Głodówka duchowa, czyli „Cud” domniemany Emmy Donoghue

0

557580-352x500„W 1850 roku mieszkańców małej wioski w Irlandii zadziwia osobliwy post Anny O’Donnell, który rozpoczyna się jako dobrowolne i żarliwe wyznanie wiary. Po kilku tygodniach spożywania wyłącznie tego, co O’Donnell określa jako »mannę z nieba«, zainteresowanie historią »cudu« sięga zenitu. Do skromnej chaty rodziny O’Donnellów ustawiają się kolejki głodnych duchowych przeżyć turystów, a zagraniczna gazeta przysyła dziennikarza, który ma opisać tę niebywałą sensację.

Lib, angielska pielęgniarka i uczennica Florence Nightingale, przez dwa tygodnie ma obserwować sytuację i ocenić, czy Anna jest oszustką. Gdy stan głodującej się pogarsza, do obowiązków Lib, poza opieką nad dzieckiem, dochodzi ustalenie, dlaczego dziewczynka może być ofiarą rozciągniętego w czasie morderstwa”.

Podobnie jak w innych swoich powieściach, także tutaj Emma Donoghue opiera się na sensacyjnych nagłówkach i archiwach autentycznych zbrodni. Sięga jednak nie po konkretny przypadek, jak w Ladacznicy, lecz po zjawisko Panien Poszczących. Dziewczęta, które odmawiały przyjmowania posiłków, pojawiały się w całej Europie (później także w Ameryce Północnej) od XVI do XX wieku. Ich niezwykłość polegała na tym, że rzekomo latami obywały się bez jedzenia i żyły, zdrowe i sprawne. Poszczególne głodówki różniło zbyt wiele, aby znaleźć spójny wzorzec tego fenomenu, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Tylko niektóre określane były jako posty i uzasadniane fanatyzmem religijnym. Odmowa przyjmowania jedzenia stanowiła strategię kobiecej rozpaczy, na długo zanim uknuto termin „anoreksja”. Czy też raczej anoreksja jest kolejnym ogniwem w łańcuchu skomplikowanego związku pomiędzy kobiecym ciałem, jego autonomią, i odżywianiem. W końcu przyjmowanie pokarmu to moment naruszenia integralności ciała tym, co wobec niego obce, przyjmowanie do swojego wnętrza czegoś pochodzącego z zewnątrz. Hollywood doskonale zdawało też sobie sprawę z seksualnych konotacji jedzenia, czyniąc ze spożywania posiłku synonim sceny erotycznej w okresie królowania Kodeksu Haysa. Donoghue była świadoma wszystkich tych kontekstów przy konstruowaniu swojej powieści. Cud łączy dyskurs kobiecego ciała, głodu, religii, histerii i ludobójstwa, tworząc skomplikowaną mozaikę znaczeń i emocji. Pozornie nieprzystające do siebie części – Wojna Krymska i głód w Irlandii, pielęgniarstwo i macierzyństwo, nauka i religia – nie tylko ukazane są jako analogiczne, ale wręcz jako splecione ze sobą w niemożliwy do rozwikłania sposób. Tworzą węzeł gordyjski tego, czego nie da się wyrazić bezpośrednio, więc może zostać wyartykułowane tylko jako coś zupełnie innego, jako przeciwieństwo tego, czym być powinno. Czym właściwie jest głodówka Anny O’Donnell?  Powołaniem do świętości, cudem, przekleństwem, męką, błaganiem o pomoc w sytuacji, w której nie można nic powiedzieć? Czy wszystkim tym po trochu, bo przecież te kwestie nie wykluczają się wzajemnie?

Główna bohaterka powieści, Elizabeth Wright – Lib, jak sama o sobie myśli – jest Słowiczkiem, jedną z trzydziestu ośmiu pielęgniarek wyszkolonych przez Florence Nightingale w Wojnie Krymskiej, co znaczy, że jest profesjonalistką w każdym calu. Jej kwalifikacje wykraczają daleko poza to, czego oczekuje się w tym czasie od pomocnicy lekarza. Pielęgniarka wciąż kojarzy się z kimś w rodzaju dozorcy, jak osławiona Grace Poole z Dziwnych losów Jane Eyre Charlotte Brontë. Sama Lib przywołuje to skojarzenie na samym początku, wprowadzając nas w niepokojący, gotycki klimat powieści sióstr Brontë. Bo tym jest Irlandia w jej oczach, w oczach Angielki: siedliskiem ciemnoty i zabobonów, brudnych i gnuśnych ludzi, do których nie dotarły jeszcze dobrodziejstwa epoki wiktoriańskiej. Lib czuje się, jakby wkroczyła na karty powieści gotyckiej, prosto w szaleństwa katolicyzmu opisywane przez Ann Radcliff.  Jest to świat, którego nie tylko nie rozumie, ale którym też pogardza. W oczach Lib anna O’Donnell jest oszustką, a jej zadaniem jest obnażenie tego oszustwa. Szybko jednak racjonalny pogląd pielęgniarki zostaje zachwiany.

Donoghue znakomicie buduje klimat powieści. Nieznany i wrogi świat z miejsca wytrąca Lib z równowagi, tylko pozornie umacniając ją w racjonalnym światopoglądzie. Bohaterka niepostrzeżenie dla samej siebie zaczyna tracić grunt pod nogami, właśnie przez swoją wiarę w moc obserwacji. Im więcej widzi, tym mniej rozumie. A wraz z nią także czytelniczkę zaczynają nękać wątpliwości – czy cała ta afera rzeczywiście jest tym, czym się wydaje? Jaka jest tajemnica Anny? Powieść przypomina śledztwo, ale toczone poza ramami racjonalnego myślenia, w świecie przenikniętym myśleniem magicznym, gdzie w kredensie mieszkają krasnoludki, a rytm dobowy odmierzany jest modlitwami. Donoghue nawiązuje do konwencji powieści gotyckiej, lecz wywraca ją na nice, zwraca przeciwko niej samej i pyta, jakie lęki konstruuje tego rodzaju konwencja, czego uczy się bać, a także podważa niewinność gotyckiej heroiny. Lib nie jest postacią bez wad ani skrzywdzoną niewinnością, jej przeszłość zaś – stopniowo ujawniana w powieści – kryje własną tajemnicę.

Pod wieloma względami jest to powieść o kolonializmie. Plaga głodu nękająca Irlandię kilka lat wcześniej znajduje swoje odbicie w poście Anny. W świecie, w którym tysiące umarły z głodu, ona odmawia jedzenia. W takim kontekście jej głodówka wydaje się nie tyle poświeceniem, ile wręcz obelgą wobec cierpienia innych. A jednak głód w Irlandii i dobrowolny głód Anny stanowią taką samą reakcję na akt przemocy. W przypadku dziewczynki jest to tym bardziej zrozumiałe, że głód może być jedyną reakcją na przemoc, jaką ona zna, dorastając w świecie, który jest w całości przez przemoc i głód konstruowany. Wielki głód w Irlandii (1845-1849), który zdziesiątkował kraj, wybijając dwadzieścia procent jego populacji, to efekt polityki Anglii, całkowitego braku pomocy wobec skolonizowanej Irlandii i celowej eskalacji skutków głodu na podbitej wyspie. Już Jean-Louis Vullierme zauważył w Lustrze Zachodu, że strategia Anglii wobec plagi ziemniaczanej w Irlandii stanowiła inspirację dla nazistowskich praktyk racjonowania żywności na poziomie minimum niezbędnego do przeżycia. Czy to w obozie koncentracyjnym, czy na zagarniętych ziemiach głodzenie służyło upewnieniu się, że ludność będzie zbyt osłabiona i otępiała, aby myśleć o czymkolwiek poza jedzeniem. Z kolei Naomi Woolf w Micie urody zauważa, że jest to sedno diety jako rygoru, któremu poddane zostaje kobiece ciało w zachodniej kulturze: potencjał do samorozwoju, jaki zapewniły kobietom sukcesy ruchu feministycznego, zostaje skutecznie osłabiony przez narzucane sobie głodówki, przez internalizację nierealnych oczekiwań wobec kobiecego ciała. Samoumęczenie, dobrowolne podejmowanie tortury, osłabienie organizmu i otumanienie – tym jest rygorystyczna dieta. Nazizm i anoreksja to produkty zachodniej kultury, których korzenie sięgają do samego rdzenia patriarchatu, dominacji rasowej i płciowej.

