Czemu nie możemy mieć dobrego filmu o lesbijkach, czyli „Nieposłuszne” (2017)

1

d1cac1ef2ae09d3310cb0019515d8c110faa27d6.jpg_1200x630

Jak na kameralny dramat o pożądaniu film Sebastiána Lelia jest zadziwiająco beznamiętny. Anglojęzyczny debiut reżysera w najlepszym razie można określić jako poprawny. Stanowi przy tym nieudaną ekranizację powieści Naomi Alderman. Dodatkowo ta poprawność wykonania jest tutaj wadą. Dzieło Lelia wygląda jak zrobione zgodnie z instrukcją z książki „Język filmowy dla niekumatych”. Brakuje niuansowania, niedopowiedzeń, pola do popisu dla odbiorcy, od którego nie wymaga się tu żadnego wysiłku, wszystko zostaje podane na tacy: nastroje, emocje, przesłanie. Emocjonalny wydźwięk każdej sceny jest kreowany przy użyciu chwytów rodem z powieści sentymentalnej: smutek to deszcz, radość to słońce, piosenka o tęsknocie za domem zabrzmi w odpowiednim momencie, Szekspir posłuży jako uniwersalne odwołanie dodające fałszywe poczucie głębi prezentowanym treściom, a na koniec mądry mężczyzna wyjaśni, o co w tym wszystkim chodziło. Twórcy traktują widza jak idiotę i to budzi niesmak. Film nie sprawdza się więc jako samodzielna produkcja w tej samej mierze, w jakiej zawodzi jako ekranizacja. Jednak jego największym grzechem są odstępstwa od książkowego pierwowzoru. Adaptacja nie musi być wierna, żeby była udana, ale scenariusz filmu wygląda jak przepuszczenie powieści Naomi Alderman przez seksistowskie i homofobiczne kalki i klisze kulturowe. Lelio zrezygnował ze wszystkiego, co czyniło Nieposłuszeństwo wyjątkowym i interesującym, i zastąpił nietypowe rozwiązania kinowym dziedzictwem homofobicznej cenzury. W efekcie mamy po prostu kolejny film o smutnych lesbijkach, którego jedyną zaletą jest scena erotyczna. Przynajmniej przy jej wykonaniu twórcy uniknęli pokusy pornografizacji kobiecego seksu. Ale to niewiele. I nadal uważam, że dobrze jest go obejrzeć – chociażby po to, aby wiedzieć, jak nie robić filmów o lesbijkach. Zamiast opowieści o tożsamości mamy kiepsko rozegrany romans, zamiast opowieści o kobietach – dramat jednego mężczyzny, zamiast wciągającej historii – rozwleczone, nudne, sztampowe ujęcia.

O czym jest film Lelia? Ronnit Krushka mieszka w Nowym Jorku i zajmuje się fotografią artystyczną. Jest typową przedstawicielką współczesnej bohemy: pije, pali i uprawia niezobowiązujący seks z mężczyznami poznanymi w barach. Wiadomość o śmierci ojca, szanowanego rabina w społeczności ortodoksyjnych londyńskich Żydów, zmusza ją do powrotu do domu swojego dzieciństwa, na łono społeczności, od której uciekła aż za Atlantyk. Zatrzymuje się w domu Dovida, ucznia jej ojca i jego następcy. Okazuje się, że Dovid poślubił Esti, przyjaciółkę Ronnit z dzieciństwa, jej pierwszą kochankę. Lesbijka Esti wybrała życie w społeczności, w której nie może być sobą. Zdecydowała się na konformizm. Ostatecznie związek kobiety z Ronnit odżywa, co stawia jej małżeństwo z Dovidem pod znakiem zapytania. Odwołanie do Otella wprowadza napięcie związane z morderczą zazdrością. Jak rozwiąże się problem miłosnego trójkąta? Dovid wygłasza mowę na uroczystości ku czci rabina, skierowaną nie tyle do wspólnoty, co do jego żony.

O czym jest powieść Alderman? Ronnit Krushka mieszka w Nowym Jorku, gdzie pracuje jako księgowa przy międzynarodowych transakcjach. Jest Żydówką, pije, pali, ma romans ze swoim żonatym przełożonym, również Żydem, nie zawsze je koszernie i nie do końca przestrzega szabatu. Na wieść o śmierci ojca, szanowanego rabina w społeczności ortodoksyjnych Żydów w Londynie, długo waha się, co właściwie powinna zrobić, bo wie, że nie jest tam mile widziana. Ostatecznie wraca, aby zabrać świeczniki szabasowe swojej matki, jedyną pamiątkę, na której jej zależy. Początkowo robi wszystko, aby nie antagonizować społeczności, ale niezbyt jej to wychodzi. W tym samym czasie jej kuzyn Dovid zostaje niemal namaszczony na następcę rabina Krushki, chociaż nie jest zainteresowany tą pozycją. Jego żona Esti, dawna kochanka Ronnit, zmaga się z uczuciami, jakie wzbudza w niej powrót kobiety. David kocha swoją żonę, ale wie, że jego uczucie jest nieodwzajemnione. We trójkę rzucają wyzwanie wspólnocie, w której żyją, domagając się, aby zaakceptowała ich takimi, jakimi są: nieheteroseksualną kobietą, nieortodoksyjną Żydówką i nieudanym rabinem. Esti przemawia na uroczystości ku czci rabina, wyjawiając swoje sekrety, bo wie, że nie zrobiła nic, czego powinna się wstydzić, bo tożsamość to nie grzech. Zapoczątkowuje zmianę. Niewielką, subtelną, trudną do uchwycenia, ale na tyle znaczącą, że warto było napisać o niej powieść.

Rachel_Weisz_Rachel_McAdams_Alessandro_Nivola

Film wpisuje bohaterki w klisze wyrosłe z epoki cenzury filmowej Kodeksu Haysa i przedstawia je jako nieszczęśliwe, zagubione i seksualnie sfrustrowane kobiety. Ronnit wielokrotnie jest pytana, czy to niespokojne życie w Nowym Jorku ją uszczęśliwia. Im bardziej zapewnia, że tak jest, tym mniej wiarygodnie to brzmi. Jej tęsknota za domem jest podkreślona przez szereg znaczących drobiazgów, jak np. pochłanianie koszernego jedzenia w dzielnicy swojego dzieciństwa czy tekst piosenki, której słucha w domu ojca. Ronnit czuje, że wróciła do domu, za którym tęskniła. Czegoś jej jednak brakowało. Gra aktorska Rachel Weisz również przyczynia się do takiej interpretacji – jest stłumiona, niemal senna, neurasteniczna, czy wręcz: somnambuliczna. Aktorka nie otwiera do końca oczu i nie domyka ust, przybierając wyraz twarzy osoby ostentacyjnie cierpiącej w milczeniu. Częściowo chowa się za aparatem fotograficznym. Na tym tle rola Rachel McAdams jako Esti wypada niemal popisowo, nawet jeśli jej postać osadzona jest na przeciwstawnej szali spektrum kobiecego nieszczęścia – seksualnie sfrustrowanej, poświęcającej się kobiety. Esti przynajmniej ma coś do powiedzenia, a nie tylko snuje się po dzielnicy z nieprzytomnym wyrazem twarzy. Spokojnie można stwierdzić, że McAdams ukradła ten film Weisz. Nie zmienia to faktu, że zamiast pełnokrwistych postaci z powieści Alderman mamy do czynienia ze stereotypem smutnych lesbijek. Tym razem koszernych. Najbardziej homofobiczny z całego filmu jest moment, kiedy dowiadujemy się, że Ronnit, która wyjechała z Hendon z powodu swojej orientacji seksualnej, nie nawiązuje relacji z kobietami. Jej jedyną kochanką była Esti. W ten sposób biseksualność bohaterki staje się czymś partykularnym, przypadkowym, odskocznią od normy, osadzoną w ramach „tego jednego, wyjątkowego, romansu”. Z pewnością nie jest częścią jej tożsamości. Sama Alderman dość dobrze podsumowuje takie homofobiczne i seksistowskie wyobrażenie o seksualności Ronnit w swojej powieści:

Esti miała minę, jakby za chwilę miała się rozpłakać, co mnie rozzłościło, bo czy, na litość boską, spodziewała się, że nie powiem, o czym obie od dawna wiemy? A może wyobrażała sobie, iż zostanie moją jedyną po wieczne czasy i że wszystkie te lata przeżyłam w stanie uśpienia, w którym ona najwyraźniej się pogrążyła? (s.98).

Ponieważ patriarchat nie jest problemem tylko jednej płci, postać Dovida też przeszła transformację. Alderman nie pozostawia wątpliwości, że uczeń rabina jest taką samą ofiarą systemu społecznego jak Esti i Ronnit. Przytłaczają go oczekiwania, jakie stawia mu społeczność, ale nie potrafi im się przeciwstawić. W przeciwieństwie do Esti nie podejmuje nawet świadomej decyzji odżegnania się od tego, kim jest, bo nie zastanawiał się nawet nad własną tożsamością. Niemałym zaskoczeniem jest jego akceptacja dziwnej ekonomii pożądania, jaka rozgrywa się w jego domu: on kocha Esti, Esti kocha Ronnit, Ronnit nie kocha nikogo. Powieść Alderman nie jest romansem, nie ma nawet romantycznego wątku.I nie ma w niej miejsca na odniesienia do Otella. Filmowy Dovid jest tym wszystkim, czym być nie powinien: charyzmatycznym następcą wielkiego rabina, który zmaga się z własną zazdrością o żonę, a jego duchowe rozterki rozgrywają się w odniesieniu do opinii publicznej i tego, czy kocha Esti dość mocno, aby dać jej wolność. Transformacja tej postaci zmienia Nieposłuszeństwo w Nieposłuszne: przenosi zagadnienia tożsamości z dyskursu publicznego w prywatną przestrzeń miłosnego trójkąta. I na tym polega zdrada, jakiej Lelio dopuścił się względem powieści Alderman. Ponadto odebrał końcową mowę postaci kobiecej i oddał ją męskiej, bo przecież męskocentryczne zakończenie jest dokładnie tym, czego oczekuje się w filmie o lesbijkach.

352x500

Nieposłuszne w zadziwiający sposób łączy dbałość o szczegóły z bezrefleksyjnym przetwarzaniem najgorszych filmowych klisz. Postaci są wyraziste, a zarysowane pomiędzy nimi napięcie, chociaż banalne, wybrzmiewa w całym filmie, począwszy od pierwszej interakcji Ronnit z Dovidem. Fascynujące jest obserwowanie drobnych, kompulsywnych zachowań bohaterów, jak urywanie zdania w pół słowa w wykonaniu Dovida (Alessandro Nivola) czy nieustanne poprawianie włosów przez Ronnit. Pewnego rodzaju autofiksacja sugerowana przez te gesty znowu prowadzi nas w kierunku rozważań o tożsamości, a zwłaszcza jej ekspresji. Ronnit obnosi swoje włosy w społeczności, w której kobiety je zakrywają. Problemem filmu Lelia jest jednak to, że każdy kompromis pomiędzy autoekspresją a przystaniem na oczekiwania społeczności (nieuchronna konsekwencja życia we wspólnocie) określa mianem konformizmu i bezlitośnie potępia wszelkie jego przejawy, nazywając je tchórzostwem. W jego wizji nie tyle Hendon jest winne homofobii, ile Esti jest sama sobie winna, że tam została. Ostatecznie powstaje więc film sprawnie operujący rzemiosłem, ale pozbawiony treści. Pomimo zestawienia ze sobą jednostki i wspólnoty, nowoczesności i tradycji, autoekspresji i konformizmu reżyser nie ma nic do powiedzenia. Nie tylko nic nowego, ale nic w ogóle. Im sprawniej nakręcone są sceny pod względem technicznym, tym wyraźniej widać, że film jest zasadniczo o niczym. Brak w nim nawet wewnętrznego komentarza w postaci oprawy muzycznej. Pod wieloma względami sprawia wrażenie przezroczystego. Lelio nie pogłębia charakterystyki postaci, nie wnika w relacje pomiędzy nimi i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, skąd w tak sztampowym filmie dość ciekawa scena erotyczna, która jako jedyna stanowi świadectwo głębszych emocji czy też sugeruje istnienie jakichś nieodkrytych psychologicznych głębi bohaterek. Scena erotyczna niesie ze sobą niemal sadomasochistyczny podtekst, co sytuuje film Lelia pomiędzy takimi świetnymi tytułami jak Duke of Burgundy (2014) i Handmaiden (2016), znakomitymi przykładami kina lesbijskiego, przy których Nieposłuszne wypadają jeszcze słabiej.

Nieposłuszne nie jest po prostu złym filmem. W zasadzie jest jeszcze gorzej, bo to film nijaki. Najbardziej zatrważa bezrefleksyjne powielanie filmowych stereotypów na temat kobiecej homoseksualności. W filmie rozbrzmiewają echa histerycznych lesbijek z kina lat 50. i 60., nieco stłumione dzięki zmianom obyczajowym ostatniego półwiecza, ale wciąż pokutujące na obrzeżach kulturowej świadomości. Można tylko żałować, że film z taką obsadą został zmarnowany na powtarzanie stereotypu smutnych lesbijek, i zastanawiać się, kiedy miłość między kobietami przestanie być w kinie największą tragedią, jaką można sobie wyobrazić.

Tytuł: Nieposłuszne

Reżyseria: Sebastián Lelio

Scenariusz: Sebastián Lelio, Rebecca Lenkiewicz

Premiera: 2017

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

1 komentarz

Odpowiedz