Dzieciństwo bez prywatności. Od reality show do transmisji na żywo

TLlogoNa początku listopada zeszłego roku państwo Dzikowscy z Poznania, rodzice czwórki dzieci w wieku od dwóch do trzynastu lat, zaczęli transmitować codzienność swojej rodziny na żywo w Internecie, publikując na stronie logopol.pl obrazy z dwunastu kamer zamontowanych w całym domu (oprócz łazienki i toalety). Po kilkunastu dniach zawiadomiony przez Rzecznika Praw Dziecka sąd nakazał im jednak przerwanie transmisji i usunięcie z Internetu opublikowanych dotychczas wizerunków dzieci, a ponadto ustanowił nadzór kuratora i z urzędu wszczął postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej.

„Każdy ma prawo do prywatności”

Marek Michalak, od 2008 roku pełniący funkcję RPD, uważa, że przedsięwzięcie Dzikowskich narusza prawa ich dzieci do ochrony wizerunku i prywatności oraz może stanowić zagrożenie dla ich bezpieczeństwa, a nawet życia. „Bezrefleksyjne otwieranie drzwi do prywatności, a nawet intymności dziecka sprawia, że prywatność czy intymność traci znaczenie, przestaje być wartością. Tworzy się moda na wystawianie na widok publiczny wszystkiego. Jeśli tego rodzaju praktyki nie będą krytykowane, w społeczeństwie może pojawić się przekonanie, że rezygnacja z prywatności własnej czy dziecka to norma, więc w Internecie wolno zamieszczać wszystko. W rezultacie, gdzieś po drodze, zdeptana zostaje godność dziecka, która jest przecież źródłem jego dóbr osobistych, czyli właśnie wizerunku, czci, życia prywatnego i innych” – twierdzi Michalak (cyt. za brpd.gov.pl).

Ze stanowiskiem tym zgodził się poznański sąd. „Każdy ma prawo do prywatności i upublicznianie czyjegoś wizerunku bez jego zgody nie jest chwalebne. Dzieci nie miały w tej sprawie nic do powiedzenia. W związku z tym sąd uznał, że narusza to ich prawo do prywatności. Nie wiadomo, w jakim celu i przez kogo zostaną wykorzystane materiały, które zostały nagrane w ich mieszkaniu. Dzieci były nagrywane w różnych sytuacjach, kiedy się przebierały, w różnych sytuacjach intymnych. Dlatego sąd uznał, że to może zagrażać dobru dzieci” – wyjaśniała dziennikarzom Joanna Ciesielska-Borowiec, rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu.

„Co oni wyprawiają?”

f3ce0173-2167-4ce0-a4c2-5f73dbf410e2.pngCiesielska-Borowiec dodała, że jeśli Dzikowscy nie wykonają postanowienia sądu, będzie on mógł „zastosować bardziej drastyczne środki”, w tym umieszczenie ich dzieci w placówce wychowawczej. Rodzice wstrzymali więc internetową transmisję obrazu z kamer zamontowanych w pokojach dzieci, a pozostałe kamery postanowili włączać tylko wtedy, gdy będą w domu sami. Nie mogli oni jednak usunąć z Internetu wszystkich wizerunków swoich dzieci, ponieważ mnóstwo zdjęć i filmów pobranych ze strony logopol.pl zostało już rozpowszechnione przez internautów. Niektórzy z nich stworzyli nawet stronę internetową udzikowskich.pl, na której publikują informacje z życia rodziny. „Jeśli nie masz czasu na oglądanie 24/h, tutaj przeczytasz streszczenia oraz inne ciekawe newsy z ich jakże bujnego życia towarzyskiego i osobistego. […] Blog niema na celu nikogo ośmieszać ani obrażać. Blog jest tworzony przez fanów rodziny” – zapewniają twórcy strony.

Wśród opublikowanych na niej fotografii znajdują się między innymi zdjęcia przedstawiające państwa Dzikowskich siedzących na kanapie w towarzystwie młodszego syna, w pozycjach sugerujących zabawy erotyczne między małżonkami i wymierzanie synowi kary cielesnej. W rzeczywistości takie sytuacje nie były transmitowane, ale wystarczyło wyciąć z materiału filmowego odpowiednio dwuznaczny kadr (ukazujący np. chłopca przerzuconego przez kolana mamy) i opatrzyć go podpisem „Co oni wyprawiają?”, by czytelnik bloga uznał, że kilkulatek dostał lanie i był świadkiem małżeńskiej gry wstępnej.

Bohaterowie tego bloga nie mogą wywiązać się w pełni z postanowienia sądu, ponieważ nie mają wpływu na dalsze losy tych i innych kadrów ani filmów zawierających wizerunki dzieci.

Mama kontra mama

Ponadto w 2014 roku Dzikowscy wzięli udział w reality show Mama kontra mama (TVN). W każdym odcinku występowały cztery matki (oczywiście wraz z dziećmi), pochodzące z jednego miasta, ale różnych środowisk, i reprezentujące różne style życia, zwłaszcza jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Uczestniczki obserwowały i komentowały zachowania pozostałych matek, odwiedzały ich mieszkania (a raczej: myszkowały w nich pod nieobecność rodziny), następnie oceniały się wzajemnie. Ta matka, która otrzymała od trzech rywalek najwięcej punktów, wygrywała wycieczkę dla całej rodziny.

Program Mama kontra mama wzbudzał pewne kontrowersje (zresztą jeszcze przed emisją), ale dotyczyły one nie ponownego łamania w telewizji prawa dziecka do prywatności, lecz braku solidarności wśród matek oraz promowania rywalizacji i krytykanctwa. Tymczasem był on nagrywany – jak wszystkie inne produkcje tego rodzaju – w prywatnych domach rodzin i ukazywał dzieci w ich naturalnym środowisku, co samo w sobie łamie prawo dziecka do ochrony wizerunku i prywatności. Zawierał także sceny naruszające godność dzieci i mogące wiązać się z negatywnymi konsekwencjami, zwłaszcza w grupie rówieśniczej (w niektórych odcinkach można np. zobaczyć dzieci karane – czasem w wymyślny sposób, taki jak zjedzenie za karę papryczki chilli – lub strofowane przez matki).

Odcinek, w którym wystąpili Dzikowscy – również zawierający sceny mogące zaszkodzić dzieciom, tak samo jak transmisja na żywo – do dziś jest dostępny w należącym do TVN S.A. serwisie player.pl. Rodzice nie mogą usunąć go z Internetu, a sąd nie zakazał TVN-owi dalszego rozpowszechniania wizerunku ich dzieci. Tym samym telewizja ma prawo robić to, czego Dzikowskim nie wolno, i ma nad ich dziećmi większą władzę niż oni sami.

Telewizja kontra Internet

Co ciekawe, to właśnie udział w programie Mama kontra mama podsunął państwu Dzikowskim pomysł na transmitowanie swojego życia online. Jak twierdzą, w programie tym „nie wszystko było przedstawione zgodnie z prawdą”, co jednak nie tylko nie zraziło ich do upubliczniania prywatności, ale przeciwnie: skłoniło do pokazywania jej bez pośrednictwa telewizji, „bez naciągań i reżyserowania”. Zapewniają, że byli nieświadomi przykrych konsekwencji, że podjęli tę decyzję dla dobra dzieci i że bardzo je kochają. I jest to zapewne prawda.

Mogli przecież nie przewidzieć, że zamontowanie kamer w domu spotka się z aż tak wielką krytyką, bo kiedy wcześniej zrobili właściwie to samo na potrzeby programu telewizyjnego, RPD nie protestował, a nieliczne głosy osób zwracających uwagę na łamanie praw dziecka były niesłyszalne. O prywatności dzieci mówi się w naszym kraju tak mało, iż mogli w ogóle nie wiedzieć, że dzieci mają prawo do ochrony życia prywatnego. Ponadto w telewizji, która towarzyszy Dzikowskim – właścicielom pięciu telewizorów (znajdujących się w pokojach trójki starszych dzieci, w salonie i sypialni) – niemal bez przerwy, wyemitowano już tyle programów reality show, również z udziałem dzieci, iż można odnieść wrażenie, że prywatność dawno przestała istnieć.

Jak jednak przekonuje psycholog rozwojowa Dorota Zawadzka, udział dzieci w programie telewizyjnym różni się od transmitowania ich codzienności na żywo w Internecie. „Ja też prowadziłam program, w którym kamery były w domu i nagrywały dzieci. Ale przede wszystkim media realizujące takie programy biorą na siebie odpowiedzialność, a przed produkcjami tego typu stawiają jakiś cel. Ponadto wycinane zostają wszelkie sytuacje, które mogłyby narazić dziecko na jakikolwiek problem. Tutaj tego nie ma, przekaz przez całą dobę” – wyjaśniała Zawadzka, która zyskała popularność i status eksperta dzięki udziałowi w programie Superniania, portalowi WirtualneMedia.pl.

„Transmisja procesu dojrzewania sera”

Nie jest to, niestety, prawda. Wprawdzie transmisja życia rodziny Dzikowskich trwała przez 24 godziny na dobę, bez żadnego montażu, ale rodzice nie zamieścili kamer w łazienkach i toaletach, dzięki czemu zaoszczędzili swoim dzieciom doświadczeń, jakie były udziałem niektórych niepełnoletnich uczestników programu Superniania, nagranych i oglądanych np. w momencie brania kąpieli czy załatwiania potrzeb fizjologicznych, nie tylko przez miliony internautów, ale też telewidzów. Nie jest więc prawdą, że producenci reality show wycinają „wszelkie sytuacje, które mogłyby narazić dziecko na jakikolwiek problem”. Wręcz przeciwnie: ponieważ jedynym naprawdę liczącym się celem, jaki sobie stawiają, jest oglądalność, którą można uzyskać dzięki sensacyjności, kontrowersjom i widowiskowości, konfliktowe sytuacje (wiążące się najczęściej z ryzykiem „narażenia dziecka na problem” po emisji) w Superniani i innych reality show były nie tylko mile widziane, ale też dodatkowo uatrakcyjniane, a czasem wręcz prowokowane. Coś musi się przecież dziać!

Internetowa transmisja codzienności Dzikowskich była natomiast koszmarnie nudna. Relacje internautów, którzy dla zabawy oglądali ją i tworzyli streszczenia poszczególnych dni, sprowadzały się często do takich informacji: „13:36 nikogo nie ma i nic sie nie dzieje, 13:37 Ze wszystkich kamer działają tylko Korytarz i Balkon, 14:21 ptak na balkonie dalej siedzi” lub konkluzji w stylu: „17:49 Stream z domu Dzikowskich dostarcza obecnie tyle emocji co transmisja procesu dojrzewania sera”.

Naturalnie, czasem ktoś miał szczęście zobaczyć „coś ciekawego” („7:57 Mietek zmienia datę na kalendarzu w biurze i coś drukuje, 7:58 Basia w kuchni!”), podobno też w pierwszych dniach rodzicom zdarzało się zwracać do dzieci w nieodpowiedni sposób (używać wulgaryzmów, inwektyw i gróźb) i przebierać je przed kamerami. Kiedy jednak internauci zwrócili Dzikowskim uwagę na fakt, że pedofile też mogą oglądać ich rodzinę, zadbali o to, by więcej się to nie powtórzyło. Agresja słowna natomiast – jeśli w ogóle miała miejsce, czego nie da się teraz zweryfikować – nie pojawiała się co najmniej od 12 listopada, czyli od momentu, gdy zaczęto tworzyć codzienne streszczenia transmisji. Być może więc Dzikowscy czegoś się nauczyli.

Monopol na łamanie praw dziecka

47ed0427-9a73-4669-895b-372ddf48200fW jednym z wywiadów, udzielonym jeszcze przed sądowym nakazem wstrzymania transmisji, pani Dzikowska narzekała, że „Ciężko jest, bo straciliśmy prywatność. Ludzie do nas wydzwaniają w dzień i w nocy”, choć sama z własnej woli zrezygnowała z ochrony życia prywatnego całej swojej rodziny, a numery telefonów również sama dobrowolnie upubliczniła. Nie może więc dziwić, że rodzice ci nie dbają o prawa swoich dzieci, skoro o własnej prywatności mają niewielkie pojęcie. Nie są oni jednak jedynymi rodzicami nieświadomymi skutków wystawiania rodziny na widok publiczny – o rodzinach występujących w programie Superniania, które odczuwały przykre konsekwencje swojego udziału w tym show czasem przez wiele lat, była mowa na łamach „Tygodnika Powszechnego” (Intymność na sprzedaż, TP 2013, nr 25).

Najłatwiej byłoby oczywiście stwierdzić, że rodzice ci to głęboko zaburzeni i/lub ograniczeni umysłowo ekshibicjoniści, ewentualnie znajdujący się w stanie najwyższej desperacji biedacy, którzy zrobili to – jak zresztą sami przyznali – dla pieniędzy (na spłatę kredytów, zakup mieszkania i godne życie dla swojej rodziny). Niestety nie różnią się oni aż tak bardzo od wielu współczesnych rodziców, a sytuacja ich dzieci nie stanowi ewenementu wykraczającego jakoś szczególnie poza doświadczenie mnóstwa innych dzieci, których prywatność upubliczniana jest w telewizji i Internecie. A jednak tylko Dzikowscy zostali za swą decyzję powszechnie potępieni i surowo ukarani (sam strach wzbudzony groźbą i ryzykiem odebrania dzieci czy ograniczenia praw rodzicielskich to dla przeciętnego rodzica wystarczająca kara).

Precedens ten może stanowić wstęp do lepszej ochrony prywatności dzieci – oby tylko nie poprzez ograniczanie władzy rodzicielskiej wszystkim rodzicom niepełnoletnich uczestników reality show i talent show oraz blogerom i użytkownikom serwisów społecznościowych, którzy publikują w Internecie zdjęcia swoich dzieci. Może jednak też, niestety, umocnić monopol na łamanie praw dziecka, od lat przysługujący telewizji. Przekaz, jaki Dzikowscy i inni rodzice otrzymali od sądu i Rzecznika Praw Dziecka, brzmi bowiem: deptać prywatność dzieci, owszem, można, ale tylko w telewizji.

Anna Golus

About the author
Słuchaczka Filologicznych Studiów Doktoranckich UG. Temat doktoratu: wizerunek dzieci w programach reality TV. Publicystka i autorka kilku e-booków oraz wielu artykułów dotyczących głównie rodzicielstwa i przemocy wobec dzieci. Publikacje w czasopismach „Tygodnik Powszechny”, „Przekrój”, „W sieci”, „Dziecko”, „Bliza”, „Znak”, „Niebieska Linia” i „Gdańskie Zeszyty Kulturoznawcze” oraz serwisach internetowych madrzy-rodzice.pl, naszemaluchy.pl, englishstory.pl, foch.pl, wpolityce.pl i szuflada.net. Inicjatorka kampanii „Kocham. Nie daję klapsów” i akcji „Książki nie do bicia”. Autorka petycji w sprawie ochrony prywatności dzieci w programach telewizyjnych.

3 komentarze

  1. Rewelacyjne podsumowanie. Niestety, ten poznański sąd (Poznań Grunwald) to układ przestępczy. Myślą że są ponad prawem i wszędzie wtykają swoje brudne łapy. Nie daj boże jak zagrozisz ich pracownikom konsekwencjami prawnymi, wtedy machina rusza, na czele z prezeską wydziału rodzinnego, tak się ,,martwiącą” o dzieci Dzikowskich. Omijać szerokim łukiem bo są w stanie zgnoić każdego.

  2. Ps. Przy czym sama pani prezes daje pozwolenia na łamanie prawa przez sędziów tam zatrudnionych. (Mam potwierdzone na piśmie przez czterech tamtejszych sędziów).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *