Dzieci w talent show

The_Talent_Show_Story_title_card„Zgłaszający Uczestnika nie będą rościć wobec Producenta lub Telewizji Polsat jakichkolwiek roszczeń za ewentualny rozstrój lub uraz zdrowia psychicznego lub fizycznego dziecka związany z udziałem w Programie telewizyjnym” – to treść jednego z punktów regulaminu talent show pt. SuperDzieciak. W tym emitowanym jesienią ubiegłego roku programie brały udział, oczywiście za zgodą rodziców lub prawnych opiekunów, dzieci w wieku od 8 do 16 lat. Prezentowały one swoje talenty muzyczne, wokalne, sportowe, sceniczne i inne na tyle widowiskowe, by dało się je przedstawić na scenie rozrywkowego show.

Widzowie mogli więc oglądać między innymi dzieci śpiewające, tańczące balet i breakdance, uprawiające akrobatykę, fitness, skoki na trampolinie, łyżwiarstwo figurowe i karate, jeżdżące na rolkach, prezentujące sztuczki iluzjonistyczne, grające na różnych instrumentach (skrzypcach, harfie, wiolenczeli, basie, gitarze elektrycznej i pianinie) – pojedynczo i w zespołach.

Lepiej tańczę, niż ty śpiewasz

indeksWszystkie umiejętności były oceniane przez jury – w skład którego wchodzili: bokser Dariusz Michalczewski, piosenkarz Dawid Kwiatkowski oraz aktorki Roma Gąsiorowska i Magdalena Stużyńska – a także stuosobowe grono siedzących na widowni ekspertów („trenerów, szkoleniowców, pedagogów, muzyków, tancerzy, choreografów”), spośród których podczas każdego odcinka przedstawianych z imienia i nazwiska jest zaledwie parę osób. Oceniający przyznawali punkty (każdy juror maksymalnie 25, a każdy anonimowy „ekspert” – 1) za występy w kategoriach, o których najczęściej nie mieli zielonego pojęcia.

Na przykład występ trzynastoletniego chórzysty został bardzo nisko oceniony przez Michalczewskiego, który uzasadniając przyznanie chłopcu zaledwie 15 punktów (stanowiących jedną z najniższych ocen w programie), powiedział: „Nie każdy musi być sportowcem, nie każdy musi kochać sport i ty jestes też fajnym tego przykładem”, a dwunastoletni bracia śpiewający hip-hop usłyszeli z ust tego samego jurora: „Powiem wam tak: też mam brata i siostrę bliźniaków i jest lepiej między wami niż między moją siostrą a bratem, bo jednak to dziewczyna i chłopak. Piętnaście punktów”.

Nie trzeba dodawać, jak niesprawiedliwa jest zdecydowana większość tego rodzaju „ocen” oraz oczywiście sam fakt, że porównuje się umiejętności dzieci uzdolnionych w najróżniejszych kierunkach i stwierdza, że jedno dziecko tańczy lub śpiewa lepiej niż inne skacze na trampolinie albo gra na harfie. Należy jednak podkreślić, że akurat w tym talent show jurorzy przynajmniej starali się dostosować swoje wypowiedzi do wieku uczestników, czego nie można powiedzieć o pierwszym polskim programie tego rodzaju wyemitowanym wiosną 2015 roku na TVN-ie – o Małych Gigantach, których druga edycja jest właśnie przygotowywana.

Orgia nieletnich króliczków

a1c10f86-f247-11e4-8177-0025b511226eW tej produkcji TVN-u jednym z jurorów (obok Katarzyny Bujakiewicz i Agnieszki Chylińskiej) był Kuba Wojewódzki, który potrafił powiedzieć do jedenastoletnich tancerek: „To nie był taniec, to była orgia nieletnich króliczków”, do sześcioletniej dziewczynki – że mimo „rozmiarów krasnala ogrodowego” zrobiła „hiszpańską rozpierduchę”, a do dziewięcioletniego chłopca – że ma „większe jaja niż płuca”. Uczestnikami tego programu były dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Starsze prezentowały swoje umiejętności wokalne i taneczne, a młodsze pełniły rolę małych „showmanów”, mających wzruszać jurorów, publiczność i widzów swoim urokiem, szczerością i nieporadnością.

Dzieci te pogrupowano w kilka rywalizujących ze sobą drużyn i oceniano zgodnie z zasadami nie tylko niejasnymi, ale też nierzadko łamanymi przez jurorów, którzy przyznawali punkty wedle własnego widzimisię, wyłącznie na podstawie subiektywnej opinii, wyrażonej w emocjonalny (zwiększający widowiskowość programu) i niezrozumiały dla dzieci (za to zabawny dla dorosłych widzów) sposób.

Program Mali Giganci był chętnie oglądany (średnia oglądalność: 3,7 mln osób, co przełożyło się na 8,8 mln zł zysku z reklam po trzech pierwszych odcinkach), ale – mimo teoretycznego nadzoru psychologa – równie chętnie krytykowany (negatywną opinię wyraziły m.in. Dorota Zawadzka, Hanna Lis i Agata Młynarska). W jesiennej ramówce TVN-u pojawił się więc nie kolejny sezon tej produkcji, lecz nowy talent show Aplauz, aplauz, w którym dzieci występowały w duetach z dorosłymi i rywalizowały w jednej tylko kategorii: śpiewu. Ponadto, aby zminimalizować ryzyko krytyki, do jury zaproszono psycholog Małgorzatę Ohme, która przyjęła propozycję i oceniała występy wraz z piosenkarką Anną Rusowicz i kompozytorem Piotrem Rubikiem.

TVN oczyszcza oczodoły

aplauz-aplauz_24455368W Aplauz, aplauz najważniejsza była jednak nie widowiskowość, lecz wzruszenia. Dyrektor programowy TVN-u, Edward Miszczak powiedział w kontekście tego programu, że „nic tak nie oczyszcza oczodołów jak łzy”, a jego prowadząca, Agnieszka Szulim, w pierwszym odcinku wyjaśniała, że „To nie jest po prostu talent show, to jest program o wspaniałych rodzinnych historiach”. I rzeczywiście, dzieci występowały w duetach najczęściej z rodzicami, ale też z babcią, ojczymem, matką zastępczą lub wychowawcą z domu dziecka, i nie tylko śpiewały, ale również opowiadały swoje, nierzadko smutne, historie (np. śmierć ojca, nieuleczalnie chora mama, ojciec-wojskowy w Afganistanie). Łez – spowodowanych, jak we wszystkich talent show z udziałem dzieci, stresem podczas specjalnie przedłużanego oczekiwania na werdykt oraz porażką i koniecznością opuszczenia programu, a ponadto wymaganym przez format Aplauz, aplauz przymusem dzielenia się nie zawsze radosną prywatnością – w tym programie nie brakowało.

Jeśli natomiast chodzi o rywalizację, to mogłoby się wydawać, że w związku z faktem, iż oceniany jest wyłącznie śpiew, zasady tego programu będą jasne i sprawiedliwe. Niestety jednak były zmieniane tak często, a kryteria oceny – tak subiektywne (np. który występ bardziej wzruszył lub rozbawił jurora, relacje rodzinne których uczestników są bardziej ujmujące), że o jakiejkolwiek sprawiedliwości również w Aplauz, aplauz nie może być mowy. Program został więc wygrany – podobnie jak wszystkie inne talent show, nie tylko z udziałem dzieci – przez osoby nie tyle „najlepsze” w jakiejś dziedzinie, ile te, które miały szczęście przypodobać się jurorom, publiczności i zaproszonym gościom (którzy także przyznawali punkty).

Trudno również mówić o rozwoju uczestników, mającym niby następować z odcinka na odcinek dzięki pomocy ekspertów opiekujących się duetami (w Aplauz, aplauz były to Majka Jeżowska i Magda Steczkowska) – po pierwsze dlatego, że znaczna ich część opuszczała program, zanim zdążyła się „rozwinąć”, a po drugie dlatego, że żadnego talentu nie da się doszlifować w tak krótkim, obejmującym w najlepszym razie kilka (stresujących) tygodni, czasie. Mowa o rozwoju zdolności dzieci występujących w talent show (a w każdej takiej produkcji jest to podkreślane) jest więc zwyczajnym mydleniem oczu, mającym na celu chyba tylko skuteczniejsze „oczyszczanie oczodołów”.

Liczy się zabawa!

imagesJeszcze bardziej nieuprawnione jest mówienie o zabawie, co również ma miejsce w każdym talent show z udziałem dzieci (na przykład pod koniec jednego z odcinków Aplauz, aplauz prowadząca mówi: „Po pięciu tygodniach spędzonych razem jesteśmy jak jedna wielka rodzina, która każdą niedzielę kończy spontanicznym tańcem i zabawą na parkiecie”, choć wspólny taniec wszystkich uczestników na scenie nie jest wcale „spontaniczny”, lecz wynika ze scenariusza). Definicja „zabawy” zakłada bowiem radość, bezinteresowność i dobrowolność uczestnictwa, co stoi w sprzeczności z zasadami takich programów, w których udział nie zawsze przynosi radość i nigdy nie jest bezinteresowny (chodzi przecież o zwycięstwo i wygraną, która na przykład w SuperDzieciaku jest niebagatelna i wynosi 100 000 zł), a przede wszystkim: z których nie można tak po prostu zrezygnować.

Nie może być mowy o dobrowolności, ponieważ rodzice, którzy zgłaszają swoje dzieci do takich programów, podpisując umowę, zobowiązują je, jak w SuperDzieciaku, „do wykonywania poleceń, zaleceń oraz wskazówek Producenta, reżysera lub innych osób wskazanych przez wymienionych” czy wręcz, jak w Aplauz, aplauz, „do bezwzględnego przestrzegania instrukcji i wskazówek osoby wskazanej przez Organizatora (tu: trenera/nauczyciela wokalnego)” pod rygorem usunięcia z programu. Nie tak wygląda prawdziwa, spontaniczna zabawa.

5bc92f4ced6a47d617fd567ed61c.1000To, że tak naprawdę chodzi o poważną rywalizację, podkreślane jest zresztą w każdym takim programie zarówno retoryką walki (uczestnicy stają przeciw sobie, mają się zmierzyć w pojedynku na przykład na głosy, wygrywają i przegrywają), jak i nieuniknionymi ocenami (kto słyszał, by oceniać zabawę?!), a nawet scenografią, która w przypadku wszystkich tych trzech „dziecięcych” talent show nie różni się od wystroju studia „dorosłych” programów tego typu niczym szczególnym i podkreśla powagę sytuacji, w jakiej postawione są dzieci.

A jeśli prowadzący mówi do dziecka, które właśnie przegrało i musi wrócić do domu, że „W tym programie wszyscy wygrywają” (tak jest w SuperDzieciaku, w którym każdy uczestnik otrzymuje 5000 zł), może ono tylko podjąć heroiczną próbę uśmiechnięcia się przez łzy, lub – jak pewien trzynastoletni chłopiec – powiedzieć: „akceptuję to, najlepsi muszą być na pierwszych miejscach”. Czy jednak dziewczynka, która zaprezentowała przepiękny taniec nowoczesny, jest „lepsza” od chłopca, który również pięknie zaśpiewał Ave Maria Cacciniego?

„Boli? Ma boleć”

Piotr Rubik, który – zanim został jurorem w Aplauz, aplauz – pełnił funkcję „opiekuna” jednej z drużyn w programie Mali Giganci, w marcu 2015 roku napisał na swoim blogu: „Krytykom mówię – nie martwcie się. Te dzieciaki robią to, co kochają. A że czasem zaboli? Ma boleć. Jak już dorosną to będą kompletnie uodpornieni. Taka szczepionka dla artystów”. Kompozytor, opisując tymi słowami dzieci biorące udział w Małych Gigantach, najwyraźniej nie był świadom, że najmłodsza, pięcioletnia członkini jego własnej drużyny wcale nie robiła w programie tego, co kocha (tańczyła w nim i śpiewała, podczas gdy najbardziej lubi rysować, o czym mówiła w telewizji śniadaniowej TVN-u). Inna, siedmioletnia uczestniczka show na pytanie, czy lubi mówić wiersze, odpowiedziała: „nie lubię, ale dla telewizji zrobię wszystko”. I oczywiście zrobiła to, czego nie tylko nie kocha, ale wręcz nie lubi: nauczyła się na pamięć wiersza i wyrecytowała go ku uciesze widzów, bo takie zadanie zostało jej przydzielone przez producentów.

indeksJaką odporność ma więc gwarantować taka telewizyjna „szczepionka”? Rubikowi chodziło zapewne o odporność na porażki, ale trudno pozbyć się wrażenia, że udział w programach talent show może przyzwyczaić młodych uczestników nie tyle do przegrywania, ile raczej do niesprawiedliwości i działania pod przymusem oraz wzbudzić w nich przekonanie, że nie ma sensu rozwijać zdolności. Nie ma bowiem znaczenia, jak wielki mają talent i jak długo i ciężko pracują nad rozwijaniem go – zwycięstwo lub porażka w talent show nie zależy od ich uzdolnień ani pracy, lecz tylko i wyłącznie od subiektywnej, bynajmniej nie eksperckiej, opinii jurorów i innych osób, którym producenci przyznali prawo do oceniania, a które nierzadko nie mają pojęcia o dziedzinie, w której ferują wyroki.

Nakręcane zabawki

Warto też dodać, że wśród uczestników tych programów znajdują się dzieci, których rodzice zgłaszają je do wielu takich produkcji. Niektóre z nich występowały w „dorosłych” talent show, jedna dziewczynka – w TVN-owskim reality show Mama kontra mama, a matka innej uczestniczki po jej porażce w Małych Gigantach chciała wziąć wraz z nią udział w Aplauz, aplauz, ale – na szczęście dla dziecka, po którym widać było, że nie jest szczególnie zachwycone – nie zostały zakwalifikowane. Ponadto niektórzy z dorosłych członków duetów występujących w Aplauz, aplauz są zawodowymi muzykami lub marzą o karierze muzycznej (czego nie ukrywają), a udział w tym programie jest dla nich niewątpliwie szansą na autopromocję – z dzieckiem u boku, bo tego wymaga format. Dzieci bywają tu tylko uroczymi, wdzięcznymi, rozczulającymi dodatkami do dorosłych piosenkarzy, scenicznymi rekwizytami.

Talent-Show-imageW podobnie przedmiotowy sposób traktuje się i ukazuje młodych uczestników w tych programach talent show, w których dzieci występują same. Trzynaście lat temu Marta Wójcik napisała w artykule pt. Program telewizyjny „Od przedszkola do Opola” jako wyraz dominującej we współczesnej kulturze postawy wobec dziecka, że każdego uczestnika tej produkcji „pokazuje się jak nakręcaną zabawkę, która swoim wyglądem i umiejętnościami ma wzbudzić zachwyt publiczności. W takim ujęciu dziecko, podobnie jak zabawka, nie powinno mieć psychiki. Ignoruje się więc fakt, że można je zranić czy skrzywdzić”.

Program ten był emitowany na antenie TVP 1 w latach 1995-2007 i choć dziś nierzadko przeciwstawia się go produkcjom typu talent show, stwierdzając, że był od nich „lepszy”, bardziej dostosowany do wieku uczestników, mniej stresujący, w rzeczywistości stanowił jedynie ich bardziej kolorową i bardziej infantylną wersję. W takich programach jak Mali Giganci, SuperDzieciak i Aplauz, aplauz scenografia jest „doroślejsza”, scena większa, jurorzy surowsi, prowadzący poważniejsi, ale stosunek do dziecka jest taki sam. Ma ono za zadanie dostarczać dorosłym rozrywki i wzruszeń, a jego uczucia – pomijając te, które służą uatrakcyjnianiu programu – nikogo nie obchodzą. W pewnym sensie nie ma ich wcale.

Edward Miszczak powiedział o programie Mali Giganci: „Tu nikt nie przegrywa, wszyscy wygrywają. A o tym, że ktoś odpada, nie mówimy – skupiamy się na wygranych”. Proste, prawda? Jeszcze dalej posunął się jednak TVN w swej nowszej produkcji – Aplauz, aplauz – w której każdy odcinek kończył się scenką ukazującą przegrany duet podczas oczywiście „spontanicznej” rozmowy o tym, jak to miło było wziąć udział w programie i jak bardzo „nic się nie stało”, że trzeba go opuścić. Dzieci, które płakały w momencie poznania decyzji jury (a nierzadko też wcześniej – ze stresu), były więc szybciutko uspokajane, by mogły w tej samej scenerii odegrać scenkę pt. „Przegrana w talent show nie sprawia mi żadnej przykrości”.

Tym samym prawdziwe uczucia dziecka są ignorowane, zaprzecza się im i każe dziecku udawać, że wszystko jest w porządku, a manipulacja producentów mająca na celu przekonanie widzów o zabawowym charakterze takich programów i ich nieszkodliwości dla dziecięcej psychiki sięga szczytu.

Anna Golus

About the author
Słuchaczka Filologicznych Studiów Doktoranckich UG. Temat doktoratu: wizerunek dzieci w programach reality TV. Publicystka i autorka kilku e-booków oraz wielu artykułów dotyczących głównie rodzicielstwa i przemocy wobec dzieci. Publikacje w czasopismach „Tygodnik Powszechny”, „Przekrój”, „W sieci”, „Dziecko”, „Bliza”, „Znak”, „Niebieska Linia” i „Gdańskie Zeszyty Kulturoznawcze” oraz serwisach internetowych madrzy-rodzice.pl, naszemaluchy.pl, englishstory.pl, foch.pl, wpolityce.pl i szuflada.net. Inicjatorka kampanii „Kocham. Nie daję klapsów” i akcji „Książki nie do bicia”. Autorka petycji w sprawie ochrony prywatności dzieci w programach telewizyjnych.

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *