E-czytanie

Wiadomość o upadku jednego z najlepszych polskich pism fantastycznych, „Science-Fiction Fantasy & Horror” zszokowała chyba wszystkich fanów tego gatunku. W końcu co jak co, ale fantastyka w Polsce trzyma się świetnie, więc zawieszenie wydawania pisma, dzięki któremu mogło zrealizować swoje marzenie wielu domorosłych pisarzy i które prezentowało naprawdę wysoki poziom jest sporym zaskoczeniem. Zwłaszcza, że po klęsce również niezłego „Magazynu Fantastycznego” czy mającego dobre wejście „Lśnienia” i na tak chłonnym, fantastycznym rynku pozostało tylko jedno pismo, w dodatku bynajmniej na polskich pisarzy nieukierunkowane.

Nie inaczej jest również w innych dziedzinach literatury. Z jednej strony każdy z piszących marzy o ujrzeniu swych wypocin w druku, z drugiej – coraz mniej pism, do których można je wysyłać. Sam z sentymentem wspominam wydawany lat temu kilka „Kozirynek” – pierwsze pismo, które zamieściło moje teksty. Choć w tym przypadku akurat jaskółki donoszą, iż reanimacja pisma trwa. Tym niemniej – po jedenastu bodajże świetnie wydanych numerach pismo padło. Nie ono jedyne zresztą.

Wracając do fantastyki – dlaczego tak duża liczba potencjalnych odbiorców nie przekłada się na sukces komercyjny pisma? Wszak wydawać by się mogło, że skoro jest olbrzymi popyt, powinien bez problemu napędzać podaż. Prawo rynku w końcu – jest towar, są chętni, pismo się sprzedaje a kasa leci.

Jednakże od jakiegoś czasu narasta pewien problem. Dawniej, choć wcale nie tak dawno temu, każdy kolejny numer ulubionego pisma czy książka był swego rodzaju świętem dla odbiorcy. Pójście do kiosku czy księgarni celebrowane było niemal z bałwochwalczym oddaniem. Nic zresztą dziwnego, była to po prostu jedyna możliwość by być na bieżąco z  najnowszymi tekstami i ich autorami.

Jednakże upowszechnienie się Internetu naruszyło równowagę. Obecnie zwolennik każdego rodzaju literatury bombardowany jest z każdej strony tekstami, zarówno tymi amatorskimi, jak i wyselekcjonowanymi i zebranymi pod szyldem różnych, mniej lub bardziej znanych, czasopism internetowych.

Pomysł sam w sobie nie jest zły. Sam niedawno się skusiłem w ramach eksperymentu na zakup elektronicznej wersji jednej z gazet. I jakkolwiek jestem w pewnych kwestiach zatwardziałym konserwatystą no bo nie wyobrażam sobie np. aby iść za potrzebą z laptopem, (a gazetka to i owszem, czemu nie?) to jednak obiektywnie przyznaję, że przełamałem się nieco. Płacę SMS-em (i to taniej), ściągam i przeglądam gazetę, zachowuję sobie na dysku…

Tyle, że gazety ogólnopolskie te e-wydania traktują jako dodatek do tego, co przynosi im dochód, czyli wydań papierowych. Przecież ktoś musi te artykuły napisać, ktoś złożyć, ktoś wydrukować… Papierowe wydania są więc głównym źródłem dochodu. Tymczasem w przypadku rynku pism fantastycznych (skoro już od fantastyki zacząłem, tego się będę trzymał) sytuacja jest zgoła inna. Tu również pismo trzeba złożyć, wydrukować, zaprojektować okładkę… Ale pasjonaci-amatorzy bez problemów mogą zrobić to samo, w dodatku korzystając z darmowych narzędzi bez problemu można samemu wydawać pismo. Bez profitów, ale też bez ograniczeń.

Liczba stron? Pismo drukowane ma ściśle narzuconą liczbę bo każda strona więcej to dodatkowy koszt. Pismo internetowe nie ma z tym problemu. Dobrzy autorzy? Redaktorzy pisma drukowanego z żalem odrzucają część dobrych opowiadań, bo nie ma gdzie zmieścić. W piśmie internetowym upchnie się wszystko a i osób przyzwoicie piszących nie brakuje.  No i – za pismo drukowane trzeba płacić. A e-magazyn jest za darmo, a ewentualne zyski generują reklamy. A chłonność rynku jest ograniczona – o ile niegdyś dwa, trzy dni w miesiącu były literackim świętem, obecnie co dzień lub parę dni odbiorca bombardowany jest kolejnym elektronicznym pismem. Nakład? Wydawca pisma drukowanego musi bilansować koszty, e-magazyn można powielić w dowolnej ilości egzemplarzy. Dostępność? Wystarczy dostęp do internetu, by cieszyć się najnowszym numerem e-pisma, nie trzeba szukać po kioskach, które może sprowadzą, może nie.

W dodatku z pomocą elektronicznym magazynom ruszyli producenci wszelakich e-czytników. O ile, jak już wspomniałem, z laptopem czyta się trudno, o tyle z poręcznym czytnikiem e-booków i e-zinów sytuacja ma się zgoła inaczej. Można już w miarę wygodnie czytać w tych samych miejscach, w których czytamy wersje papierowe. Zwolennicy gazet drukowanych powolutku, niezauważenie odchodzą do lamusa. I choć proces przekształcania wersji drukowanych w e-wersje potrwa jeszcze długo, wydaje sie być nieunikniony. W dodatku, last but not least, papierowe wersje ulubionych magazynów błyskawicznie lądują w sieci, zeskanowane przez ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, iż takie działanie bywa gwoździem do trumny wielu mniejszych pism. Niestety, chętnych do takich działań jest wystarczająco wielu, by odbiorca zamiast pofatygować się do sklepu i zapłacić ściągnął sobie najnowsze wydanie, bo przecież on „nikogo nie okrada” i „przecież jak sobie ściągnie, to jedna osoba i tak pisma nie zbawi”. A rezultat to coraz niższe nakłady, coraz trudniejsze znalezienie potencjalnego klienta i w końcu zawieszenie wydawania pisma.

Upadek „SFFiH”świadczy o tym, że kryzys zaczyna dopadać nawet tytuły o już ugruntowanej pozycji na rynku i wydawałoby się mające dużą rzeszę zwolenników. Czy zatem konserwatyści, dla których nieodłącznym elementem ulubionego pisma jest szelest papieru i zapach farby drukarskiej powoli zostaną wyparci przez właścicieli różnych e-czytników?

Robert Rusik

About the author
Robert Rusik
Urodził się w 1973 roku w Olkuszu. Obecnie mieszkaniec Słupcy, gdzie osiedlił się w 2003 roku. Pisze od stosunkowo niedawna, jego teksty publikowały „PKPzin”, "Kozirynek", "Cegła", "Szafa", „Szortal”. Ma na koncie kilka zwycięstw oraz wyróżnień zdobytych w różnych konkurach literackich (organizowanych m.in. przez portale Fantazyzone, Erynie, Weryfikatorium, Apeironmag, Szortal i inne), w tym prestiżową statuetkę „Pióro Roku 2009” przyznaną przez Słupeckie Towarzystwo Kulturalne. Przeważnie pisze fantastykę, choć zdarza mu się uciec w inne rejony literatury. Od 2010 roku felietonista Magazynu Kulturalnego „Apeiron”, od lipca 2011 także „Szuflady”. W 2012 roku ukazał się jego ebook „Isabelle”. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz ojciec urodzonego w 2006 roku Michałka i urodzonej w 2012 roku Oleńki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *