Co to znaczy być potworem, czyli „Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein” Kiersten White

Wiktor Frankenstein to potwór. Opętany ambicją i strachem posuwa się do niewyobrażalnych okropieństw: bezczeszczenia grobów, skupywania zwierzęcych szczątek i części ludzkich ciał od pospolitych rzezimieszków, a w końcu popełnia morderstwo. Wszystko po to, by zakończyć eksperyment, którego efekt odrzuci z obrzydzeniem.

Potwory takie jak Wiktor nie biorą się znikąd. Zawsze można wyśledzić ich mroczną historię, pełną zranionych rówieśników i martwych zwierząt. Wiktor był zamkniętym w sobie, samotnym dzieckiem. Więc rodzice kupili mu przyjaciółkę. I skoro przetrwanie Elizabeth zależało od Wiktora, dziewczynka robiła wszystko, aby ją zaakceptował. Nawet jeśli oznaczało to udział w jego makabrycznych zabawach. Znajdowała dla niego gniazda ptaków i nory zwierząt. Potem kryła przed rodziną jego występki wobec rodzeństwa i służby. W sumie osiągnęli doskonałe porozumienie. Naprawdę uważała, że są przyjaciółmi. Elizabeth zbyt późno zorientowała się, czemu pewni ludzie po prostu znikają z ich życia. Najpierw robiła wszystko, aby pomóc Wiktorowi, a teraz musi go powstrzymać.

Powieść Kiersten White to retelling Frankensteina Mary Wollstonecraft Shelley, napisany z punktu widzenia nieszczęsnej Elizabeth Lavenzy, ubogiej krewnej baronostwa Frankenstein. White postawiła sobie ambitny cel, bo dzieło Shelley to jeden z najważniejszych tekstów literackich w zachodniej kulturze. Frankenstein, czyli nowy Prometeusz dwa lata temu obchodził swoje dwusetne urodziny (napisany w 1816 roku, wydany w 1818). I jak słusznie zauważa White, ten tytuł wciąż elektryzuje wyobraźnię czytelników. Samo poczęcie Frankensteina – pamiętna noc w willi Diodati nad Jeziorem Genewskim, gdzie zebrali się najważniejsi romantyczni geniusze, tocząc literacki pojedynek, z którego zwycięsko wyszła ciężarna nastoletnia panna, dziecko słynnej pary anarchistów – stało się tematem licznych utworów.Frankenstein to nie tylko początek science fiction jako gatunku, ale także skoncentrowany romantyzm, duch epoki oddany na kartach powieści wraz z wszystkimi swoimi paradoksami, zmaganiami i fantazjami. Nie bez powodu autorstwo Frankensteina było kwestionowane, przypisywane Percy’emu Bushowi Shelleyowi czy Byronowi. Tak istotnej, błyskotliwej i wstrząsającej powieści nie mogła napisać nastolatka, prawda? Dziewczyną, którą największy angielski poeta kochał tak bardzo, że już wtedy nazywano ją „panią Shelley”, chociaż pierwsza żona Shelleya, Harriet, wciąż żyła, dogorywając z powodu choroby psychicznej, w którą wpędził ją swoimi wybrykami małżonek. Mary nie dość, że nie miała problemów z dotrzymaniem kroku romantykom w ich wyskokach, to jeszcze znacząco podniosła poprzeczkę, jeśli chodzi o ekscesy. Jak głosi legenda, swój związek z Shelleyem skonsumowała na grobie matki. Bo z nich wszystkich Mary Wollstonecraft Shelleybyła jedyną prawdziwą Gotką, a nie – jak Byron – pozerką. Innymi słowy – to Mary Wollstonecraft Shelley była romantycznym geniuszem. Jej towarzystwo mogło tylko marzyć, aby być tak bezkompromisowe jak ona. W odróżnieniu od Byrona i Shelleya Mary nie miała wiele do stracenia, bo nie chronił jej żaden przywilej, klasowy czy płciowy. Miała natomiast sporo do udowodnienia, będąc córką swojej matki, autorki Wołania o prawa kobiety (1792).

Chociaż Frankenstein opowiada – między innymi –o męskiej zazdrości o kobiecą zdolność do prokreacji (przy esencjonalnym ujmowaniu płciowości), postać Elizabeth Lavenzy nie odgrywa tam zbyt wielkiej roli. W pierwszym wydaniu powieści z 1818 roku Elizabeth jest siostrzenicą barona Frankensteina. Ojciec wysyła ją do krewnych, ponieważ zamierza się powtórnie ożenić, a nie chce, by Elizabeth dorastała pod opieką macochy (los, który spotkał Mary). W trzecim, poprawionym, wydaniu z 1831 roku baronostwo znajduje Elizabeth nad Jeziorem Como: jest sierotą, której matka zmarła, a ojciec – Włoch – zniknął, co odwoływało się oczywiście do sytuacji politycznej we Włoszech w tym okresie i czyniło z niej tragiczną postać, ofiarę wyzwoleńczych walk. W tej wersji Elizabeth i Wiktor nie są spokrewnieni, ale dorastają razem jak rodzeństwo. Ważniejsze od zawiłości fabularnych jest to, kim Elizabeth jest dla Wiktora, w końcu to z jego perspektywy poznajemy całą historię. Dla Wiktora Elizabeth jest ideałem kobiecości: młoda, piękna i oddana. Jest prewiktoriańskim Aniołem Domowego Ogniska, dalekim echem bohaterek gotyckich powieści. Niesie komfort i pocieszenie, wykonuje za Wiktora pracę emocjonalną, umiera, aby dać mu motywację do działania. Dopiero po jej śmierci Wiktor rozumie punkt widzenia monstrum, które stworzył, pojmuje, jak to jest być całkowicie osamotnionym. Nie znaczy to, że zaczyna rozumieć, iż sam jest potworem. Na to jest zbyt egocentryczny, a to wcale nie tak subtelny literacki przytyk do byronizmu czy też samego Byrona.

Kiersten White zna Frankensteina od deski do deski, a jej powieść pełna jest kurtuazyjnych ukłonów w stronę dzieła Mary Shelley. Jednocześnie autorka nie waha się przed wprowadzeniem zaskakujących zwrotów akcji, które rekonstruują powieść Shelley w sposób, co do którego mam wrażenie, że sama autorka by go zaaprobowała. Ostatecznie Mary Wollstonecraft Shelley doskonale wiedziała, co to znaczy być niedocenioną. Może postać Elizabeth była wyrazem frustracji autorki? Parodią tego, jak androcentryczna literatura traktuje kobiecość: przedmiotowo i użytkowo. Dla fabuły i Wiktoria Elizabeth jest tylko narzędziem. Dla White jest bohaterką.

Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein przedstawiają historię przemocy, jakiej zaznała tytułowa bohaterka. Najpierw skrzywdzona przez opiekunkę, a potem zamknięta w złotej klatce z psychopatycznym towarzyszem zabaw. Zbyt późno orientuje się, że poczynania Wiktora przestały być zabawą, a zaczęły zagrażać jej życiu. Powieść White to także historia przetrwania. Elizabeth obdarzona jest silnym instynktem samozachowawczym. To on pomógł jej przetrwać trudne dzieciństwo. Dziewczyna nie odejdzie bez walki. Ostatecznie jako wspólniczka Wiktora nauczyła się wielu rzeczy. Teraz sama jest niebezpieczna.

Oddanie głosu Elizabeth w pierwszoosobowej narracji daje nam wgląd w jej skomplikowany charakter. Jest sprytna i potrafi manipulować ludźmi. Nie waha się przed niczym dla osiągnięcia celu. A ten jest bardzo prosty: już nigdy nie zaznać biedy, upokorzenia i bezsilności. Prosty, ale nie tak łatwy do osiągnięcia dla kobiety – czy to dwieście lat temu, czy dzisiaj. Elizabeth pozbawiona jest nawet podstawowej broni w walce o niezależność, czyli edukacji. Jedynym wyjściem jest dla niej małżeństwo, jedynym kandydatem – Wiktor. Ten jednak nie chce żony, a przynajmniej nie takiej, której sam sobie nie stworzy. Elizabeth jest pod wieloma względami kreacją Wiktora: ubiera się w biel, bo to jego ulubiony kolor, zachowuje się tak, jak on chce, i nigdy nie zdradza swoich prawdziwych uczuć. Pozostaje niewinna, a więc niewzruszona.

Pierwsza połowa powieści powoli odkrywa przed czytelniczkami skomplikowane losy Elizabeth, jej balansowanie na granicy obłędu, pomiędzy światem czystego koszmaru a przetrwaniem. Nasza bohaterka prowadzi śledztwo w Ingolstadt ,po tym jak Wiktor przestał pisywać ze studiów do domu. Musi go odnaleźć i przypomnieć mu, że nie może żyć bez swojej Elizabeth. Pytanie brzmi: czy kiedy go odnajdzie i pozna jego sekrety, sama zdoła z nim żyć? To, że znamy sekret Wiktora, nie odejmuje nic z suspensu powieści White. Wprost przeciwnie, autorka umiejętnie wykorzystuje wiedzę czytelniczek do budowania napięcia. Świadomość, co czai się w mroku, który gęstnieje wokół bohaterki, sprawia, że czytamy Mroczne dzieje z zapartym tchem.

Powieść White wypełnia luki w pierwotnej narracji, dokładając kolejne warstwy znaczenia i interpretacji do i tak już bogatego kulturowego archiwum mitu Frankensteina. Pozostaję pod wrażeniem tego, jak swobodnie autorka porusza się w bogactwie znaczeń, w jakie obrosła powieść Shelley. Zasadniczo nic nie ubywa z pierwszej wersji powieści, a jednocześnie White stwarza o wiele większy i bogatszy w detale obraz.

Jako feministyczny retelling Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein nie tylko stanowią ważny głos w klasycznym dyskursie powieści na temat potworności, ale też dostarczają wciągającej opowieści o kobiecej (i nie tylko) solidarności, która pomaga przetrwać i uciec z przemocowych związków. Fakt, że sama Elizabeth kreowana jest przez pierwszą połowę powieści na antybohaterkę, dostarcza dodatkowego dreszczyku emocji. Nikt przecież się tego po niej nie spodziewał. Są jednak granice, których heroina nie przekroczy. To starcie pomiędzy antybohaterką a psychopatycznym antagonistą stwarza ciekawą dynamikę i doskonale ilustruje różnicę pomiędzy tymi typami postaci. White nie posuwa się do snucia morałów i rzetelnie przedstawia charakter przemocowego związku. Chociaż szybciej niż Elizabeth orientujemy się co do zagrożenia, jakie stwarza Wiktor, nie czujemy, że nasza bohaterka „powinna wiedzieć lepiej”. Elizabeth znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Jej motywacje i działania są w pełni zrozumiałe. White wchodzi w polemikę z androcentrycznym dyskursem na temat człowieczeństwa, jaki został naświetlony w Frankensteinie, poprzez dodanie unikatowego kobiecego głosu i przeformułowanie relacji pomiędzy postaciami. Nie, Wiktor nie był dobrym, zagubionym człowiekiem, obiecującym młodym mężczyzną, który miał przed sobą karierę, a jeden nierozważny „wybryk” pozbawił go przyszłości. Wiktor jest potworem. White konsekwentnie rozwija ten motyw. Z potworami się walczy, a nie je usprawiedliwia. I to jest lekcja, której przez ostatnie dwieście lat wciąż nie odrobiliśmy.

Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein to wyraz miłości: do Frankensteina, do Mary Shelley, do gotyku i romantyzmu, do samego snucia opowieści i do kobiet, które zawsze zasługują na więcej, niż dostają. Jest to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli licznych odsłon historii Frankensteina. Ale też dla wszystkich fanów wciągających fabuł, śledztwa w mrocznej atmosferze przesiąkniętego strachem miasta. White posiada niesamowity talent to kreowania nastroju, szczególnie w przypadku historii z dreszczykiem. Im więcej myślę o jej powieści, tym bardziej ją doceniam.

Autorka: Kiersten White

Tytuł: Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein

Tłumaczenie: Ryszard Oślizło

Wydawnictwo: Kobiece (seria Young)

Liczba stron 400

Rok wydania: 2019

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

komentarz

Pozostaw odpowiedź Grzegorz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *