„Czy boisz się ciemności?” (2019)

Czy boisz się ciemności? to kultowa seria dzieciństwa całego pokolenia dorastającego w latach 90. Wraz z takimi tytułami jak Czarodziejka z księżyca czy Dragon Ball ukształtowała wrażliwość współczesnego pokolenia trzydziestolatków. Ten kanadyjski serial miał swoją premierę w Halloween 1991 roku, a jego emisja trwała siedem sezonów, z paroletnia przerwą pomiędzy sezonem piątym i dwoma ostatnimi odsłonami. W Polsce emitowany był od grudnia 2001 roku i oglądanie go zaraz po zapadnięciu zmroku późnym zimowym popołudniem jest jednym z najważniejszych doświadczeń mojego dzieciństwa. Opening Czy boisz się ciemności? wciąż pozostaje jedną z najstraszniejszych rzeczy, jakie widziałam, pomimo tego, że nie epatuje przemocą ani rzeczywiście przerażającymi obrazami. Huśtawka poruszana wiatrem nocą na placu zabaw, okiennica łomocząca w okno w czasie burzy, śmiech dzieci na opuszczonym strychu – to doskonałe podsumowanie horroru jako specyficznego nastroju, kiedy to, co zwykłe i znajome, nabiera demonicznego charakteru. Opening pokazuje, jak dogłębnie przemyślano, czym właściwie miało być Czy boisz się ciemności?

Serial opowiada o grupie nastolatków tworzących The Midnight Society (w polskim tłumaczeniu „Stowarzyszenie Ciemności”), spotykających się co tydzień w sekretnym miejscu w głębi lasu, aby opowiadać sobie przy ognisku straszne historie. Spotkania mają niemal rytualny charakter, wymagają bowiem wygłoszenia konkretnych formuł. Nie jest też łatwo dostać się do Stowarzyszenia, a inicjacja wymaga nie tylko opowiedzenia mrożącej krew w żyłach historii, ale też bycia wystraszonym na śmierć przez pozostałych członków. Oczywiście wszystko to w duchu wspólnej zabawy. Każdy z członków Stowarzyszenia ma inny styl, więc historie różnią się pomiędzy sobą, można też odgadnąć, czego spodziewać się w danym tygodniu w zależności od tego, kto opowiada: czy będzie to nastrojowa opowieść gotycka, czy krwawy horror, czy też psychopatyczne klauny. Bohaterowie pożyczają też od siebie niektóre postaci, takie jak makiaweliczny doktor Vink (Aron Tager), istny diabeł z pudełka tej serii.

Urok serialu opierał się na dwóch czynnikach. Po pierwsze, opowiadane przez Stowarzyszenie historie najczęściej były naprawdę straszne. Nie straszne w ten sposób, co Gęsia skórka, gdzie dopasowano przedstawianie historii do poziomu dzieci. Czy boisz się ciemności? stanowiło etap przejścia pomiędzy serią dla młodzieży a takimi tytułami jak Z Archiwum X czy nawet Strefa mroku. Nie wszystkie odcinki mogą poszczycić się mrożącymi krew w żyłach momentami, ale takich, które do dzisiaj straszą nawet dorosłych odbiorców z nostalgicznym nastawieniem, jest całkiem sporo. W Internecie krążą rankingi najstraszniejszych epizodów serii. W Czy boisz się ciemności? nie wahano się stosować naprawdę przerażających obrazów ani tworzyć skomplikowanych fabuł. Ponieważ był to serial dla młodzieży, stawiano bardziej na nastrój niż na krew i body horror, co okazało się korzystne. Fani horroru wychowani na tej serii mają inne oczekiwania wobec gatunku niż jump scary i gore. Dlatego też, pomimo tego, że serial w Polsce emitowany był popołudniami i przeznaczony dla dzieci, oglądając Czy boisz się ciemności?, często miałam wrażenie robienia czegoś zakazanego. Jak wtedy, kiedy ukradkiem oglądałam „prawdziwe horrory”, te, które wypożyczało moje starsze rodzeństwo, albo czytałam horrory nocą pod kołdrą w świetle latarki.Gęsia skórka przypominała serię książek Szkoła przy cmentarzu, w której element grozy zawsze był nie do końca poważny, a Czy boisz się ciemności? kojarzy mi się bardziej z pierwszą lekturą H.P. Lovecrafta i M.R. Jamesa, autorami, którzy również w znacznym stopniu ukształtowali moje preferencje względem horroru. Tym bardziej, że historie w Czy boisz się ciemności? nie zawsze miały szczęśliwe zakończenie. Tu warto wspomnieć jeden z moich ulubionych epizodów The Tale of the Dark Music.Ten dodatkowy dreszczyk związany z wkraczaniem w media przeznaczone dla dorosłych też miał wpływ na odbiór. Obecnie seria ma oficjalny kanał na YouTubie i szczerze zachęcam do przypomnienia sobie niektórych odcinków lub do obejrzenia ich po raz pierwszy.

W dwóch ostatnich sezonach można obserwować znaczący spadek jakości serii, ale moim faworytem wciąż pozostaje początek siódmego sezonu, trzyodcinkowy The Tale of Silver Sight, jedyna opowieść, która przenosi potwory i grozę ze sfery wyobraźni w rzeczywistość przedstawioną w serii. W tych odcinkach Stowarzyszenie Ciemności zostało zmuszone do walki o własne życie w starciu z wieloletnią klątwą. Poznajemy też mroczną historię powstania Stowarzyszenia. Wprowadzenie metanarracji było śmiałym ruchem i można tylko żałować, że reszta serii wróciła do tradycyjnej formuły.

Drugim istotnym czynnikiem decydującym o popularności serii było wprowadzenie właśnie Stowarzyszenia Ciemności jako klamry łączącej wszystkie historie. Z biegiem czasu poznaliśmy lepiej członków Stowarzyszenia, ich lęki i obawy, ich codzienne problemy, które również przewijały się w strasznych opowieściach. Każdy odcinek był jak spotkanie z grupą przyjaciół. Jako widzowie czuliśmy się częścią tej małej społeczności nastoletnich fanów horrorów. I pod wieloma względami to było spełnienie marzeń: grupa przyjaciół o wspólnych, być może nietypowych, zainteresowaniach. Dorastając w małym mieście, nie miałam szczęścia spotkać osób, które podzielałyby moją miłość do strasznych historii, wampirów i wilkołaków, wszystkiego, co mroczne i groźne. Dopiero w liceum, w innej miejscowości, poznałam rówieśników, którzy czytali Lovecrafta i Kinga, Rice i Gaskell. Do tego czasu przyjaźniłam się z członkami Stowarzyszenia, pisząc historie, które mogłabym przedstawić na jednym ze spotkań wokół ogniska. I w zasadzie z tego nie wyrosłam – wciąż marzy mi się bycie członkinią Stowarzyszenia Ciemności.

Dlatego też z uwagą śledziłam informacje o planowanym reboocie lub kontynuacji serii. Nickelodeon początkowo ogłosił, że Czy boisz się ciemności? powraca w formie filmu kinowego, później jednak zdecydował się na trzyodcinkową miniserię, która miała premierę w październiku tego roku. Pierwszy odcinek można wciąż obejrzeć na oficjalnym kanale na YouTubie. Wydaje się, że serial powstał z materiału filmowego. Walory produkcyjne wskazują jednoznacznie, że to, co oglądamy, kręcone było jako film, a później zmontowane w serię telewizyjną. Generalnie bardzo podobała mi się nowa odsłona serii, trudno jednak nie dostrzec pewnych niezręczności właśnie na poziomie produkcji, głównie pod względem stopniowania napięcia.

Pierwszy odcinek jest zdecydowanie najlepszy. Poznajemy Rachel (Lyliana Wray), nastolatkę, która wraz z matką przeprowadza się do nowego miasta. Rachel jest raczej wycofana, z trudem nawiązuje kontakty, a jej matka ma nadzieję, że nowy start ułatwi dziewczynie znalezienie przyjaciół. Przez większość czasu Rachel po prostu rysuje. Tworzy pełne grozy obrazy bazujące na jej koszmarach. Przyciąga to uwagę Grahama (Jeremy Ray Taylor), wielkiego fana horrorów. Wkrótce Rachel zaczyna dostawać tajemnicze listy opieczętowane znakiem Stowarzyszenia Ciemności. Zostaje zaproszona na inicjację – ma przygotować opowieść, która zmrozi wszystkim krew w żyłach. Dziewczyna sięga więc do swoich lęków i snuje Opowieść o Panu Cylindrze i Cyrku Grozy. Zyskuje aprobatę Stowarzyszenia i poznaje jego członków: cheerleaderkę Louise (Tamara Smart), Akiko (Miya Cech), która sama kręci niskobudżetowe horrory, szkolnego przystojniaka Gavina (Sam Ash Arnalod) i oczywiście Grahama. Wydaje się, że pierwszy raz Rachel zdobędzie prawdziwych przyjaciół. I wtedy Cyrk Grozy przybywa do miasta i dzieci zaczynają znikać. Dokładnie tak jak w opowiadaniu naszej bohaterki.

Miniseria nawiązuje do metanarracyjnego wymiaru siódmego sezonu i The Tale of Silver Sight. Po raz kolejny Stowarzyszenie Ciemności musi stanąć do walki z potworem, którego wcześniej znało tylko ze strasznych historii przy ognisku, a Rachel musi zmierzyć się z własną przeszłością. Nietrudno zgadnąć, że podoba mi się to przemieszanie fikcji i rzeczywistości w świecie przedstawionym. Ciekawie jest patrzeć, jak bohaterowie wykorzystują swoją wiedzę. To też marzenie każdego małoletniego fana horrorów: ocalić wszystkich, będąc ekspertem od sił ciemności, i udowodnić, że ekscentryczne hobby to nie tylko strata czasu. Dzięki temu też jedna spójna fabuła rozciąga się na trzy odcinki, co ma więcej sensu w przypadku miniserii niż trzy odrębne historie. I ostatecznie dostajemy też w pierwszym epizodzie klasyczną opowieść przy ognisku, tradycyjna formuła serii zostaje tym samym również uhonorowana.

Gra aktorska dzieci i dorosłych parokrotnie stoi na lepszym poziomie niż w oryginalnej serii. Widać, że w projekt zaangażowano dużo talentów. Szczególna uwaga należy się jednak Rafaelowi Casalowi w roli Pana Cylindra (Mr Tophat), charyzmatycznego wodzireja Cyrku Grozy. Przez pierwsze dwa odcinki Pan Cylinder urasta do miana makiawelicznego, aczkolwiek nieodparcie pociągającego, monstrum w rodzaju Doktora Vinka. Każda scena z nim jest porywająca. Jest pełen manieryzmów, na granicy ekstrawagancji i obłędu, z trudem można przewidzieć, co za chwilę zrobi – rozbawi czy rzuci na pożarcie skorpionom? Fraza, którą kwituje wszystkie potworności – To część przedstawienia! – nabiera złowieszczego wymiaru, kiedy tracimy pewność, czy kolejne potwory to tylko maski i efekty specjalne, czy też naprawdę coś czyha na nas w ciemnościach. I oczywiście nie zabrakło ikonicznych dla tej serii strasznych klaunów. Od czasu The Tale of Laugh in the Dark, jednego z pierwszych odcinków, który ustalił renomę oryginalnej serii, klauny stały się niemal wizytówką Czy boisz się ciemności?, a Casal zdecydowanie spisał się w tej roli, podobno napisanej właśnie z myślą o nim.

Problem zaczyna się w ostatnim odcinku, kiedy poznajemy historie Pana Cylindra i Cyrku Grozy. Dwa pierwsze epizody mają rozmach filmu kinowego, finał jest znacznie bardziej telewizyjny, co znaczy, że wyprodukowany w mniejszej skali. Pan Cylinder wiele traci z charyzmy, zostaje ograniczony do roli potwora z danego odcinka, ot, jednego z wielu w paradzie monstrów, które przewinęły się przez serię. Ta niewspółmierność podbudowy i rozwiązania zdecydowanie odbija się na odbiorze serii. Można wręcz odnieść wrażenie, że zakończenie historii w zasadzie nie ma znaczenia, bo tak wiele uwagi włożono w jej konstruowanie, jakby twórcy mieli nadzieję, że dalej rozwinie się siłą rozpędu. Tak się jednak nie stało. Finał jest tylko powtórzeniem w mniejszej skali tego, co już widzieliśmy i co straszyło nas wcześniej. Zabrakło elementu zaskoczenia. Wciąż jest to dobrze opowiedziana historia, ale dwa pierwsze odcinki podbiły oczekiwania, które potem nie zostały w pełni zaspokojone. W tym przypadku pada zarzut, że początek jest aż za dobry, co trudno potraktować jak wadę. Można też stwierdzić, że początkowo poznajemy Pana Cylindra poprzez wspomnienia, koszmary i wyobrażenia Rachel, a możliwe jest, że dziewczyna postrzega go straszniejszym, niż jest w rzeczywistości. Starcie z prawdziwym Panem Cylindrem jest tutaj zmierzeniem się z własnymi lękami, aby przekonać się, że rzeczywistość wcale nie jest taka straszna. Nie tego jednak oczekiwali widzowie.

Mocną stroną serii są aspekty wizualne. Projekt Cyrku Grozy to wymarzony horrorland każdego fana gatunku. Zapłaciłabym każde pieniądze za udział w przedstawieniu Pana Cylindra, doświadczenie świata, który wykreowano na potrzeby serii. Wszystko jest tam porywające, zestawienia kolorystyczne (biel, czerń, czerwień), kreatywne wykorzystanie kliszowych motywów (puste oczodoły za czarnymi szkłami okularów), stylizacja rodem ze świata Tima Burtona (kiedy kręcił jeszcze dobre filmy).

Równie kreatywnie potraktowano samo Stowarzyszenie Ciemności. Inicjacja Rachel nawiązuje do współczesnych horrorów, a listy, które dziewczyna otrzymuje wcześniej, do tradycyjnej, gotyckiej estetyki grozy. Pełno tu smaczków i odniesień do literackiej i kinowej klasyki grozy. Członkom Stowarzyszenia nie w głowie Piła czy Paranomal Activity, mają o wiele bardziej wyrafinowane gusta.

Reboot ukochanej serii z dzieciństwa to przyjemność, jakiej trudno sobie odmówić. Tym bardziej, że jest to udana produkcja, która jednocześnie składa hołd oryginalnej serii i rozwija ją w nowy i nieoczekiwany sposób. Mam nadzieję, że Nickelodeon zdecyduje się na kontynuację w postaci pełnowymiarowego serialu. Nigdy nie znudzi mi się słuchanie strasznych opowieści przy ognisku.

 

Tytuł: Czy boisz się ciemności?

Rok produkcji: 2019

Reżyseria: Dean Israelite

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *