Ewa Białołęcka „Piołun i miód”

0

kroniki-drugiego-kregu-tom-4-piolun-i-miod-b-iext53048202

Po finale „Kamienia na szczycie”, trzeciego tomu „Kronik Drugiego Kręgu” Ewy Białołęckiej, jedno było pewne – bohaterowie nie pozostaną długo w Górach Zwierciadlanych. Tak też się stało. Jednak nie wszyscy podjęli taką samą decyzję. Część zdecydowała się zostać, a siódemka wyruszyła w dalszą drogę. I to na nich skupia się akcji książki „Piołun i miód”.

Bohaterowie trafiają do Northlandu, królestwa, które nie ma powodu, by kochać magów, wręcz przeciwnie. To ich talenty przed wiekami pozwoliły Lengorchii pokonać Northland. Nie zapomniano o tych wydarzeniach i do dziś darzy się tu czarodziejów szczerą nienawiścią. Jednak król Atael zaprasza Drugi Krąg do stolicy. Ma bowiem nadzieję, że talenty przybyszów wspomogą jego kraj w wyniszczającej wojnie.
Tym sposobem mamy okazję zobaczyć kolejny kawałek świata wykreowanego przez Białołęcką. Inny kraj, odmienne obyczaje, a przede wszystkim nowe spojrzenie na magię. Ciekawym zabiegiem jest pokazanie, że historię zawsze piszą zwycięzcy. Młodzi magowie, wychowani w zupełnie innej narracji historycznej, nagle zostają postawieni wobec prawdy pokonanych i muszą sobie z tym poradzić. Tak jak i z bezbrzeżną nienawiścią większości społeczeństwa, które o magii wie bardzo niewiele.

Macie tu takie pojęcie o magii, jak żaby o astronomii. Zaklęć nie ma i nigdy nie było. Magia jest aktem woli oraz talentu, a nie zabawą w słówka (s. 166).

Czarodzieje budzą strach, niebezpodstawnie zresztą, co dobitnie udowadniają wydarzenia na początku powieści. Jednak im lepiej obie strony się poznają, tym wyraźniej widać, że wiedzą o sobie bardzo niewiele, a ich poglądy są w dużej mierze zbudowane na stereotypach i wzajemnych uprzedzeniach. Młodzi magowie uznają cierpienia, które zostały spowodowane talentami ich poprzedników, a Northlandczycy (przynajmniej ci, którzy są na to gotowi) przekonują się, że życie magów nie jest usłane różami.

– Wygląda na to, że bycie magiem to nie sam miód.
– O nie. W tym miodzie jest spora garść piołunu. Ciężko pracujemy jako dzieci, a jeszcze ciężej, kiedy dorośniemy. Robota intratna, ale często niebezpieczna i brudna. Do tego ludzie zwykle nas się boją. Nic przyjemnego (s. 293).

W czwartym tomie widać, że bohaterowie nieco już dorośli. Choć czasem zachowują się jeszcze niedojrzale, to jednak w większości sytuacji zdecydowanie stają na wysokości zadania. „Piołun i miód” to pokazanie wydarzeń z nieco innej perspektywy. Na pierwszy plan wysuwa się Promień, o którym dowiadujemy się coraz więcej. Nie mam nic przeciwko temu, bo to ciekawa postać i po finale „Kamienia na szczycie” można się było spodziewać, że w dalszej części historii dostanie sporo miejsca, ale autorka gubi gdzieś postacie, które były kluczowe w poprzednich tomach.
Sam rozpad drużyny jest dość niespodziewany. Ze sceny znikają Wiatr Na Szczycie, Nocny Śpiewak, a przede wszystkim Pożeracz Chmur. Ta ostatnia decyzja ma bardzo słabe zakotwiczenie w fabule. Historia przyjaźni chłopca i smoka była głównym wątkiem na początku cyklu. Autorka podkreślała, że Kamyk i Pożeracz Chmur boją się rozstania, utraty wyjątkowej więzi, jaka ich połączyła. A teraz proszę – kilka zdań i smok decyduje się porzucić przyjaciela. Jest w tym spora niekonsekwencja, a do tego wielka strata dla powieści. Nawet obserwowanie poczynań Promienia, którego bardzo lubię, i nowych, ciekawych bohaterów, nie jest w stanie zrekompensować nieobecności Pożeracza Chmur.
Na domiar złego Kamyk też ginie gdzieś w tle. Owszem, towarzyszy Promieniowi na northlandzkim dworze, niewielka część historii to wpisy z jego pamiętnika, ale patrząc na zawiązanie akcji i wydarzenia z „Naznaczonych błękitem”, stwierdzam, że to zdecydowanie zbyt mało.

Mimo tych wad „Piołun i miód” jest dobrą powieścią, choć opisana wyżej zmiana perspektywy i porzucenie niektórych bohaterów świadczy o nie do końca przemyślanej kompozycji cyklu. Zdaje się jednak, że Białołęcka wreszcie pokazała czytelnikom główną linię fabularną „Kronik Drugiego Kręgu”, która nie będzie związana z Kamykiem i Pożeraczem Chmur, lecz Promieniem i nowymi najeźdźcami. Autorka zaczyna splatać pozornie niewinne i mało istotne wzmianki w większą całość, ale misja przeznaczona przez Matkę Świata dla młodych magów wciąż jeszcze nie jest do końca pewna.

„Piołun i miód” to bardzo dobra powieść, z nowymi, ciekawymi bohaterami i zgrabnie poprowadzoną fabułą. Gdy spojrzy się jednak na nią jak czwartą część cyklu, to widać pewne braki w kompozycji i nie do końca przemyślane poprowadzenie relacji między bohaterami. Trudno jednak w tym momencie ferować wyroki ostateczne, gdyż cykl nie jest ukończony. Od dawna czekam na zamknięcie „Kronik Drugiego Kręgu” i zapowiadany już od wielu, wielu lat (pierwsze wzmianki pojawiły się bodajże w 2004 roku) tom „Czas złych baśni”. Mam nadzieję, że w końcu się doczekam.

Barbara Augustyn

Autor: Ewa Białołęcka
Tytuł: „Piołun i miód”
Cykl: „Kroniki Drugiego Kręgu”, Tom 4
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 382
Data wydania: 2018

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Odpowiedz