Chwila z detektywem (Charles Bukowski, Szmira)

1

Szmira NOWA RGBCharles Bukowski. Bardzo nietuzinkowa postać, outsider w życiu i w pisaniu. Dla niektórych genialny twórca, dla innych sztuczny nudziarz. Dla mnie spotkanie z Bukowskim przeszło bez echa. Szmira (?)

Wstyd się przyznać, ale to było moje pierwsze spotkanie z Bukowskim vel Henrym Chinaskim. Spotkanie pierwsze i na tę chwilę ostatnie. Chyba że dorosnę do innych tekstów tego autora. Bukowski, zaliczany do Beat Generation, to swoisty outsider z powieści, które tworzył.  Cała narracja inspirowana jest jego życiem: alkoholem, seksem, biedą, ulicami pełnymi włóczęgów i życiowych nieudaczników. Sam wielokrotnie notowany przez amerykańską policję, zaliczany do spelunowych awanturników, z drugiej strony wiecznie poszukujący bliskości z drugim człowiekiem. Jego twórczość zaliczyć można do sprzeciwu narzuconym trendom w literaturze popularnej. Mocno odbiegając od ogólnych zasad pisania obowiązującej mody, stworzył książki oparte na poetyce języka mówionego.

Taka jest Szmira właśnie. Czyta się ją jak rozmowę dwóch życiowych popaprańców.  Książka to dziennik z jednej strony niezbyt rozgarniętego, z drugiej nad podziw dobrze chwytającego rzeczywistość detektywa Nicka Ballaine’a. To jakby notes, w którym pojawiają się przemyślenia śledczego. Wszystko to, o czym mógł pomyśleć albo o czym zapomniał. Pominę resztkę dnia i wieczór, nic ciekawego się nie działo, nie ma o czym gadać (s. 36). Albo: Nazajutrz w biurze oparłem nogi o biurko i zapaliłem dobre cygaro. Byłem zadowolony z siebie. Rozwiązałem sprawę. Straciłem dwoje klientów, ale rozwiązałem sprawę (s. 107). Notatki na tematy całkowicie trywialne albo dotyczące ciekawych przemyśleń egzystencjalnych. Jaki jest problem z tą książką? Otóż nie potrafię przypasować do niej żadnego stylu narracyjnego. Właściwie mogłabym napisać, że są w niej wszystkie możliwe style narracyjne. Co doprowadza do swoistej wściekłości odbiorcy i nienajlepszej opinii na temat opowieści. Przypuszczam, że o to właśnie Bukowskiemu chodziło. Co ciekawe, w narracji nie ma pewności, nie ma sensownej i rzeczowej diagnozy sytuacji.  Jest wielki znak zapytania, niedopowiedzenia. Mało tego! Mam wrażenie, że autor siedzi ze mną w pubie i zapytuje o pewne zdarzenia. Pali papierosa za papierosem i do końca nie jest pewien, co i jak z tą jego książką. Miażdżące.

Oczywiście Bukowski ma swoich fanów. Co oczywiście jest zrozumiałe.  Na pewno nie jest trywialny. Jest autentyczny. I bardzo męczący. Narracja ograbiona z przymiotników może powodować zniechęcenie i złość, że zaczęło się czytać taką, a nie inną książkę. Dialogi też nie pomagają. Są puste, odarte z jakichkolwiek emocji. Właściwie przypominają brudnopis scenariusza telenoweli. Na przykład ten ze trony 125:

– Alfons?

– O nie, skądże znowu!

– Handlarz narkotyków?

– Nie, nie.

– Szkoda, potrzebuję kokainy.

– Sprzedaję Biblie, proszę pana.

– To obrzydliwe!

– Próbuję szerzyć Słowo Boże.

– Tylko nie próbuj pan szerzyć tego gówna tutaj!

– Jak pan chce.

– Chyba powiedziałem, jasno, kurwa, że nie chcę! […]

I jeszcze ten język, pełen wulgaryzmów. Pozbawiony jakiegokolwiek polotu. Rynsztokowy zapis rynsztokowych słów. Irytujące marnowanie prozy. Ale wielki szacun dla tych, którzy brną przez powieści Bukowskiego, i mało tego – odnajdują w nich przyjemność. Ja takowej nie znajduję. Nawet w ciekawym zleceniu Nicka Ballaine’a.

Ula Orlińska-Frymus

 

Autor: Charles Bukowski

Tytuł: Szmira

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Przełożył: Tomasz Mirkowicz

Miejsce: Warszawa

Rok: 2014

Liczba stron: 192

Podziel się

O autorze

Ula Orlińska-Frymus

doktorantka US, ukonczyła szkołę dla emigrantów w Izraelu oraz podyplomowe studium nauki o Holokauście na UW, autorka reportaży z Izraela i Japonii, zakochana w Harukim Murakamim, sushi i komiksach Rutu Modan. A przede wszystkim - mama Franka.

1 komentarz

  1. Bardzo zachęcająca notatka i żaden z zarzutów mnie nie zniechęca, choć nie wykluczam, że bym ten i ów podzieliła.
    „Irytujące marnowanie prozy.” Brzmi jak tytuł filmowy lub literacki (skojarzenia: … lekkość bytu, nieznośna lekkość bytu, dyskretny urok lumpenproletariatu…). Opinia intryguje, przynajmniej mnie.

Odpowiedz