Gdziekolwiek mnie rzucisz. Wyspa Man i Polacy. Historia splątania – Dionisios Sturis

0

dionisosOstatnio podążyłam w kierunku czegoś, o czym słyszałam, ale później zapomniałam. Zagnało mnie do półki z reportażami o Wyspach Brytyjskich. Przeczytałam sobie książkę o tajemniczym tytule „Gdziekolwiek mnie rzucisz”, której autorem jest Grek polskiego pochodzenia, Dionisios Sturis.

No i pytanie: czy można napisać ciekawie o nudnej mikroskopijnej wysepce leżącej między Anglią a Irlandią? Wysepce, która nie jest ani częścią tego, ani tamtego, ani nawet nie należy do Unii Europejskiej. Wielkością przypomina Warszawę i z reguły pada na nią deszcz i mocno ją owiewa zimno.  W dodatku w blurbie przeczytać można, że książka jest o Polakach mieszkających na wyspie Man i ich koneksjach z miejscowymi. Mało tego, reportaż napisany przez Greka. O Polakach i Anglikach…

Cóż mogę napisać? Ano to, że książka jest świetna. Czyta się ją rewelacyjnie. Bardzo inteligentna, taka z rodzaju tych, które wnoszą coś do naszego życia, jakieś informacje, pewne nowości. Inne spojrzenie. Tworzy rodzaj pozytywnego odkrycia.

Zacznijmy od tytułu: „Gdziekolwiek mnie rzucisz” – brzmi pierwsza jego część. Po angielsku to „Wherever you throw me”, co bezpośrednio nawiązuje do motta Wyspy Man, które brzmi: „Whichever way you throw me, I stand” albo „Wherever you throw me, I will stand”. Czyli: „Obojętnie, dokąd mnie rzucisz, to i tak stanę/się zatrzymam”. Jest to również nawiązanie do triskeliona, takich trzech połączonych nóg, które widnieją na fladze Wyspy Man – wysepki z bogatą historią i bardzo ciekawymi anegdotami, którymi autor tasuje w czasie snucia opowieści o Polakach. Dlaczego Sturis napisał właśnie o tej wyspie, a nie o innej? Bo tak jak tysiące innych Polaków któregoś roku wyjechał do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pracy, trafił na wyspę i został zawodowym otwieraczem małż (bardzo, bardzo ciekawie opisane). A propos tych małż. Otóż reportażysta świetnie potrafi opisywać zapachy i dźwięki. Nie mogę zdradzić, w których miejscach, musicie się przekonać sami – naprawdę, szczególnie jeśli chodzi o te małże. W ogóle bardzo ładnie pisze. Treść jest plastyczna, zacytuję taki kawałek:

„Na trzy dni znikają chmury, ustają wichry, ziemia paruje. Niebo znów jest jasnoniebieskie. Słońce świeci ostro, ale nie ogrzewa. Nadal jest dość chłodno. Pogodowy kaprys, grudniowy żart, chwila moment i znów będzie szaruga, znów sztormy i ulewy” (s. 136).

Dionisios Sturis tworzy analizę, pewnego rodzaju przegląd emigrantów z Polski połączonych przeróżnym splotem wypadków z mieszkańcami wyspy. A wątkiem, który co jakiś czas się pojawia, jest historia Dorothy i Stanisława. Właściwie bardzo romantyczna, ale nigdy nie skończona, w tym ma pomóc autor. No i nie mogę o niej więcej napisać – trzeba przeczytać.

Jeszcze strona graficzna, na którą zawsze zwracam uwagę. Zdjęcia biało-czarne, pocztówkowe, bardzo nostalgiczne. Od czasu do czasu świetne rysunki. Ciekawe. Okładka ma być fotosem, ale niestety nie widać, co na nim jest.

W każdym razie polecam w cyklu nowych reportaży.

 Ula Orlińska-Frymus

Autor: Dionisios Sturis

Tytuł: Gdziekolwiek mnie rzucisz. Wyspa Man i Polacy. Historia splątania

Wydawnictwo: Terra incognito [W.A.B.]

Miejsce: Warszawa

Rok: 2014

Liczba stron: 320

 

Podziel się

O autorze

Ula Orlińska-Frymus

doktorantka US, ukonczyła szkołę dla emigrantów w Izraelu oraz podyplomowe studium nauki o Holokauście na UW, autorka reportaży z Izraela i Japonii, zakochana w Harukim Murakamim, sushi i komiksach Rutu Modan. A przede wszystkim - mama Franka.

Odpowiedz