Ciało Anny padło ofiarą przemocy,  podobnie jak jej kraj. W jej świecie nie istnieje jeszcze język, którym dziewczyna mogłaby opisać to, co jej się stało, a przynajmniej żaden, w którym nie byłaby współwinna zbrodni. Funkcjonuje w rozdarciu pomiędzy prawdą doświadczenia – tego, że została skrzywdzona – i kłamstwem, którym nazywa się to, co ją spotkało. Kiedy wszyscy wokół powtarzają ci, że prawda twojego ciała jest kłamstwem, przestajesz sobie wierzyć. Nie mogąc wyartykułować tego, co pragnie powiedzieć, Anna wysyła sygnały. To jest właśnie definicja histerii. Histeria stanowi sposób powiedzenia czegoś, co nie może zostać inaczej wyrażone, ponieważ nie mieści się w społecznie akceptowanych ramach. Histeria zawsze jest opowieścią o przemocy, odgrywaną za pomocą ciała, wciąż i wciąż od nowa, ponieważ nie zostaje wysłuchana. To przedstawienie bez widzów, ponieważ wyrażone zostaje w języku, jakiego nikt nie rozumie, także odgrywający. Właśnie przez swój stosunek do histerii Freud dowiódł, że jego system nigdy nie będzie niczym więcej niż językiem opisu mechanizmów patriarchatu. Na pewno nie sposobem jego dekonstrukcji. Freud zdradził swoje pacjentki, opowiadając się jednoznacznie po stronie patriarchatu. Określił histerię językiem traumy, ale nie mógł poradzić sobie z konsekwencjami, więc przeniósł przyczynę traumy w domenę fantazji. Ponieważ jego światopogląd nie dopuszczał możliwości, że zacni mężowie, ojcowie i bracia z jego klasy społecznej popełniają zbrodnie na tle seksualnym, Freud oświadczył, że trauma pacjentek ma wymiar fantazji życzeniowej i ich własne rojenia o seksualnej przemocy kryją w sobie prawdę o kobiecej seksualności. Tym samym histeria stała się nie środkiem do wyrażenia emocji, ale narzędziem kolonizacji kobiecego doświadczenia. Histeria została przedefiniowana przez narzucenie na nią siatki męskich oczekiwań.

Cud jest opowieścią o patriarchacie w każdym z przedstawionych tutaj wymiarów. Lib zajmuje skomplikowaną pozycję osoby kolonizującej – jako Angielka – i kolonizowanej – jako kobieta. W ten sposób jej narracja nie jest do końca wiarygodna, przedstawiana przez pryzmat angielskich, protestanckich uprzedzeń i mitu białego wybawcy, tego, na którym ciąży brzemię białego człowieka. Ma przynieść racjonalne światło naukowego dowodu w niecywilizowanym kraju, gdzie zostaje skonfrontowana z faktem, że angielska pielęgniarka wciąż ma do powiedzenia mniej niż irlandzki lekarz ze wsi, a także z tym, że uczestniczy w tworzeniu sytuacji kraju, którym pogardza. Anna jest ofiarą tych samych okoliczności, które dręczą Lib, ale reaguje na nie inaczej, zgodnie ze swoją dziecięcą wrażliwością ukształtowaną przez religijność społeczności małej irlandzkiej wioski. Poraża przy tym obojętność dorosłych w otoczeniu dziecka, dla których dziewczynka jest tylko środkiem do celu, narzędziem realizacji własnych ambicji. Lib być może jako jedyna dostrzega w Annie człowieka. I prawdopodobnie właśnie to jest tytułowym cudem.

Cud jest o wiele bardziej oszczędny w środkach niż Ladacznica, co wychodzi mu na dobre. Opowiada o przemocy w takim samym stopniu, co poprzednie powieści autorki, ale czyni to subtelniej, nie epatując tym, co obnaża. Prawda, która zostaje ujawniona, oddziałuje na czytelniczkę z większą siłą, stoi bowiem w kontraście do tonu przeważającego w powieści. Nie opiera się też w takim stopniu na eksploatacji, jak Pokój. Wprost przeciwnie, powieść wykazuje świadomość trudnej etycznej pozycji, jaka jest zajmowana wobec przedstawianych wydarzeń. Uwikłanie w to historii Irlandii czyni z tej książki najbardziej osobistą w dorobku autorki, co tłumaczy pieczołowitość, z jaką została przemyślana. Jednakże nawet zawierając w sobie te wszystkie konteksty, Cud nie stanowi aktu oskarżenia, chociaż Lib miałaby wszelkie podstawy, aby oskarżyć świat o straszliwie zbrodnie. Przede wszystkim jest to wciągająca powieść o traumie i dochodzeniu do siebie czy też stwarzaniu siebie na nowo. Opowiadając o zbrodniach, okrucieństwie i obojętności, Cud stanowi także historię nadziei. Cudem nie są niezrozumiałe boskie interwencje, ale akty dobroci i współczucia, pojawiające się pomiędzy ludźmi na przekór okolicznościom.

Autorka: Emma Donoghue

Tytuł: Cud

Tłumaczenie: Ewa Borówka

Wydawnictwo: Sonia Draga

Wydanie: 2017

Liczba stron: 296

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Pisze pracę doktorską na temat przemian autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz