Gabriela Adameşteanu: Profesor Mironescu, to ja!

Cafe Szafe w Krakowie od lat jest miejscem spotkań czytelników z pisarzami i pisarkami z krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Są to na ogół spotkania kameralne, a takie – jak wiadomo- najlepiej sprzyjają kawiarnianym rozmowom o książkach. Czy można sobie wyobrazić Szafę bez Szuflady? Pewnie, że nie! Dlatego też nie mogło zabraknąć nas na wczorajszym (15.03) spotkaniu z niekwestionowaną królową rumuńskiej literatury – Gabrielą Adameşteanu, autorką książki „Stracony poranek”. Spotkanie współorganizowali Wydawnictwo WAB, którego nakładem ukazała się po raz pierwszy przetłumaczona na język polski książka „Stracony poranek” – oraz Instytut Rumuński. Wieczór autorski poprowadziła Małgorzata Niemczyńska, dziennikarka Gazety Wyborczej.

My – jednoosobowa delegacja Szuflady, zajęliśmy strategiczne miejsce na bocznej kanapie w towarzystwie pracowników Instytutu Filologii Romańskiej UJ oraz znudzonej dziennikarki z żółtym mikrofonem (która w połowie spotkania z głośnym „och!” zorientowała się, że w dyktafonie nie ma baterii). Wino zamówiliśmy rumuńskie. Oczywiście.
Pisarka, już od pierwszych chwil wydała nam się osobą niesamowicie ciepłą, pełną bałkańskiej werwy („Kawa? Tylko czarna!”) i przekory      („Nie mam poglądów feministycznych. Antyfeministycznych także nie posiadam.”). Mamy słabość do kobiet z dużą biżuterią, to zrozumiałe, że wypatrzyliśmy pyszny, wielki pierścień na pisarskim palcu. A kiedy pani Adameşteanu zaczęła melodyjnym rumuńskim opowiadać o swoim kraju…i kiedy zagalopowała się i zdradziła coś, czego nigdy nie mówi – a mianowicie kto jest pierwowzorem głównej bohaterki jej powieści..i kiedy wyznała: „profesor Mironescu z mojej książki, to ja” – pokochaliśmy ją na zabój.

Pani Adameşteanu wydaje się jedną z tych pisarek, które stale nie mogą uwierzyć, że ktoś je czyta, tłumaczy i wydaje w obcych językach. Patrzyła na zgromadzonych czytelników wielkimi, czarnymi oczami – trochę jakby przepraszała za całe zamieszanie wokół jej osoby. Kraków to jedyne miasto w Polsce, w którym osobiście świętowała pierwsze tłumaczenie swojej powieści na nasz język. Odnalazła w tym wymiar symboliczny, Kraków był bowiem pierwszym miastem, które odwiedziła, gdy wreszcie w wieku 37 lat udało jej się wyjechać z Rumunii.

Niezwykle miłym gestem ze strony pisarki, było to że doceniła swojego tłumacza. „Stracony poranek” na język polski przetłumaczył Tomasz Klimowski. Współdzielimy teraz tę książkę. Teraz jest moja i pana – powiedziała Adameştanu – Zawsze obawiam się, że nigdy się nie dowiem, czy Vica, moja bohaterka, przemawia w tłumaczeniu swoim głosem. Sądząc po Państwa pytaniach i uwagach, przekład musi być świetny.

Autorka nie dała się zbić z pantałyku prowadzącej spotkanie Małgorzacie Niemczyńskiej, która z dziennikarską złośliwością stawiała pytania, które (czy nam się wydaje?) miały sprawdzać kompetencje tłumacza. Pisarka okazała się sprytniejsza i zawczasu pochwaliła autora przekładu. Wtedy z całego serca współodczuwaliśmy z tłumaczem i w imieniu wszystkich tłumaczących gotowi byliśmy podgryźć gardło blond-dziennikarce. Syty głodnego nie zrozumie. Dziennikarz tłumacza także.

Na zakończenie wieczoru prowadząca oddała głos publiczności, wywiązała się ciekawa rozmowa o języku, który – jak widać, nie tylko w Polsce – zubaża się i „rynsztokowacieje”, o historii („W Europie Środkowej historia dotyka ludzi bardziej i mocniej niż na Zachodzie…”) oraz o rumuńskich elitach, które ustąpiły miejsca furom, skórom i komórom…

Autorka podpisała egzemplarze książek przyniesione przez czytelników i z wieloma jeszcze długo, długo rozmawiała.
A my spakowaliśmy swój notesik, dopiliśmy wino, pogratulowaliśmy tłumaczowi i wychodząc uśmiechnęliśmy się do pani Adameşteanu. Recenzja książki „Stracony poranek” wkrótce na łamach Szuflady!

PS. Poranek może i był stracony, ale wieczór z całą pewnością NIE!

Agata Jawoszek

About the author
Agata Jawoszek
rocznik `83, absolwentka slawistyki, obroniła doktorat z literatury bośniackich muzułmanów, specjalizuje się w kulturze krajów bałkańskich, czyta zawsze i wszędzie, najchętniej kilka książek na raz; ma słabość do sufizmu i sztuki islamu.

3 komentarze

  1. Mili Państwo, to był taki żart i tłumacz wie o tym doskonale, bo nie omieszkałam go również pochwalić prywatnie 🙂 Serdecznie pozdrawiam!

    1. No to kamień nam spadł z serca!:) Zabrzmiało groźnie. Pozdrawiamy ciepło z głębi szuflady!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *