Empatyczne science fiction, czyli „Wydech” Teda Chianga

Teda Chianga mieliśmy okazję poznać w 2016 roku dzięki zbiorowi opowiadań Historia twojego życia. Tytułowe opowiadanie doczekało się głośnej hollywoodzkiej adaptacji pt. Nowy początek z Amy Adams w roli głównej. Teraz Chiang powraca z kolejną dawką niesamowitych historii.

Opowiadania zawarte w Wydechu fascynują, bawią, wzruszają, zmuszają do wysiłku intelektualnego i emocjonalnego, do wyobrażenia sobie zjawisk i miejsc nie tak do końca obcych naszej rzeczywistości, tylko trochę innych, a co najważniejsze – nawołują do współczucia. Zbyt często science fiction staje się popisem jałowej wiedzy autora, któremu brakuje też wyobraźni i empatii do opisania społecznych i psychologicznych skutków projektowanych wynalazków. Wynalazek – spekulacja na temat naukowych i technologicznych możliwości – stanowi serce science fiction. Ale jest ważny tylko o tyle, o ile i jak zmienia społeczeństwo. Chiang nigdy pod tym względem nie zawodzi, prezentuje zarówno przełomowe wynalazki bazujące na naszej wiedzy teoretycznej i możliwościach technicznych,jak i ich społeczny, emocjonalny rezonans. Wynalazki zmieniają świat. Koło, pismo,maszyna parowa, rower, kolej, silnik benzynowy, Internet, iPhone – zmieniły nasz kulturowy krajobraz, nasz świat i nas samych. Dzięki nim to, co odległe w czasie i w przestrzeni, stało się bliskie i dostępne.Jak ujmuje to Chiang: wszyscy jesteśmy kognitywnymi cyborgami, konstruowanymi w równej mierze przez kolejne przełomowe wynalazki, jak przez biologiczny wymiar naszego bytu. Tym, czego często brakuje science fiction, są emocje. Na szczęście Chiang to rozumie, wie, że myślenie i odczuwanie to współmierne procesy, a nie odseparowane od siebie formy percepcji. Dlatego opowiadania zawarte w Wydechu stymulują nasze serca i mózgi – dwa najważniejsze organy w ciele.

Kupiec i wrota alchemika bazuje na konwencji literatury arabskiej, z łatwością wyłapać można odniesienie do Księgi tysiąca i jednej nocy, pojawia się tutaj ta sama szkatułkowa struktura opowieści, w której zawiera się kolejna historia. Narracje przeplatają się, a chronologia ulega zapętleniu, kiedy bohater udaje się we własną przeszłość, aby spotkać postacie, o których dowiedział się w przyszłości. Tutaj wynalazkiem są tytułowe wrota alchemika, których działanie opiera się na założeniu, że można zbudować wehikuł czasu zgodny z teorią Einsteina. Dla Kanta czas stanowił jedną z form poznania, postrzegania świata, grupowania docierających do nas danych: widzimy zmianę i postrzegamy ją jako znak upływu czasu. Kant uznał, że czas wbudowany jest w nasz aparat poznawczy i nie możemy się wyzbyć myślenia w kategorii czasu. Szczegółowa teoria względności i fizyka kwantowa często inspirowane były poszukiwaniem nowych form poznania w sensie kantowskim. Teoria Einsteina zrewolucjonizowała postrzeganie czasu – czas jest względny! Upływa inaczej w zależności od układu odniesienia!  Einstein pozbawił czas charakteru absolutnego. Czas stał się wymiarem, w którym możemy – hipotetycznie – się poruszać. Nie potrzebujemy już wehikułu z powieści Wellsa. Wystarczą zwykłe drzwi – po jednej stronie czas płynie „normalnie”, po drugiej jest spowolniony lub przyśpieszony, możemy udać się w przyszłość albo w przeszłość. Większość opowieści o podróżach w czasie skupia się na konsekwencjach: co się stanie, jeśli zmienimy przeszłość? Dojdzie do powstania nowej linii czasowej albo – jeśli przyjmiemy teorię światów równoległych – po prostu utkniemy w świecie, w którym ta zmiana już się wydarzyła. Fizyk Kip Thorne, który stworzył koncepcję drzwi jako sposobu podróży w czasie, twierdził jednak, że istnieje tylko jedna linia czasowa. Co oznacza, że przeszłości nie można zmienić. Można ją jedynie obserwować albo jej doświadczać. Każdy z nas czegoś żałuje, co oznacza, że każdego kusiłaby wycieczka w przeszłość i próba zmiany swojego życia. Czy podjęlibyśmy taką próbę na przekór dowodom, że to niemożliwe? Chiang tka historię żalu za błędy za pomocą opowieści o zdradzie, wybaczeniu, fortelach i lojalności. I uczy nas godzić się z przeszłością, która może wcale nie jest taka, jaka się nam wydaje.

Tytułowy Wydech to opowieść o jednym z najbardziej fascynujących zagadnień fizyki kwantowej, czyli o entropii. Mitologie i religie, które opowiadają o odwiecznym starciu porządku z chaosem,mogłyby posłużyć jako ilustracja dla niektórych tez z tej dziedziny. Jeszcze w klasycznej fizyce zasada zachowania energii głosi, że suma wszystkich układów jest stała w czasie. Nie możemy stworzyć ani zniszczyć energii, a jedynie ją przekształcić. Różnica pomiędzy energią, którą pochłaniamy, a tą, którą generujemy, polega na zmianie entropii. Pochłaniamy porządek, a generujemy chaos, co być może tłumaczy, dlaczego bałagan tworzy się samoistnie. Samo nasze istnienie czyni wszechświat mniej uporządkowanym. Jesteśmy agentami chaosu. Chiang posługuje się metaforą oddychania (całkowita ilość powietrza we wszechświecie jest stała), zamieniając entropię na różnicę ciśnienia. Świat, jaki opisuje, jest zamkniętym systemem, w którym powoli i stopniowo dochodzi do zrównania ciśnień pomiędzy sztucznym źródłem powietrza, podtrzymującym mechaniczne życie w świecie przedstawionym, a powietrzem atmosferycznym. Każda istota w tym świecie z każdym oddechem zbliża się do śmierci i przyspiesza nieuchronną zagładę. To apokaliptyczna wizja, jedna z wielu, jakie pojawiają się w tym tomie. Jak można się czuć, wiedząc, że jest się skazanym na bycie świadkiem apokalipsy?

Jak się z tym czujemy? Nasz świat znajduje się na progu zagłady, przekroczył punkt, w którym możliwość przetrwania rasy ludzkiej jeszcze nie stanowiła problemu. Być może jest już za późno, aby terramorfować Ziemię.

Co z nami będzie to kolejna apokaliptyczna wizja. Przewidywarka stanowi typowy wynalazek science fiction: niewielkie urządzenie, w którym dioda zapala się lub nie na sekundę przed tym, jak podejmujemy decyzję, czy jej użyć. Kwantowy fidget spinner, bezużyteczny gadżet, którego celem powinna być bezmyślna zabawa. Gdyby tylko nie to przesunięcie w czasie, którym przewidywarka dowodzi, że wolna wola nie istnieje. Jest twardym, empirycznym dowodem, którego nie można podważyć. Wysyła sygnał w przeszłość i wie, co zrobimy, a my nie możemy tego zmienić. Nie przechytrzymy jej ani samych siebie. Co z nami będzie skupia się na konsekwencjach ostatecznego dowodu na to, że wolna wola to iluzja. Jak ludzkość, społeczeństwo, jednostka poradzi sobie z tą świadomością, z tą wiedzą, że nasze decyzje nie mają znaczenia? Czy gadżet może stać się narzędziem zagłady ludzkości? Czy wiedza może nas zniszczyć? Chiang przewiduje, że tak, bo optymistycznie zakłada, że traktujemy wiedzę jak coś istotnego. Nie wiem, czy wizja zagłady może być optymistyczna, ale w świecie, w którym ludzie wierzą, że Ziemia jest płaska, szczepionki powodują autyzm, a pandemia to wymysł mediów, można marzyć o apokalipsie spowodowanej dla odmiany wiedzą ekspercką, a nie naszą gatunkową głupotą, która przejawia się w niezdolności do uczenia się.

Cykl życia oprogramowania to jedno z najdłuższych opowiadań w zbiorze, które z kolei odnosi się do najbardziej pozytywnej ludzkiej cechy: empatii. Jesteśmy predysponowani do miłości. Potrafimy kochać ludzi, zwierzęta, przedmioty, miejsca, zjawiska. Naprawdę kochać, a nie używać samego słowa „kocham” jak sloganu. Potrafimy nawiązać emocjonalną więź ze wszystkim, poczynając od ludzi, których znamy tylko z ekranów komputerów, po rafy koralowe. A skoro o tym mowa, czy istnieje wielka różnica pomiędzy przyjacielem z sieci, którego znamy przez awatar i słowa na ekranie, a sztuczną inteligencja, dość rozwiniętą, aby przekonująco symulować człowieka? Cykl życia oprogramowania to opowieść o powstaniu i rozwoju SI, czegoś, co zostało powołane do istnienia jako produkt na sprzedaż. Podobna historia znana jest chociażby ze słynnego filmu Spielberga, Sztucznej inteligencji. Co się stanie, jeśli SI zacznie odwzajemniać nasze uczucia? Cykl życia oprogramowania to opowieść o miłości i dorastaniu. Najtrudniejszym elementem miłości jest uznanie autonomii obiektu uczuć – tego, że ma życie, myśli i pragnienia, które są dla nas niedostępne, niezwiązane z nami. Można by przepuszczać, że w przypadku sztucznej inteligencji tego problemu nie będzie, ale jeśli program ma wydajnie naśladować życie, pragnienie autonomii nieuchronnie się pojawi. I gdzie kończy się symulacja, a zaczyna osobowość? Czy dlatego, że program pozbawiony jest ciała, jego życie jest mniej prawdziwe? To jedno z wielu pytań, które Chiang stawia w tym opowiadaniu.

Automatyczna Niania Daceya stanowi eksperyment myślowy – opowiadanie napisane jako wprowadzenie na potrzeby katalogu wystawy dziwnych wynalazków. Biorąc pod uwagę kulturę (a nawet kult) wynalazku w XIX wieku, z łatwością można przyjąć, że automatyczna niania istniała naprawdę, zwłaszcza jeśli mamy w pamięci Rosie, robo-nianię z Jetsonów. Automatyczna kołyska była prawdziwym wynalazkiem i nie skrzywdziła żadnego dziecka, a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Behawioryzm pedagogiczny Johna B. Watsona był prawdziwym i dominującym podejściem w wychowaniu dzieci i produkował socjopatów, bo zgodnie z tymi wytycznymi rodzicielska miłość psuła i demoralizowała dzieci. Automatyczna niania miała być alternatywą dla niegodnej zaufania służby, czymś, co nie może popełnić pomyłki ani skrzywdzić dziecka. Chiang eksperymentuje tu z tezami o wpływie wychowania w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa – jak zachowywałby się człowiek wychowany przez robota? Znamy przypadki „dzikich dzieci”, wychowanych bez udziału człowieka, w przypadku których zaburzenia socjalizacji uniemożliwiły prawidłowy rozwój. Jeśli robot nie mówi, a jedynie gra kołysankę, jaki język będzie znało wychowanie przez niego dziecko? Jak będzie postrzegało innych ludzi?

Prawda faktów, prawda uczuć to moje ulubione opowiadanie w zbiorze, które ilustruje wpływ wynalazków, zwłaszcza mediów – pisma, obrazu, Internetu – na postrzeganie świata przez człowieka. Stąd pochodzi użyte wcześniej wyrażenie „kognitywny cyborg”. Pismo jest dla nas oczywistym przedłużeniem własnej percepcji, zwłaszcza pamięci. Już Platon ubolewał, że przez popularyzację pisma kolejne pokolenia stracą zdolność do zapamiętywania, i rozpoczął tym samym długą tradycje narzekania na „tę dzisiejszą młodzież”. Niektórzy z nas wyrażają się lepiej na piśmie niż za pomocą słów. Po piśmie, druku i Internecie pora na kolejny wynalazek – lifelogi, osobiste kamery rejestrujące wszystko, w czym uczestniczymy, albo wybrane wydarzenia. Lifelogi nie były jednak niczym innym niż osobistym albumem, póki nie pojawił się remem – wyszukiwarka do przeglądania lifelogów. Teraz zamiast przewijać nagrania można wyszukać wybrane frazy, pojedyncze słowa, daty dokładne co do sekundy. Dzięki wyszukiwarce lifelog stał się podręcznym zbiorem pamięci. Historia rememu przeplatana jest opowieścią o kolonizacji Nigerii i wprowadzeniu do użytku pisma w plemieniu Tivów, zmian, jakie zaszły w mentalności tych, którzy przeszli od kultury oralnej do piśmiennej. Nasza kultura przechodzi kolejne zmiany przez postępującą cyfryzację. Remem nie różni się tak bardzo od Google’a, jeśli chodzi o dostęp do informacji na temat naszego życia Problem, na którym skupia się Chiang, to kwestia percepcji. Najczęściej postrzegamy własne wspomnienia jako inne, niż są w istocie, interpretujemy je. Remem nie pozostawia miejsca na interpretację, idealizację, trwanie w błędnych przekonaniach. Oddajemy część siebie – interpretację własnego życia – w zamian za dostęp do faktów. A te mogą się nam nie spodobać. Ludzie mają skłonność do postrzegania siebie jako lepszych, niż świadczą o tym ich czyny, do racjonalizacji swoich zachowań. Remem odbiera nam tę możliwość. Jak będą wyglądać relacje międzyludzkie, jeśli nie zdołamy uciec od tego, co zrobiliśmy i powiedzieliśmy w danym momencie? Chiang przedstawia to na przykładzie rozbitej rodziny i trudnej relacji ojca z córką.

Wielka cisza opowiada o zagładzie inteligentnego życia na Ziemi. Nie ludzkości, ale innego inteligentnego gatunku, który znajdował się tu cały czas, zdolny do komunikacji z nami i całkowicie ignorowany. To ironiczne zwrócenie uwagi na fakt, że rozpaczliwie szukamy inteligentnego życia w kosmosie, a ignorujemy to, które współistnieje z nami na planecie, ponieważ nie dorasta do naszych wyobrażeń o kosmitach. Chociaż ignorowanie byłoby lepszą opcją niż to, czego właściwie dokonaliśmy, niszcząc jego ekosystem i przyczyniając się do jego wymarcia. Drugi inteligentny gatunek na Ziemi ma dla nas ważne przesłanie, zanim odejdzie w wielką ciszę niebytu. Warto go wysłuchać.

Omafalos to kolejna wizja apokaliptyczna. Na pozór to poukładany świat, w którym kreacjonizm jest obowiązującą teorią powstania, ponieważ istnieją dowody archeologiczne na to, że świat powstał tak, jak przedstawia to mitologiachrześcijańska. Można odnaleźć drzewa bez słojów wzrostu, czaszki bez szwów, mumie bez pępków, muszle bez fałd. Świat, który wyłonił się z niczego, w pełni ukształtowany, a nie powstawał krok po kroku. Do XVII-wieku nikt nie podważał kreacjonistycznej wizji świata. A potem zaczęliśmy kopać. I spojrzeliśmy w gwiazdy. Zasada kopernikańska głosi, że nie znajdujemy się w centrum wszechświata, co jest całkowitym przeciwieństwem wykładni biblijnej. Tutaj Chiang bawi się spekulacjami astronomicznymi – co się stanie, jeśli mieszkańcy tego świata odkryją planetę, gdzie nie archeologia, ale prawa fizyki są zgodne z hipotezami kreacjonizmu? A słońce porusza się wokół innego ciała niebieskiego, które stanowi w związku z tym centrum wszechświata? To sarkastyczne podejście względem kreacjonizmu, wzięcie na poważnie jego założeń po to, aby wytknąć zwolennikom tej teorii, że wcale nie musimy być pępkiem wszechświata, nawet gdyby w jakimś alternatywnym świecie mieli rację.

Ostatnie opowiadanie w tomie, Lęk to zawrót głowy od wolności, bazuje na teorii światów równoległych: wszechświat nieustannie się rozszczepia, tworząc nieskończoną liczbę wersji samego siebie, gdzie każda możliwość zostaje spełniona. Opowiadanie koresponduje z Kupcem i wrotami alchemika oraz z Co z nami będzie, ponieważ tu także Chiang skupia się na konsekwencjach naszych decyzji. Czy wolna wola istnieje w kwantowym wszechświecie? Każda decyzja generuje świat, w którym wypadki potoczyły się inaczej – jak to o nas świadczy? Czy jesteśmy wypadkową bezosobowej mechaniki wszechświata, czy jednak to, co robimy, jakimi jesteśmy ludźmi, jakie podejmujemy decyzje, ma znaczenie? Czy można mnie winić, jeśli w tym świecie kłamię, kradnę i krzywdzę, skoro to wypadkowa decyzji, aby tego nie robić, podjętej w innym świecie? Ile wersji człowieka może powstać, zanim rozpozna on samego siebie w decyzjach podejmowanych przez swoją alternatywną wersję? Lęk to zawrót głowy od wolności prezentuje wynalazek, który umożliwia komunikację z alternatywnymi wersjami siebie, konsultowanie swojego życia i decyzji z samym sobą. Na pozór brzmi to kusząco, co się jednak stanie, kiedy dowiemy się, że moralne działania mają negatywne konsekwencje, a zbrodnie zapewniają nam dostatek i bezpieczeństwo? Co się wydarzy, kiedy odkryjemy, że pewna wersja nas samych, mając te same predyspozycje, wiedzie lepsze życie? Kogo będziemy obwiniać?

Chiang używa konwencji science fiction jak rekwizytu do ilustrowania poważnych i aktualnych dylematów etycznych. Zmusza nas do zastanowienia się, co jest źródłem naszych decyzji, jak radzić sobie z konsekwencjami, skłania do zrewidowania obrazu samego siebie. Bierze pod lupę to, co najlepsze i najgorsze w ludzkości, ale nam zostawia osąd, jak traktować te aspekty samych siebie. Zostawia nam wybór. Chiang nie jest moralistą, lecz pokazuje pewne rozwiązanie, które uznać można za osobisty manifest optymizmu, wiary w to, że wciąż możemy stać się lepsi. Jeśli tak inteligentna, trzeźwo patrząca na świat jednostka pozwala sobie na optymizm, lektura Wydechu napawa nadzieją.

Autor: Ted Chiang

Tytuł: Wydech

Tłumaczenie: Michał Jakuszewski, Anna Klimasara, Jakub Małecki, Iwona Michałowska-Gabrych, Konrad Walewski

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 395

Data wydania: 24.03.2020

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *