… ja?

Luiza Dobrzyńska

About the author
Technik MD, czyli maniakalno-depresyjny. Histeryczna miłośniczka kotów, Star Treka i książek. Na co dzień pracuje z dziećmi, nic więc dziwnego, że zamiast starzeć się z godnością dziecinnieje coraz bardziej. Główna wada: pisze. Główna zaleta: może pisać na dowolny temat...

6 komentarzy

  1. To opowiadanie jest super. Czytałam na bezdechu. Mimo, że brzęczał telewizo,r nie słyszałam żadnego dźwięku. Jestem ciekawa, czy gdzieś można przeczytać jakieś inne PAni utwory o popdobnym klimacie?

  2. Jeśli tak to dobre, to czemu tylko jedna gwiazdka :)? To raczej sugeruje, że marniutko poszło.
    A moje ebooki są dostępne na platformie selfpublishingu http://www.wydaje.pl. Trzy są darmowe, miłej lektury 🙂

    1. Luizo, bardzo Cię przepraszam za tę jedną gwiazdkę. To wynik mojej niekompetencji jeśli chodzi o obsługę komputera. Dla mnie było na 5. Poprawię się z innego komputera. Zapraszam Cię (jeśli jeszcze tam nie trafiłaś) na http://forumksiazki.thetosters.pl/. Zgdomadziło się tam już kilka osób publikujących w wydaje.pl

      1. Nic nie szkodzi, Basiu. Dla mnie najważniejsze jest,że w Twoich oczach zasługuję na wysoką notę. I bardzo chętnie zarejestruję sie na forum, dziękuję za link.

  3. Czytałam już wcześniej Twoje „Cyprysy” na jakimś innym portalu. Też bardzo przypadło mi do gustu. Przypomniałam sobie, jak tylko znalazłam inne Twoje publikacje na portalu wydaje.pl. Jeszcze raz zapraszam na forum książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *