Długa droga do domu – recenzja komiksu „Y. Ostatni z mężczyzn #5”

0

Wraz z końcem sześćdziesiątego zeszytu „Y. Ostatniego z mężczyzn” kończy się też wielka epopeja Yoricka Browna i jego małpki Ampersanda, ostatnich żywych przedstawicieli męskiej płci na ziemi. Zebrane w pięciu opasłych tomach zeszyty napisane przez uznanego scenarzystę Briana K. Vaughana oraz narysowane przez Pię Guerrę towarzyszyły amerykańskiemu czytelnikowi od września 2002 roku do marca 2008 i w okresie tym zebrały liczne branżowe nagrody. W Polsce pierwsze przymiarki do publikacji serii odbywały się w 2008 i 2009 roku, kiedy to Manzoku, nieistniejący już wydawca, zdołał wydać trzy krótkie integrale. Po latach rękawicę podjął Egmont. Wreszcie polski czytelnik mógł zapoznać się z zakończeniem historii Yoricka. Ostatni tom ukazał się w listopadzie zeszłego roku.

YOstatni5

Długa droga wiodła głównego bohatera do odnalezienia swej miłości. Rozdzieleni tuż przed wielką katastrofą musieli pokonać nie tylko tysiące kilometrów, ale przede wszystkim liczne przeszkody, w tym izraelską armię, ponowoczesne amazonki, tajemniczą kobietę ninja i wreszcie własne słabości. Co Yorick znajdzie na końcu tej drogi? Sza! Jedno jest pewne. Vaughan nie byłby sobą, gdyby sporo w życiu bohatera nie namieszał.

Scenarzysta w „Y. Ostatnim z mężczyzn” stawia czytelnikowi zaskakujące pytanie. Co stałoby się ze światem, gdyby nagle zabrakło w nim mężczyzn? Akcja całej serii rozciągnięta jest na stosunkowo długi okres, doskonale widoczne są więc przemiany społeczne wywołane katastrofą. Po początkowym chaosie na świecie z trudem zaczynają wyłaniać się pierwsze sfeminizowane rządy. Wiadomość o istnieniu ostatniego mężczyzny wychodzi jednak na jaw wśród niektórych środowisk. Zaczyna się gra o najwyższą stawkę, jaką będzie przetrwanie gatunku ludzkiego. Tymczasem Yorick, jak przystało na prawdziwego romantyka, może trochę nieporadnego, ale zdeterminowanego, na przekór wszystkim, zamiast myśleć o ratunku dla ludzkości, wyrusza na poszukiwanie swojej jedynej miłości.

067_Y_Ostatni_5

Mimo że autor wplata w historię kilka ciekawych obserwacji socjologicznych i stara się przez to mocno uwiarygodnić fabułę, nie można zapomnieć, że „Y. Ostatni z mężczyzn” jest komiksem stricte rozrywkowym. Tu na pierwszy plan wysuwają się liczne zwroty akcji, kolejni przeciwnicy wyskakujący jak z magicznego kapelusza i oczywiście znak rozpoznawczy Vaughana – cięte dialogi. Scenarzysta kładzie duży nacisk na konstrukcję bohaterów, kompletując nietuzinkową grupę freaków i wykolejeńców. Każda z postaci ma swoje pięć minut, w których ukazane są ich pragnienia, motywacje do działania oraz animozje. Dzięki temu czytelnik żywo reaguje na poczynania bohaterów, kibicuje im, złości się, gdy popełniają błędy (a popełniają ich całą masę) i wreszcie cieszy się ich szczęściem.

124_Y_Ostatni_5

Piąty tom, zamykający wszystkie wątki, nie ustrzegł się kilku potknięć, które widoczne były już w tomie czwartym. Vaughana dopada chyba zmęczenie i kilka razy można zauważyć, że fantazja za bardzo go poniosła, przez co niektóre wątki muszą być docinane na siłę, aby wpasować się w ogólną koncepcję. Dlatego też cześć czytelników może czuć się rozczarowana zakończeniem. Cóż, oprócz ciętych dialogów i barwnych postaci Vaughan ma jeszcze jeden znak rozpoznawczy. Jego bohaterowie zawsze chadzają własnymi ścieżkami i kierunek, w jakim podąża akcja, jest chyba takim samym zaskoczeniem dla autora, jak i czytelnika.

Karol Sus

Scenariusz: Brian K. Vaughan
Rysunki: Pia Guerra, Goran Sudzuka
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2017
Tytuł oryginału: Y: The Last Man Book Five
Wydawca oryginału: DC
Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170×260 mm
Stron: 312
Cena: 99,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127197

Podziel się

O autorze

Karol Sus

Rocznik ‘88. Absolwent Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie. Wychowany na micie amerykańskiego snu. Wciąż jeszcze wierzy, że chcieć – to móc. Wolnościowiec. Kinomaniak, meloman, mól książkowy. Namiętnie czyta komiksy. Szczęśliwy mąż i ojciec.

Odpowiedz