Granice

Wydawać by się mogło, iż rolą reportera czy fotoreportera jest bezstronne zarejestrowanie otaczającej nas rzeczywistości. Dobry reporter powinien zostawić uczucia na boku, zwłaszcza mając do czynienia z sytuacjami, obok których trudno przejść obojętnie. Czasem jednak, mając do wyboru pracę a normalny ludzki odruch można przekroczyć tę niewidzialną granicę, której przekraczać się chyba nie powinno.

Być może samobójcza śmierć Kevina Cartera spowodowana była faktem, iż nie mógł poradzić sobie z psychika po zrobieniu jednego z najbardziej szokujących i przerażających zdjęć. Fotografia, nagrodzona Pulitzerem, przedstawiała małą, afrykańską dziewczynkę, ledwie pełzającą z głodu, a za nią czyhającego już na jej śmierć sępa. Być może Carter nie mógł zapomnieć tego widoku, jednakże czyż nie kłóci się to nieco z jego relacją, podczas której przyznał, iż wpatrywał się w ten przygnębiający widok ponad dwadzieścia minut, czekając, aż sęp rozłoży skrzydła, szykując się do ataku? Oczywiście, zdjęcie byłoby efektowniejsze, ale czy nie przekroczono tu pewnej delikatnej granicy?

W ostatnich dniach dziennikarze i reporterzy zanotowali kilka wpadek, mniej spektakularnych może, ale za to nieporównanie bardziej tragicznych w skutkach. Chyba najbardziej szokujące było zdjęcie, umieszczone na tytułowej stronie gazety „New York Post”, przedstawiające człowieka, stojącego na torach i bezradnie próbującego wspiąć się na peron oraz nadjeżdżający pociąg. Człowieka tego przed straszliwą śmiercią mógł uratować znajdujący się w pobliżu Umar Abbas, reporter współpracujący z tą gazetą. Mógł, ale zamiast pobiec na ratunek, robił zdjęcia. Rezultat? Zapewne wyjątkowo godziwa wypłata, okraszona jednak śmiercią człowieka. W dodatku naprawdę idiotyczne wymówki reportera, najpierw, iż błyskał lampą by ostrzec pociąg, a później, że nie widział co fotografował (??) i dopiero podczas obróbki zdjęć zobaczył, co sfotografował. I znów – czy nie przekroczono tu pewnej granicy?

Niewątpliwie najbardziej głośną sprawą ostatnich dni był jednak żart dwójki dziennikarzy australijskiej stacji radiowej. Przypomnę, iż podając się za królową Elżbietę, dziennikarze uzyskali ze szpitala poufne dane o zdrowiu księżnej Kate. W zamierzeniu śmieszny żarcik, skończył się jednak tragicznie. Pielęgniarka, która nieopatrznie udostępniła informacje Australijczykom, popełniła samobójstwo. I choć tak daleko idących konsekwencji radiowego dowcipu nie można się było spodziewać, znów pojawia się pytanie – czy jednak ktoś nie zawędrował za daleko?

Podstawą pracy dziennikarza jest zapewnienie anonimowości swoim źródłom. Przynajmniej tak myślał twórca jednego z najbardziej znanych programów antywirusowych, John McAffee. I choć przeprowadzający z podejrzanym o zabójstwo McAffee’m wywiad dziennikarz ową anonimowość mu zapewnił, nie pamiętał on o tym, iż technika poszła naprzód. Dzisiejsze aparaty fotograficzne mają bowiem możliwość zapisywania współrzędnych miejsca, w którym robione było zdjęcie. A przejrzenie takich danych jest banalnie proste. Nieświadomy dziennikarz, publikując nieobrobione zdjęcie ujawnił niechcący miejsce, w którym McAffe ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. I choć można powiedzieć, że w tym akurat przypadku nie było złej woli ze strony autora wywiadu, to jednak znów pojawia się pytanie o granice sztuki dziennikarskiej.

A na koniec sprawa, która może nie do końca ma związek z tematem, choć z drugiej strony tez przekroczono pewne granice. Tym razem jednak to dziennikarzom utarto nos. Konkretnie dziennikarzom TVN-u, którzy przeprowadzali wywiad z Polonią amerykańską na temat nastrojów, panujących w Ameryce po wyborze Obamy na prezydenta. Wszystko wyszło ładnie i zgrabnie, tyle że przedstawiciele Polonii nie znajdowali się w Ameryce, ale w mieszkaniu na warszawskim Ursynowie i mieli na prawdę niezła zabawę, wkręcając TVN na oczach milionów widzów.

Tak czy inaczej, czasem wynikiem pracy reportera czy dziennikarza jest ludzka tragedia. Czasem tylko zatrzymana w kadrze, czasem będąca bezpośrednim rezultatem wyboru – dobry news czy życie ludzkie. Czasem doświadczony dziennikarz musi podjąć decyzję w ułamku sekundy.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że podejmie słuszną.

Rober Rusik

About the author
Robert Rusik
Urodził się w 1973 roku w Olkuszu. Obecnie mieszkaniec Słupcy, gdzie osiedlił się w 2003 roku. Pisze od stosunkowo niedawna, jego teksty publikowały „PKPzin”, "Kozirynek", "Cegła", "Szafa", „Szortal”. Ma na koncie kilka zwycięstw oraz wyróżnień zdobytych w różnych konkurach literackich (organizowanych m.in. przez portale Fantazyzone, Erynie, Weryfikatorium, Apeironmag, Szortal i inne), w tym prestiżową statuetkę „Pióro Roku 2009” przyznaną przez Słupeckie Towarzystwo Kulturalne. Przeważnie pisze fantastykę, choć zdarza mu się uciec w inne rejony literatury. Od 2010 roku felietonista Magazynu Kulturalnego „Apeiron”, od lipca 2011 także „Szuflady”. W 2012 roku ukazał się jego ebook „Isabelle”. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz ojciec urodzonego w 2006 roku Michałka i urodzonej w 2012 roku Oleńki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *