Ian McGuire „Na wodach Północy”

0

3e1d3df6d4-na-wodach-polnocy

– Zaryzykowałbym stwierdzenie, że dobry Bóg nie spędza wiele czasu tutaj, na Wodach Północy – mówi z uśmiechem. – Najpewniej nie lubi chłodu.

(Ian McGuire, „Na wodach Północy”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 158)

Arktyka nie jest miejscem przyjaznym człowiekowi. Pustka, ziąb, bezkres – to wszystko wyzwala w postawionych w skrajnych sytuacjach ludziach najgorsze instynkty.
Jest rok 1859. Na Morze Arktyczne wypływa statek wielorybniczy

„Ochotnik” z Patrickiem Sumnerem na pokładzie. Wyrzucony z armii medyk, dręczony wspomnieniami z powstania sipajów w Indiach, szuka ukojenia w opium i laudanum. Nie spodziewa się, że jako lekarz okrętowy będzie miał zbyt wiele do roboty. Jednak wkrótce na statku zostaje znalezione ciało brutalnie zamordowanego chłopca okrętowego. Szukający zabójcy Sumner stanie oko w oko z Henrym Draxem, bestią w ludzkiej skórze.

Jeżeli wydaje wam się, że powyższe zdanie zdradza finał fabuły, to jesteście w błędzie. Choć „Na wodach Północy” zawiera pewne elementy kryminału, to z pewnością nie należy wyłącznie do tego gatunku. Już na samym początku autor zdradza, kto jest mordercą i maluje postać Draxa w najczarniejszych barwach. Książka jest studium zła zakorzenionego w ludzkiej naturze. Harpunnik nie morduje z jakiegoś powodu – dla pieniędzy czy ze strachu – lecz dlatego, że czuje taką potrzebę. Odebranie życia jest dla niego równoznaczne z innymi potrzebami fizjologicznymi człowieka, takimi jak spanie czy jedzenie. I tak przedstawione staje się po prostu nieodzowną częścią ludzkiej natury.

Ian McGuire przenosi czytelnika do brutalnego świata wielorybników w połowie XIX wieku. Jego proza jest mocna, sporo tu wulgaryzmów i naturalistycznych opisów, dlatego nie polecałabym jej osobom o wrażliwych żołądkach. Autor tapla się w najbardziej obrzydliwych aspektach tamtego świata – nędzy, przemocy, pijaństwie, bestialstwie wobec drugiego człowieka i zwierząt.

W jego książce można wychwycić echa „Moby Dicka” Hermana Melville’a, twórczości Karola Dickensa, ale najbardziej trafne wydaje się porównanie do „Jądra ciemności” Josepha Conrada. „Na wodach Północy” także dotyka najmroczniejszych aspektów ludzkiej natury i podaje w wątpliwość przekonanie o wyższości kultury białego człowieka nad innymi nacjami, w tym przypadku Eskimosami czy Hindusami. Gdy Brownlee peroruje o konieczności utrzymania cywilizacyjnych standardów, co wymaga mordowania w imię słusznej pomsty, czytelnik wychwytuje fałsz i podwójne standardy – nam wolno, ale im nie.

Choć bohaterami powieści są ludzie z niższych warstw społecznych, żyjący we wszechobecnym brudzie i krwi, nie należy zapominać, że siłą sprawczą tych wszystkich okropieństw są możni. To oni czerpią zyski z działalności wielorybników i płacą krocie za produkty dzięki temu pozyskiwane.

– Za każdym fragmentem słodko upachnionej kobiecej urody kryje się cały świat fetoru i chamstwa. (…) Szczęśliwy ten, kto potrafi zapomnieć o tej prawdzie albo udawać, że takowa nie istnieje.
(s. 188)

Ryba psuje się od głowy, a bogaci są zdeprawowani bardziej niż reszta społeczeństwa. Uosobieniem tego jest w powieści sprytny Baxter, właściciel statku wielorybniczego, który ma własny cel w wysłaniu „Ochotnika” na Północ. I nie jest nim bynajmniej polowanie na wieloryby. Własnoręcznie nie zabija, ale decyduje o życiu i śmierci innych. Nie ma skrupułów ani wyrzutów sumienia. Podobnie jak inni bohaterowie – kapitan Brownlee czy Cavendish. Dbają wyłącznie o własne dobro, a to, że nie popełnili morderstwa, to czasem tylko kwestia nieprzychylnych temu okoliczności.

„Na wodach Północy” Iana McGuire’a to ciężka, brutalna proza, ukazująca najmroczniejsze strony ludzkiej natury. Oblepia czytelnika brudem, krwią i upiorną arktyczną mgłą. Ale jest to także książka, która skłania do myślenia o tym, ile jest warta nasza cywilizacja. A że wnioski mogą nie być wesołe? No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie.

Barbara Augustyn

Autor: Ian McGuire
Tytuł: „Na wodach Północy”
Tłumaczenie: Bartosz Kurowski
Wydawnictwo: Prószyński i S–ka
Liczba stron: 336
Data wydania: 2017

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Oficjalnie na Szufladzie opiekuje się działem mitologii, nieoficjalnie jest samozwańczym specem od dzieciologii (literatury dla dzieci i młodzieży). Poza tym zajmuje się także mitologiami, czytaniem, pisaniem, oglądaniem seriali i innymi rzeczami, opowiadaniem o których nie będzie Was zanudzać ;) Moje teksty mówią za mnie…

Odpowiedz