Długość ma znaczenie.

długość ma znaczenie

Manhattan, Nowy Jork. W restauracji Lunchow’s zakończył się właśnie obiad, przy którym w towarzystwie innych pisarzy zasiada Ernest Hemingway. Proponuje kolegom zakład. Jeśli każdy z nich zdecyduje się wyłożyć na stół po dziesięć dolarów, to on napisze opowiadanie złożone tylko z sześciu słów. Jeśli wygra – pieniądze są jego. Jeśli przegra – dołoży na stół taką samą sumę, jaką zebrali koledzy, i każdy z nich będzie mógł zabrać dwa razy tyle, o ile się założył.

Zakład zostaje przyjęty. Na skrawku chusteczki Hemingway pisze:

Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nie noszone. (For sale: baby shoes: never worn.)

Chusteczka wędruje wokół stołu. Koledzy kiwają z uznaniem głowami. Hemingway wygrywa zakład.

Tyle przedstawia anegdota. Dziś powątpiewa się w jej prawdziwość, a przypisywane Hemingwayowi opowiadanie w rzeczywistości w podobnej formie pojawiło się już znacznie wcześniej, bo na początku XX wieku.

Wyzwanie pozostaje jednak wciąż aktualne: napisać jak najkrótsze opowiadanie. Żeby to zrobić, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: co sprawia, że tekst staje się opowiadaniem? Pisarze różnie próbowali się mierzyć z tym wyzwaniem.

Jedną z odpowiedzi są tzw. flash fiction, czyli najkrótsze formy prozatorskie, których korzenie sięgają aż do starożytności, do Bajek Ezopa. Ich autorzy wychodzą z założenia, że długość opowiadania ma znaczenie, a słowa posiadają wielką moc. Wobec tego starają się używać ich w jak najbardziej ekonomiczny sposób. Nie ma zgodności co do tego, jak długie powinny być flash fiction. Równie dobrze mogą liczyć sobie dwieście słów, jak i tysiąc. Trafiają się też tacy autorzy, którym udaje się zejść z ich liczbą znacznie poniżej setki.
Rekordziści zamykają całą opowieść w zaledwie kilku słowach lub zdaniach.

Poniżej znajdziecie przykłady najbardziej interesujących prób.

Margaret Atwood:

Pragnęłam go. Dostałam go. Cholera. (Longed for him. Got him. Shit. )

Ursula K. Le Guin:

Spokojnie. Tylko przytknij zapałkę do (Easy. Just touch the match to)

Orson Scott Card:

Typ krwi tego dziecka? Ludzka, w większości. (The baby’s blood type? Human, mostly.)

Graeme Gibson:

Myślałem, że mam rację. Nie miałem. (Thought I was right. I wasn’t.)

Fredric Brown:

Ostatni człowiek na Ziemi siedział samotnie w pokoju. Rozległo się pukanie do drzwi.  (The last man on Earth sat alone in a room. There was a knock on the door.)

W odpowiedzi na to ostatnie Ron Smith napisał:

Ostatni człowiek na Ziemi siedział sam w pokoju. Na drzwiach wisiała kłódka. (The last man on Earth sat alone in a room. There was a lock on the door.). Posłużył się przy tym grą słów, zamieniając jedynie “knock” (pukanie) na “lock” (zamek w drzwiach, lub kłódka).

Merrilee Faber:

Wyszliśmy zza rogu i byli tam: młodzi kochankowie, splecione dłonie. Obrysowałam ich ciała, Joe pokierował tłumem. (We came around the corner and there they were: young lovers, hands clasped. I drew the outline, Joe directed the crowd.)

Lydia Davis:

Cieszę się, że liście rosną tak prędko. Niedługo przykryją sąsiadkę i jej krzyczące dziecko. (I am happy the leaves are growing large so quickly. Soon they will hide the neighbor and her screaming child.)

Każde z przedstawionych powyżej opowiadań wpisuje się w klasyczny kanon Arystotelesa. Mają bowiem zgodnie z jego zaleceniami początek, rozwinięcie i zakończenie. Jednak, co więcej, posiadają także najbardziej chyba potrzebny w prozie element – tzw. haczyk. To coś, co przykuwa naszą uwagę i sprawia, że cała historia ożywa. To zarazem najtrudniejsze zadanie w pisaniu, ale decydujące o tym, czy dana opowieść porwie czytelnika, czy też przejdzie on obok niej obojętnie.

A Wy próbowaliście kiedyś pisać flash fiction? Może pora spróbować swoich sił?

Julia Pokrzywa

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *