Hermes – bóg na granicy światów

Mitologia grecka pełna jest postaci, o których wszyscy słyszeliśmy, które wydawałoby się wszyscy świetnie znamy, a które niemal zupełnie zatraciły dla nas swą prawdziwą historię. Funkcjonują jako wytarte symbole, sprowadzone do jednowymiarowych figur retorycznych, spłycone do granic możliwości reprezentacje pewnych podstawowych pojęć. I tak Zeus to gromowładny ojciec bogów, Apollo to bóg sztuki, Atena mądrości, a Hermes to olimpijski chłopiec na posyłki z pociesznymi skrzydełkami przy sandałach. Może więc warto odkryć przykurzone już nieco tajemnice greckich bogów i odsłonić ich znacznie bardziej skomplikowaną naturę?
Zacznijmy od Hermesa – boga, który istniał po to, by łączyć śmiertelnych ze światem Olimpu. Wybierzmy go na naszego przewodnika po pełnej intryg, zdrad, kłótni i namiętnych romansów rzeczywistości greckich bóstw. Będzie to zadanie najbliższe jego właściwej naturze.

Strzegąc i przekraczając – Hermes jako bóg granic

Jeśliby chcieć jednym tchem wymienić dziedziny, którym patronował Hermes, to powstanie litania, jaką nie mógłby się poszczyć żaden inny grecki bóg. Był opiekunem podróżnych, kupców, złodziei, pasterzy, mówców, tłumaczy, wynalazcą pisma i przekładów, miar, wag i liczb, posłannikiem bogów i dyplomatą w służbie Zeusa, a także przewodnikiem dusz w drodze do Hadesu oraz tych śmiertelnych, którzy poważyli się zapuścić tam jeszcze za życia. Jak widać nie był to bóg, któremu mogło się na Olimpie nudzić. Prawdę mówiąc, nie miał za wiele okazji, by tam w ogóle bywać.

Przyglądając się ikonografii tego boga łatwo znaleźć typ przedstawień najstarszy, najbardziej archaiczny, a zarazem odwołujący się do pierwotnej roli Hermesa. Jako tzw. herma (czyli popiersie brodatego mężczyzny, umieszczone na kamiennym słupie, ustawiane wzdłuż dróg i granic, na rozdrożach, a także w bramach miejskich) miał on strzec świętych granic i podróżnych przemieszczających się po drogach wiodących od miasta do miasta. Jeśli skupimy się na tym, by postrzegać go przez pryzmat tej funkcji, jeśli będziemy postrzegać go jako bóstwo niejako transgresyjne, jako strażnika tej niepokojącej przestrzeni, która dzieli to, co bezpieczne i znane, od tego co odległe i obce, a dzięki temu jako uniwersalnego pośrednika, to wszystkie jego tak rozmaite role znajdą swoje uzasadnienie.

„Bóg od granic” był idealnym kandydatem do roli przewodnika zmarłych. W greckich wyobrażeniach występował on jako życzliwy opiekun, który chwytając duszę zmarłego za dłoń prowadził ją ku bramom Hadesu i przekazywał Charonowi u brzegów Styksu. Tym samym przeprowadzał on ludzi przez tę najtrudniejszą, najbardziej ostateczną granicę jaką jest bariera między życiem a śmiercią.

Pomagał im jednak także i za życia, gdy napotykali na swojej drodze rozmaite przeszkody. Patronował więc podróżnym, gdy przyszło im opuścić mury rodzinnego miasta-państwa, oraz kupcom, którzy nie ustępowali wędrowcom w nieustannym przemieszczaniu się pomiędzy granicami państw, a którzy borykać się jeszcze musieli z liczeniem, mierzeniem i obcymi językami. Pomógł im więc Hermes tym największym swoim chyba wynalazkiem, jakim było pismo. Bo przecież jak dowodzi dobitnie archeologia, pismo nie powstało po to, by opiewać czyny bohaterów i miłość do księżniczek, ale po to, by zanotować ile krów sprzedało się sąsiadowi i ile naczyń z ziarnem zamknęło się w piwnicy. Wymyśliwszy zatem jak to zapisać, musiał jeszcze Hermes wymyślić jak to obliczyć, a najlepiej jeszcze zważyć i zmierzyć, tak aby wszyscy mogli jednakowo posługiwać się ilościami. I tym samym zniósł nie jedną, ale kilka granic pomiędzy ludźmi z różnych miejsc, obdarzając ich dobrodziejstwem wymiany towarów, które napędzało gospodarkę wielu odległych od siebie obszarów. Tak w każdym razie mniemali Grecy, z właściwym sobie wdziękiem ujmując skomplikowane procesy społeczne w proste, mityczne uzasadnienia.

Złodziejom patronował Hermes chyba przy okazji opieki nad kupcami, najwyraźniej nie sposób było ich od siebie oddzielić… a może robił po prostu to z racji swej natury, skłonnej do drobnych przekrętów? Czemu jednak bóg granic patronował mówcom i tłumaczom? Nic bardziej oczywistego. Jakaż może być bardziej kłopotliwa bariera nad barierę językową? Także tutaj był zatem Hermes potrzebny aby pomagać ludziom przezwyciężyć ich ograniczenia. Jednak i we własnym języku ludzie nie potrafią się porozumieć, jeśli nie wyrażają swych myśli odpowiednio przejrzyście. Został więc Hermes nauczycielem mówców i tych wszystkich, których dziś nazwalibyśmy dyplomatami. Pomagał przekraczać wszystkie granice, które mógł na swojej drodze napotkać Grek, nawet jeśli przypadkiem był akurat bogiem. Bo to jego właśnie upodobali sobie mieszkańcy Olimpu na swego posłańca i herolda. To on miał objawiać wolę bogów, przyprowadzać wybrańców do ich siedziby i załatwiać dla nich rozmaite ziemskie sprawunki. Poruszał się sprawnie na granicy światów, będąc łącznikiem nie tylko między Ziemią a Olimpem, ale także między Ziemią a Hadesem oraz Hadesem i Olimpem.

A przemierzał te mityczne przestrzenie odziany w krótką chlamidę (płaszcz podróżny), skrzydlaty petastos (kapelusz podróżny z szerokim rondem), oraz talaria (uskrzydlone sandały ofiarowane mu przez bogów, by mógł szybciej spełniać swe poselstwa), dzierżąc w dłoni swój słynny kaduceusz (laskę oplecioną przez dwa węże, otrzymaną od Apolla, która potrafiła łagodzić wszelkie spory). Nietrudno było rozpoznać tego zabieganego boga.

Zawsze na drugim planie – historie mityczne

Jako tak doskonały pośrednik pojawia się Hermes niemal w każdym ważniejszym greckim micie, zawsze jednak przemykając tylko przez fabułę, zawsze wypełniając tylko powierzone mu zadanie. Jedyną opowieścią, którą ma on tylko dla siebie jest historia jego narodzin i pierwszych dni jego życia. A przyznać trzeba, że dzieckiem był Hermes zupełnie nietuzinkowym. Już w kilka godzin po narodzinach wymknął się swojej matce, Mai, i wybrał się na wycieczkę po Grecji, a dotarłszy aż do Tesalii uprowadził pilnowane przez Apolla woły. Zacierając za sobą wszelkie ślady ruszył z trzodą w dalszą podróż po drodze jeszcze tworząc lirę ze skorupy żółwia. Tak to dał o sobie znać spryt małego boga, a zdołał on wykpić się z całej afery i obrócić wszystko na swoją korzyść. Apollin bowiem zafascynowany dźwiękiem nowego instrumentu oddał nieszczęsne woły zadowolonemu z siebie winowajcy, a kiedy pozbawiony liry chłopiec stworzył jeszcze flet, to i za niego bóg sztuki gotów był się na coś zamienić. Tak też Hermes otrzymał swój kaduceusz. Ubawiony całym zamieszaniem Zeus uczynił swego przedsiębiorczego syna posłańcem i mediatorem, doceniając zdolności malca. A dorosły już bóg wypełniał swe obowiązki bez zarzutu, sporadycznie tylko dla żartu podkradając bogom to i owo.

Kiedy jednak przyszło mu zaopiekować się małym Dionizosem uczynił to z należytą odpowiedzialnością. Sprowadził też Heraklesa do Hadesu, wyprowadził stamtąd Eurydykę dla zrozpaczonego Orfeusza, zamordował stuokiego Argosa, który pilnował Io, przywiódł piękną Psyche na Olimp, by mogła spędzić wieczność ze swym ukochanym Erosem, doręczał, informował, przekazywał i w swych skrzydlatych sandałach przemykał przez wiele innych mitów. Wszystko to jednak są już całkiem osobne historie…

 

Karolina Michałowska

Skomentuj

*