Elvis (nadal) żyje – recenzja książki „To ja Hiperelvis i genialny Borys”

Polska premiera drugiej części przygód Elvisa Riboldiego idealnie wstrzeliła się w okres, który opisuje. Większość dzieci już dawno ustaliła co będzie robić przez najbliższe dwa i pół miesiąca. I podobnie jak Elvis spora część z nich nie zrobi żadnej z zaplanowanych rzeczy.

Elvis musi zweryfikować swoje wakacyjne plany, po tym jak jego przyjaciel Borys przenosi się do szkoły Bretania dla Niezwykle Uzdolnionej Młodzieży. „Całe dnie”, jakie mieli spędzać razem chłopcy teraz nasz bohater spędza w samotności. Borys całkowicie poświęca się nowej szkole – w wakacje! – a Elvis bezskutecznie próbuje nawiązać z nim kontakt. Kiedy Borys z pełną powagą stwierdza, że w poprzedniej szkole nie ma dla niego przyszłości, zaś pozbawiony ambicji Elvis mógłby się najzwyczajniej w świecie odczepić, chłopak postanawia działać. Sabotując świetlaną przyszłość i przedwczesną dojrzałość przyjaciela, Elvis szykuje przekręt, dzięki któremu uratuje i odzyska przemądrzałego Borysa.

Dlaczego? To podstawowe pytanie. Czy jako dobry przyjaciel Elvis nie powinien pozwolić Borysowi „dorosnąć”, w myśl popularnej sentencji: „Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Kiedy do ciebie wróci, jest twoje. Jeśli nie, nigdy twoje nie było”? Podobnie jak nie daje mi spokoju zidentyfikowanie prawdziwego autora tych słów (Czy był to Salomon? Paulo Coelho? Antoine de Saint-Exupery? Jeśli ktoś może pomóc proszę o odpowiedź w komentarzach), tak samo męczy mnie motywacja Elvisa. Skoro Borys jest szczęśliwy, czemu jego przyjaciel nie pozwoli mu rozwinąć skrzydeł? Ayn Rand na pewno szybko rozprawiłaby się z młodym Riboldim, Borysa zaś z dumą uformowałaby na podobieństwo Howarda Roarka. Od razu zrobiłaby też porządek z tym całym katalońskim pisaniem.

Bo czy wszystkie dzieci muszą dorastać w podobnych warunkach? Czy to problem, że ktoś już w młodym wieku jest zdeterminowany na sukces? Nie każdy przecież lubi skakać po drzewach i niszczyć okulary kolegom. Zamiast być pochwałą indywidualizmu, książka przekonuje, że właściwy sposób dorastania to bieganie po dworze i granie w gry video. Owszem, warto być dobrym człowiekiem, ale co z powszechną w książkach dla dzieci nauką, że najważniejsze to być sobą? Gdzie kult jednostki, pochwała indywidualizmu? Jako dzieci, nie wszyscy biegaliśmy jak szaleni po podwórku. Tylko, że właśnie do takich hiperaktywnych dzieci adresowana jest ta książka. Pełne energii i ciągle rozmyślające o kolejnych przygodach, podobnie jak w pierwszej części, tu również znajdą wiele inspiracji i ciekawych pomysłów. W poprzedniej recenzji pisałem o tym, że nie chcę się zagrzebywać w lewicowe korzenie autorów, ale nie ma sensu dłużej udawać, że są ukryte. Tym bardziej, że w tym tomie wychodzą na powierzchnię w postaci kilku bardzo sympatycznych kwiatków.

Łukasz Muniowski

Tytuł oryginału: Jo, Elvis Riboldi i Boris el superdotat
Przekład: Karolina Jaszecka
Data wydania: Maj 2015
Ilość stron: 208
ISBN 978-83-63010-54-6

About the author
Łukasz Muniowski
Szef działu recenzji książkowych. Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów naukowych o koszykówce, grach video, serialach, gentryfikacji i literaturze. Ma trzy psy. Chciałby mieć świnię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *