Dylemat komisarza

Pamiętacie „Pana Samochodzika”? Naszego dzielnego detektywa, który poszukiwał zrabowanych dzieł sztuki, które często próbował sprzątnąć mu sprzed nosa niejaki Batura. W jednaj z książek nieodżałowanej serii Pan Samochodzik rozwiązuje we Francji zagadkę Fantomasa.

Fantomas był doskonałym przestępcą. Dla tych, którzy nie czytali lub nie pamiętają przypominam, że dokonywał on kradzieży obrazów w taki sposób, iż na miejscu oryginału zawieszał jego doskonałą kopię. Dopóki kustosz nie zawiózł obrazu do badań nie wiedział, co właściwie wisi na ścianie – dzieło mistrza czy bezwartościowa podróbka? Oczywiście niezrównany polski detektyw rozwiązuje magiczne hokus-pokus Fantomasa.

Tu jednak pojawia się pytanie, które w wyżej wymienionej książce zadaje nieco ciapowaty komisarz francuskiej policji. Rozważanie to przytaczam z pamięci, a brzmiało ono mniej więcej tak:

Wyobraźmy sobie, że ktoś składa skargę na policję, iż ukradziono mu samochód. Policjant zatem idzie na miejsce przestępstwa i widzi identyczny samochód z tym, który ukradziono. Właściciel jednak upiera się, iż to falsyfikat. Co prawda sam nie może tego stwierdzić, bo samochód wygląda identycznie i jeździ się nim tak samo, ale eksperci powiedzieli, że to nie ten sam samochód, ale falsyfikat. I pytanie – skoro samochód wygląda tak samo i jeździ się nim tak samo, a właściciel bez pomocy ekspertów nie jest w stanie stwierdzić, czy samochód mu ukradziono, czy nie, co właściwie za różnica czy jeździ się oryginałem, czy kopią?

Przekładając to na sytuację opisana powyżej – na ścianie wisi obraz. Niezależnie od tego, czy namalował go bardzo znany malarz, czy zrobił to utalentowany kopista, obraz wygląda tak samo i w odbiorcy wzbudza identyczne odczucia. Co więcej, bez pomocy ekspertów nikt nie jest w stanie powiedzieć czy to oryginał, czy kopia. W czym więc problem?

Każdy kolekcjoner czy każde muzeum chciałoby mieć w swoich lekcjach wyłącznie oryginały obrazów. Dzieła wielkich mistrzów osiągają na rynku niebotyczne ceny, a niektóre są w zasadzie bezcenne (z „Mona Lizą” na czele). Nic dziwnego, iż kusi to różnej maści niespełnionych artystów do nieco innego wykorzystania swojego talentu.

Można powiedzieć, że im starszy obraz, tym trudniej go podrobić. Dawni malarze często używali farb, których skład znali tylko oni sami. Podrobiony obraz łatwo było więc zweryfikować stosując analizę chemiczną. Dodatkowo dochodzą problemy ze znalezieniem odpowiedniego podłoża. Niełatwo bowiem zdobyć równie stary obraz, na którym nałożyć można właściwe warstwy farby.

Najgenialniejszy z fałszerzy, tworzący na początku dwudziestego wieku Han van Meegeren, do namalowania swych fałszerskich arcydzieł przygotowywał się kilka lat. Czas ten poświęcił na drobiazgowe analizy metod starych mistrzów, przygotowanie farb oraz zakup siedemnastowiecznych akcesoriów mających wypełniać tło obrazu. A kiedy był gotowy, stworzył na podkładzie z siedemnastowiecznego obrazu mało znanego artysty swe pierwsze dzieło „Uczniowie z Emaus”. Krytycy jednogłośnie uznali obraz za autentyk z siedemnastego wieku autorstwa wielkiego Jana Veermera.

I choć początkowo van Meegeren zamierzał przyznać się do fałszerstwa (zamierzał tylko utrzeć nosa znawcom i krytykom) to jednak pieniądze, jakie otrzymał za sfałszowany obraz skłoniły go do namalowania jeszcze kilku dzieł w stylu Veermera, co przyniosło mu olbrzymie profity, ale z drugiej strony o mało co nie skończyło się kilkunastoletnim więzieniem. Żeby było śmieszniej (choć Holendrowi zapewne do śmiechu nie było) skazany zostałby za kolaborację, a nie za fałszowanie. Jeden z fałszywych obrazów trafił bowiem w ręce Goeringa, a sprzedaż dzieł sztuki wrogowi z automatu skutkowała oskarżeniem o kolaborację. Van Meegeren wywinął się od surowej kary twierdząc, że to on jest autorem obrazu przypisywanego Veermerowi, a następnie – pod okiem strażników – by udowodnić swą prawdomówność namalował kolejny z cyklu „fałszywych Veermerów”.

Jego obrazy były tak doskonałe, że do dziś trwają dyskusje, czy rzeczywiście Van Meegeren sfałszował te obrazy, czy przyznał się do rzekomego fałszerstwa tylko po to, by uniknąć więzienia za kolaborację? Nadal są znawcy którzy upierają się przy autentyczności „Vermeerów”, co świadczy o perfekcyjnej robocie, jaką wykonał Van Meegeren.

I znowuż mamy do czynienia sytuacją, która tak zafrapowała biednego francuskiego komisarza. Na ścianie wisi obraz, podpisany nazwiskiem Veermer. Przychodzą oglądać go zwykli ludzie, ale też znawcy i koneserzy sztuki. Zachwycają się stylem, grą świateł, pięknem kompozycji. I nagle pojawia się ktoś, kto po żmudnych badaniach stwierdza, że to falsyfikat.

Czy to ma jakiś wpływ na odbiór obrazu przez widza? Czy to deprecjonuje geniusz Van Meegerena? Czy gdyby okazało się, iż jest to dzieło genialnego, ale jednak fałszerza a nie dawnego mistrza pędzla zmieniłoby to w jakiś sposób postrzeganie tych obrazów przez odbiorców?

I od razu nasuwa się tu odpowiedź komsarza:

Czy ogląda się panu równie dobrze, jak dawniej?” Odpowie pan, że tak. „No, to niech pan się dalej zachwyca i głowy nam nie zawraca”.

Robert Rusik

About the author
Robert Rusik
Urodził się w 1973 roku w Olkuszu. Obecnie mieszkaniec Słupcy, gdzie osiedlił się w 2003 roku. Pisze od stosunkowo niedawna, jego teksty publikowały „PKPzin”, "Kozirynek", "Cegła", "Szafa", „Szortal”. Ma na koncie kilka zwycięstw oraz wyróżnień zdobytych w różnych konkurach literackich (organizowanych m.in. przez portale Fantazyzone, Erynie, Weryfikatorium, Apeironmag, Szortal i inne), w tym prestiżową statuetkę „Pióro Roku 2009” przyznaną przez Słupeckie Towarzystwo Kulturalne. Przeważnie pisze fantastykę, choć zdarza mu się uciec w inne rejony literatury. Od 2010 roku felietonista Magazynu Kulturalnego „Apeiron”, od lipca 2011 także „Szuflady”. W 2012 roku ukazał się jego ebook „Isabelle”. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz ojciec urodzonego w 2006 roku Michałka i urodzonej w 2012 roku Oleńki.

komentarz

  1. O.
    Jedna z dwóch z serii o Panu Samochodzików, której nie przeczytałam (i Winnetou jeszcze) a tu Vermeer! Mój ulubiony malarz – koniecznie koniecznie koniecznie trzeba przeczytać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *