Christiane V. Felscherinow, Sonja Vukovic – Christiane F. Życie mimo wszystko

3

christiane-f-zycie-mimo-wszystko-b-iext25186634Christiane F. Życie mimo wszystko to dalsze losy najpopularniejszej ćpunki, antybohaterki Niemiec lat 80 – Christiane Felscherinow. Dziennikarka „Die Welt” – Sonja Vukovic –  jako jedna z nielicznych otrzymała zgodę od Christiane na opublikowanie opowieści o jej życiu po Dworcu Zoo. Przeprowadziła z nią kilkaset wywiadów, spędziła kilka dni, a owocem jej pracy jest Życie mimo wszystko, które stanowi właściwie drugą częścią My dzieci z dworca Zoo. To szczere wyznanie, historia życia kobiety uzależnionej od narkotyków, alkoholu, kobiety po wielu przejściach, a co najważniejsze – kobiety, która żyje ze świadomością nadchodzącej śmierci.

Christiane Felscherinow w 1978 roku została najsławniejszą narkomanką w Europie za sprawą dwóch dokumentalistów z niemieckiej gazety „Stern”. Kai Hermann i Horst Rieck na fali gwałtownego wzrostu narkomanii wśród dzieci w Berlinie Zachodnim przeprowadzili serię wywiadów z młodocianą narkomanką, która stała się główną bohaterką (a właściwie antybohaterką) książki. Całą swoją pracę, historię ćpunów z Berlina, wydali jako powieść Wir Kinder vom Bahnhof Zoo, ( w Polsce – My dzieci z Dworca Zoo, wyd. 1987,1990 oraz 1997 roku). Historia w książce kończy się w momencie umieszczenia Christine na wsi, u babci. Po opublikowaniu książki główna bohaterka staje się najbogatszą narkomanką w Europie, bo publikacja długo nie schodzi z list bestsellerów wielu księgarni.  W roku 1980 pojawia się film pod tym samym tytułem, w której główną rolę gra Christiane.

Życie mimo wszystko  to autobiografia Christiane od momentu przymusowego osadzenia na wsi. Jest to autobiografia niezwykła z dwóch względów. Pierwszy to taki, że czytelnik zaznajomiony z Dziećmi z dworca przeżywa szok, kiedy okazuje się, że antybohaterka nadal jest uzależniona (od paru lat na terapii na metatonie), a może inaczej – wciąż żyje, a drugi: jest gdzieś tam ukryty pierwiastek współczucia dla kobiety, której nikt i nic nie było w stanie pomóc, nawet ona sama. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Przede wszystkim przez język jakim operuje narratorka. W tym przypadku wszystko, co mówi Christiane, zapisuje dziennikarka, i trzeba przyznać, że nie ingeruje w wypowiedzi bohaterki, doskonale widać, że nauka narkomanki zakończyła się gdzieś w okolicach 7 klasy szkoły podstawowej. Język opowiadający o życiu jest nieskomplikowany, można powiedzieć, że każdy, kto wykaże najmniejsze zainteresowanie książką, przeczyta ją bez problemu w dwa wieczory.

Trochę niebezpieczna jest ta opowieść. Tak właściwie, życie jakie miała Christiane może pokusić niejednego nastolatka, pod warunkiem, że napisze się o nim książkę, oczywiście. To lekkie moje żachnięcie się, bo szokująco się czyta o tym, że narkomanka, właściwie już z samego dna, podróżuje samolotami do USA, do Szwajcarii, do Grecji. A kogo spotyka, z kim jada? W życiu Christiane przewijają się Dawid Bowie (Christiane towarzyszyła mu podczas pisania piosenki Let’s Dance!, chłopaki z AC/DC, Cosma Shiva Hagen. W Szwajcarii jada obiady z Patrickiem Suskindem („Pachnidło”) oraz Federiciem Fellinim. Nie lubi książek Durrenmatta, ale mówi do niego „papa Durrenmatt”. W głowie się nie mieści, prawda? Właściwie życie ma całkiem przyjemne, szczególnie w Grecji – w komunie ćpunów. Co jakiś czas potrafi zerwać z nałogiem, aby do niego wrócić z podwójną siłą ( na wielu kartach książki znajdziemy tezę, że Christiane kilkakrotnie usłyszała opinię, że dawki, które przyjmuje potrafią zabić trzy dorosłe osoby). Ma kilku mężczyzn, kilkakrotnie poddaje się zabiegowi aborcji, co w jej przypadku okazuje się rozwiązaniem jedynym. W końcu w wieku 32 lat zachodzi w kolejną ciążę z niejakim Sebastianem. Rodzi Phillipa, nadal ćpa i tylko „trochę się prostytuuje”, ale matką jest prawidłową. Przynajmniej tak dowiadujemy się z książki. Gdy jej synek ma 12 lat, zostaje przeniesiony do rodziny zastępczej, a Christina może się z nim spotykać co dwa tygodnie. Tak już zostaje. W tym wszystkim dużo jest dramatyzmu (porwania, więzienia, narkotyki, narkotyki i jeszcze raz narkotyki).

Tylko nie wiem jak to odczytywać. Czy ma mi być żal Christiane czy Phillipa? Dziecka na pewno. Myślę, że niebawem chłopak napisze kolejną część historii o swojej matce – antybohaterce Niemiec lat 80. On ją osądzi. Wypowie się za wszystkich dziennikarzy i opinię publiczną, która wciąż regularnie uśmierca Christiane. Mama Phillipa, choć ciężko chora (niedługo jej wątroba przestanie pracować), uzależniona od alkoholu, leków – na przekór wszystkim żyje. I o tym właśnie opowiada. Tak po prostu.

 Ula Orlińska-Frymus

Autor: Christiane V. Felscherinow i Sonja Vukovic

Tytuł: Christiane F. Życie mimo wszystko

Tłumaczenie: Jacek Giszczak

Wydawnictwo: Iskry

Rok: 2014

Liczba stron: 300

Podziel się

O autorze

Ula Orlińska-Frymus

doktorantka US, ukonczyła szkołę dla emigrantów w Izraelu oraz podyplomowe studium nauki o Holokauście na UW, autorka reportaży z Izraela i Japonii, zakochana w Harukim Murakamim, sushi i komiksach Rutu Modan. A przede wszystkim - mama Franka.

3 komentarze

  1. Nie wiedziałam, że ma powstac „kontynuacja” Dzieci z dworca ZOO więc kiedy zobaczyłam w empiku tę książkę aż nie mogłam uwierzyc. Książka ta niesamowicie zadomowiła się w mojej podświadomości. Otworzyła mi oczy na sprawy o których wcześniej miałam tylko jako takie pojęcie. Chciałabym jak najszybciej przeczytac „Życie mimo wszystko”.

  2. Pani, która napisała recenzję po prostu nigdy nie miała kontaktu ze środowiskiem. Łatwo jest ocenić z perspektywy „normalnego” życia. Książka pokazuje według mnie, co się dzieje, kiedy człowiek z zaburzeniami osobowości, deficytami, zamiast konfrontować się, zaczyna się znieczulać. Christiane opowiada jak nastolatka, ma poglądy jakby zatrzymała się w wieku 14 lat. Nigdy nie walczyła z traumą, tylko chciała być z kimś, z kimkolwiek. Nie dorosła. Mam wrażenie, że ludzie oceniają jej życie, bo sami umieliby wybrnąć z wielu sytuacji, w których ona poległa. Ale emocjonalnie ta kobieta jest dzieckiem. A gdyby spróbować analizować jej życie z tej perspektywy, trochę mniej mieszczańsko? Bardzo poruszające.

Odpowiedz