Czarne narcyzy – Katarzyna Puzyńska

1

1Dawno, dawno temu żonę drwala opętał diabeł. Żona zmarła i legenda głosi, że od tamtej pory drwal chodzi z siekierą po lesie i szuka diabła, by się na nim zemścić.  Dom szczęśliwego niegdyś małżeństwa uznano za przeklęty. Sto trzynaście lat później nieprzypadkowo ginie tam pewna młoda kobieta.

Katarzyna Puzyńska odwołuje się do lokalnej legendy i buduje na niej wielowątkową fabułę kryminalno-obyczajową, od której trudno się oderwać. Legenda, trzeba przyznać, jest fascynująca i przynosi dreszczyk emocji. To, co się dzieje wokół niej, także, więc czytelnik będzie ślizgał się po stronach jak po lodzie, byle tylko dotrzeć do sedna tajemnicy.

„Czarne narcyzy” to ósma część sagi o policjantach z Lipowa. Ale na szczęście jest to bez znaczenia, bo nawet jeśli czyta się Puzyńską pierwszy raz, czytelnik nie gubi się w nabudowanych przez siedem tomów historiach i relacjach pomiędzy bohaterami. Wszystko dzięki dobremu wyczuciu autorki i (zakładam, że również) redaktorki, a dokładniej – krótkim, maksymalnie kilkuzdaniowym, streszczeniom w momentach, kiedy czytelnik mógłby czuć się niepewnie co do kontekstu historii. Choć takie wstawki nie wyglądają zbyt elegancko, bo wyraźnie odstają od bieżącej narracji, to jednak ich obecność jest nieodzowna dla zrozumienia wszystkiego, co działo się w Lipowie, a co ma znaczenie dla obecnej fabuły.

Nie da się jednoznacznie stwierdzić, jakie jest nowe dzieło Puzyńskiej. Przede wszystkim liczy ponad sześćset stron, które czyta się niezwykle szybko. Odpowiadają za to prosty język, błyskawiczna akcja, szybkie dialogi, a w opisach przyglądanie się emocjom postaci, co zawsze bardzo mocno oddziałuje na czytelnika, który w amoku będzie pożerał stronę za stroną. Na taki stan rzeczy mają wpływ jeszcze dwie techniczne zagrywki, które Puzyńska opanowała do perfekcji.

Pierwsza to rzecz oczywista, jaka musi wystąpić w każdej porywającej opowieści – efektywne, a nawet efekciarskie kończenie rozdziałów. Puzyńska kończy niemal każdy – z osiemdziesięciu sześciu – wszelkimi możliwymi rewelacjami – przełomem w śledztwie, nowym problemem, szokującą poszlaką, groźbą śmierci etc.

Druga to zaprzężenie fabuły „Ukrytej prawdy” w dynamikę. Gwoli sprawiedliwości – mamy w „Czarnych narcyzach” dobrze skrojoną intrygę, dobrze poprowadzoną narrację i jest to dobry warsztatowo kryminał. Autorka jednak mimo tego postanawia szokować. Mniej więcej od połowy powieści mamy do czynienia z eksplozją problemów, jakich doświadczają bohaterowie. Jedna za drugą wychodzą z ukrycia rodzinne tajemnice, tajemnice tajemnic, a później jeszcze okazuje się, że tajemnice te to były kłamstwa, a tak naprawdę to… i tak dalej. Robi się z tego chaotyczna plątanina gwałtów, mordów, familijnych kłótni, nieudanych samobójstw, oszczerstw i – niech Bóg wybaczy – czego tam jeszcze. No przecież nic tak nie angażuje odbiorcy jak taka dawka szoku. Puzyńska wchodzi w to jak w masło. Dochodzą do tego jeszcze występujące na początku wybranych rozdziałów krótkie streszczenia tego, co się działo dwadzieścia stron wcześniej. W zasadzie nie byłoby w nich nic złego, gdyby autorka zdecydowała się wpleść je w fabułę z nieco większą precyzją i gdyby do złudzenia nie przypominały narracji TVN-owskich seriali paradokumentalnych.

„Czarne narcyzy” dają rozrywkę. Po prostu. Nie jest to typ kryminału, w którym znajdziemy głębsze przemyślenia o złej stronie ludzkiej natury. Nie, tutaj liczy się akcja, nie refleksja. Nie przeszkadza to autorce podejmować w rozlicznych wątkach uniwersalnych tematów takich jak miłość, poświęcenie, choroba czy gehenna dorastania. Puzyńska świadomie ubarwia tym fabułę, dodaje obyczajowy rys i osadza czytelnika w sielskim świecie Lipowa. Wszystko w tej powieści działa, jak należy. Zupełnie jak w chińskim zegarku, który po kilku miesiącach wymienia się na nowy.

 

Tytuł oryginalny: Czarne narcyzy

Autor: Katarzyna Puzyńska

Liczba stron: 640

Rok wydania: 2017

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Podziel się

O autorze

Ewa Jezierska

studentka kulturoznawstwa. Pasjonatka polskiej fantasy. Aktualnie mieszka w Warszawie, blisko nadwiślańskiej plaży, gdzie spędza swój czas wolny. Współpracuje z Księgarnią Warszawa oraz kolektywem fotograficznym Gęsia Skórka. Okazjonalna graczka Warcrafta i miłośniczka scrabbli.

1 komentarz

  1. Nie mogłam się od niej oderwać 😀 Podobnie miałam w ostatnim czasie tylko z „Prokuratorem” Pauliny Świst, który z racji, że jest dwa razy cieńszy, zafundował mi tylko jedną nieprzespaną noc 😉 Obie książki są rewelacyjne!

Odpowiedz