Halina Poświatowska (2/2)

W sierpniu 1958r. Poświatowska rusza wreszcie do Ameryki. Na „Batorym” poznaje szermierza, Jerzego Twardokensa, któremu poświęci kilka liryków, m.in. „Pantomimę” czy „***(oparty o poręcz)”:

poswiatowska 3

oparty o poręcz
był taki ładny
że poszłam z nim do łóżka

na niebie
świeciły drobne gwiazdy

księżyc wschodził
nad lewą burtą

w kajucie pod pokładem
pili marynarze

na ogromnym oceanie
okręt był sam

W Stanach Poświatowska czuje się jak ryba w wodzie, nawiązuje nowe znajomości, odświeża kontakty z rodziną, obraca się w tamtejszym środowisku artystycznej Polonii (głównie z pomocą Wittlinów). Musi długo czekać na miejsce w szpitalu, więc zwiedza, chodzi na spotkania, trochę pisze, dużo czyta. W tamtym okresie największe wrażenie robi na niej „Traktat poetycki” Miłosza i „Dziennik” Gombrowicza.

Po operacji jeszcze długo zostaje za oceanem, ale nie jest to oparty na przyjemnościach pobyt. Haśka zaczyna zawadzać, wywoływać mieszane uczucia. Sama czuje, że robi wrażenie intruza czy nawet pasożyta. Powoli, subtelnie zmuszana jest do wyjazdu, ale wrodzona bezczelność, upór, wiara i ambicja każą jej zwlekać z postanowieniem o powrocie do kraju. Na ostateczną decyzję ma największy wpływ wiadomość o przyjęciu jej do Smith College oraz stypendium, które dostanie na naukę. Jednak do rozpoczęcia studiów pozostaje kilka miesięcy i znów, dzięki uprzejmości obcych ludzi, udaje jej się przetrwać do początku roku akademickiego.

Halina bardzo tęskni za Krakowem, rodziną, przyjaciółmi, szczególnie za Ireneuszem. Pracuje jak szalona, uczy się, żeby zdobyć wiedzę i udowodnić, ile jest warta, wygłasza odczyty o poezji polskiej, redaguje drugi tomik, pisze reportaż, a mimo tego ciągle wyrzuca sobie lenistwo. Jednym z ulubionych miejsc, które regularnie odwiedza jest Polski Instytut Naukowy, gdzie poznaje Jerzego Kosińskiego. Spotykają się, ona jest nim zafascynowana, a on jest przede wszystkim sobą… Takiego układu, w którym Haśka ma cierpieć nie może znieść, więc zrywa tę znajomość. I jeszcze długo potem czuje ból.

jeszcze nie wspominałam o miłości
miłość
tak – ona jedna
nie podlega upływowi czasu
trwa
jeśli jest – jest wieczna
a jeśli jej nie ma

klepsydry oceanów toczą ziarna piasku
księżyc nieustannie odmienia złotą twarz
pociemniałym światem ciągnie ogromny wiatr

nie ma zmiłowania
nie ma odkupienia
nie ma nas
nie ma
nie ma
(„*** (jeszcze nie wspominałam o miłości…)”)

Wpada w wir nauki, spotkań literackich. Studia w Smith kosztują ją wiele wysiłku, ale i przynoszą satysfakcję. Doskonałe wyniki, stypendium, zdobywanie wiedzy mieszają się z nostalgią i zmęczeniem. Uwielbia zajęcia ze współczesnej filozofii moralnej, a jeszcze bardziej wykładowcę – J. Margolisa. Kolejny raz zakochała się w żonatym mężczyźnie. Mimo iż ten związek nie może zakończyć się happy endem, jakiś czas się spotykają, a swoje randki, m.in. w Metropolitan Poświatowska kobieta uwiecznia w wierszach:

jutro zobaczę cię znowuposwiatowska 4 będziesz bardzo mądry
oprawiony w tablicy czerń
z czołem pofałdowanym w tysiące drobnych zmarszczek

poprzez otwarte okno
wejdzie promień słoneczny
przysiądzie na moich włosach
zaświeci

zdumiony
zamilkniesz na chwile
– tak milkną na obrazach święci
w niewidzialnego Boga zapatrzeni –

jutro – to będzie jutro

tymczasem wytrwałe słońce
obiega
drugą stronę zmarzniętej ziemi
(„***(Jutro zobaczę cię znowu)”)

Rozstanie z wykładowcą wpędza ją w depresję, rozstrojenie nerwowe. Zaczyna wątpić w naukę, poezję, życie. Gdy dostaje pismo ze Stanford University z wiadomością, że zostaje przyjęta z zapewnionym stypendium – odrzuca tę możliwość i 11 VII 1961 kolejny raz wsiada na „Batorego”, tym razem w przeciwnym kierunku. W kraju, dzięki pomocy przyjaciół, zdobywa miejsce na UW, gdzie fascynują ją wykłady R. Ingardena.

Początek 1962r. przynosi ciężką grypę, wracają duszności, po względnym wyleczeniu Halina wyjeżdża w góry. Kilka miesięcy potem, w Krakowie poznaje sławetnego Lubomira Zająca, mężczyznę o wątpliwej reputacji. Halinie jednak wydaje się nie przeszkadzać łatka pijaka i awanturnika, jaką mu przyszyto i z całą radością angażuje się w ten związek. Okaże się on najbardziej toksycznym ze wszystkich romansów poetki. Tę dziwną relację kończy samobójcza próba Poświatowskiej. Zostają po niej wspomnienia i poezja, np. „***(mój kochanek wcale nie jest piękny)”:

mój kochanek wcale nie jest piękny
i charakter ma raczej trudny
ale kto mi umaluje niebo
w ciemny fiolet popołudnia
gdy pozwolę mu odejść i nie wrócić

mój kochanek ma gorące usta
i rząd ostrych zębów kiedy śmiechem
odpowiada na wyzwanie światu
mój kochanek ma usta które wschodzą
półksiężycem nad każdą z moich nocy

mój kochanek nie jest czuły jego oczy
w prostokącie ulicy tańczą
zażega w dziewczętach płomień
uczepiona u jego cienia
trzymam miłość moją za włosy

w jego cieniu wątłe źdźbło trawy
w kwietniową jabłoń rozkwita

Magistra broni wiosną 1963, po mroźnej zimie i ciężkiej chorobie i pobycie w klinice. W wakacje odbiera upragniony „Dzień dzisiejszy”, efekt jej „amerykańskiego snu”. Sierpień rozpoczyna jej kilkumiesięczną pracę z własną pamięcią i uczuciami – owocem będzie „Opowieść dla przyjaciela”. Rok kończy pasmem niepowodzeń – odrzucony tekst przez wydawcę, wskazania lekarzy, by tylko leżeć, pogarszające się zdrowie. Mimo choroby jednak, pracuje i uczy się, robi doktorat.

Spotyka się z Tadeuszem Nowakiem, dla przyjemności, bez zobowiązań, bez uczucia. Dopiero we wrześniu kończy „Opowieść…” i zaczyna romans z Grochowiakiem. Rok później cieszy się ostatnim swoim tomikiem – „Odą do rąk”. Odrzuca oświadczyny stale obecnego przy niej Jana Adamskiego, którego jednak najpierw podświadomie, a potem już obsesyjną niemal miłością kocha.

wczoraj pisałam wiersze
tak jak dziś rozdaję pocałunki
moje pocałunki potaniały
wiersze są coraz rzadsze

wiersze piszę już tylko wtedy
kiedy zrani mnie kolor kwiatu
albo kiedy nietoperz
w nocnym przelocie
dotknie mojego policzka

całuję o każdej porze roku
całuję przygodnie spotkanych
studentów lekarzy poetów

oni potem piszą o tym wiersze
tak jak ja rozdaję pocałunki
garściami
bezmyślnie
pospiesznie
(„***(wczoraj pisałam wiersze)”)

Udaje jej się łączyć pracę, naukę i życie osobiste, choć najczęściej kosztem zdrowia. Niektóre obowiązki wykonuje w szpitalnych łóżkach. Gdy poprawa jest wyraźna, wyjeżdża na stypendium naukowe do Francji. Jednak pogarszające się z dnia na dzień samopoczucie, ciężkie uderzenia serca klasyfikują poetkę do kolejnej operacji. Zabieg jednak pozwolił jej żyć tylko osiem dni dłużej. Umiera 11 X 1967r.

poswiatowska 5zawsze kiedy chcę żyć krzyczę
gdy życie odchodzi ode mnie
przywieram do niego
mówię – życie
nie odchodź jeszcze

jego ciepła ręka w mojej ręce
moje usta przy jego uchu
szepczę

życie
– jak gdyby życie było kochankiem
który chce odejść –

wieszam mu się na szyi
krzyczę

umrę jeśli odejdziesz

(„***(zawsze kiedy chcę żyć krzyczę)”)

Kinga Młynarska


* Podczas pisania artykułu największą pomocą i źródłem wiedzy oraz inspiracji była najnowsza wydana biografia poetki – „Uparte serce” Kaliny Błażejowskiej (Znak, 2014). Do tej pory najlepsza pozycja dotycząca życia Poświatowskiej na rynku.

** Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony internetowej, poświęconej Halinie Poświatowskiej, http://www.koniczynka.art.pl/.

About the author
Kinga Młynarska
Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

3 komentarze

  1. Historia romansu (?) Poświatowskiej z Kosińskim to jest jeden z najciekawszych wątków w życiu i HP, i JK. On – wielki mistyfikator, tworzący sam historię o swoim życiu, i ona – też świadoma roli autokreacji. Opisali się wzajemnie i są to dwie skrajne relacje z ich spotkania. Jutro trochę o tym w dziale gender:)

  2. Żyła, kochała, tworzyła… dała materiał, by inni pisali o niej. Dziękuję, Kingo, za wgląd w „życie” poetki, przeczytałam jednym tchem, zatrzymując się tu i ówdzie na chwilę, a może dłużej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *