Cenobici w Gotham – recenzja komiksu „Batman Metal #1: Mroczne dni”

Przez długi czas ludzkość była przekonana, że nasz świat składa się z materii, choć dokładniejszy jej opis był historycznie zmienny. Stosunkowo niedawno okazało się, że to nie do końca prawda, bo obok materii istnieje też antymateria. Jakby tego było mało, kolejne ustalenia wykazały istnienie ciemnej materii, niebędącej ani materią per se, ani antymaterią. Okazało się również, że procentowy udział materii w Kosmosie jest znacznie mniejszy, niż się spodziewaliśmy. Z tych uproszczonych tu przeze mnie nowinek fizyki cząsteczkowej inspirację zaczerpnął Scott Snyder, tworząc Batman Metal (w oryginale Dark Nights Metal). Oczywiście Snyder też sprawę upraszcza i wykorzystuje na potrzeby fabuły: oto obok multiwersum, jakie znamy z DC, i wszystkich jego „kryzysów” istnieje również mroczne uniwersum – miejsce raczej nieprzyjemne, gdzie wszystko, co znamy, pojawia się w mrocznej, powykręcanej formie. I owo mroczne uniwersum, za sprawą Barbatosa, demonicznego odpowiednika Batmana o najwyraźniej boskiej mocy (choć niewiele jeszcze o nim wiadomo), próbuje się dostać na Ziemię, by przegnać z niej światłość i włączyć do mrocznych włości.

Inwazję umożliwiają nietypowe metale, obecne na naszej planecie. Choć bywały wykorzystywane przez superbohaterów do obrony Ziemi, teraz posłużyć mogą za łączniki pomiędzy naszym i mrocznym uniwersum. Na trop tych niepokojących wydarzeń trafił Batman i uznał je za tak istotne, by… nie podzielić się nimi z przyjaciółmi z Ligi Sprawiedliwości. Dlatego pierwsza część Batman Metal to z jednej strony podejmowane przez Justice League próby dowiedzenia się, co jest grane, i uporczywe działania Batmana, by zachować swoją tajemnicę, z drugiej strony obraz chaosu i rozpaczy, jakie zapanowały po tym, gdy mieszkańcy mrocznego uniwersum przedostali się do Gotham, a Batman zniknął.

Pod względem fabularnym Mroczne dni nie wypadają przekonująco. Wydaje się, że Snyder niepotrzebnie zmienił strukturę całego wszechświata, dokładając kolejną cegiełkę do konstrukcji, która zawsze, prędzej czy później, okazuje się kolosem na glinianych nogach (pokazują to wszelkie Kryzysy i restarty). Nawet jeśli taki zabieg służy chwilowej rozrywce (bo pozwala wprowadzić zagrożenie „na niespotykaną dotychczas skalę”), później rodzi wiele problemów ze spójnością całego wszechświata. Zresztą odstawiając na bok tę kwestię i ograniczając się do samego Batman Metal, sam nie jestem do tego scenariusza przekonany. Wydaje się bardzo wymuszony i poprowadzony w sposób chaotyczny. Oczywiście chaos jest też przedmiotem przedstawienia, więc można to tłumaczyć tak, że dezorganizacja opowieści imituje dezorganizację świata (a przynajmniej Gotham), i wszystko się zgadza. Tylko nie przekonuje. Pozwalam sobie jednak zachować dużą powściągliwość przed ostateczną opinią, bo mamy tu dopiero pierwszy tom. A fakt, że mimo wszystko chętnie sięgnę po kolejne, świadczy o pewnym potencjale serii.

Jest jednak w Batman Metal coś, co sprawia, że powinniście bezapelacyjnie do niego zajrzeć. To projekty postaci. Ilustracje w całym tomie są dobre, choć zróżnicowane, ponieważ nad poszczególnymi zeszytami pracowali inni artyści. Ale projekty postaci, które z mrocznego uniwersum przedostają się do Gotham, są mistrzostwem świata. Wyglądają jak skrzyżowanie członków Ligi Sprawiedliwości z Batmanem – które zrobił Clive Barker. Gdyby Cenobici pojawili się w DC, tak musieliby wyglądać. Dodatkowo mamy pewne modyfikacje postaci znanych nam z „naszego” uniwersum, które w jakiś sposób ulegają skażeniu przez Barbatosa. Tu tytułowy „metal” wybrzmiewa mniej jak określenie materii, bardziej zaś jak odniesienie do gatunku muzycznego. Chcecie zobaczyć, jak wyglądałby Riddler skrzyżowany z Kingiem Diamondem? Zajrzyjcie do środka.

Mamy więc komiks, który przede wszystkim dobrze wygląda. To za mało, by mówić o sukcesie, choć wystarczająco, by w jakiś sposób zapaść w pamięć. Mam nadzieję, że kolejne tomy wypadną lepiej pod względem fabularnym i ocena całości będzie lepsza niż początku.

Aleksander Krukowski

Scenariusz: Scott Snyder, James Tynion IV
Rysunki: Jim Lee, Andy Kubert, John Romita Jr., Greg Capullo
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2019
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 17,0×26,0 cm
Stron: 232
Cena: 79,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328141483

About the author
Aleksander Krukowski
Literaturoznawca, krytyk literacki i tłumacz. Wytrwały recenzent książek i komiksów, publikujący w różnych zakątkach internetu. Fan Granta Morrisona, Alana Moore'a, Warrena Ellisa i Neila Gaimana, chętnie sięgający po komiksy spoza swojej strefy komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *