„Call Me by Your Name”. Powieść André Acimana, film Luki Guadagnina

0

613636-352x500Powieść André Acimana to fragment życia zatopiony w bursztynie, wspomnienie jednego lata, przechowywane jako wieczne hic et nunc. To historia o dorastaniu i o pierwszej miłości, ale przede wszystkim opowieść o pożądaniu w jego transcendentalnym wymiarze jako możliwości przekroczenia samotności przypisanej ludzkiej kondycji. Call Me by Your Name przedstawia pożądanie jako sposób bycia kimś więcej niż tylko sobą, klucz do stania się jednością z innym człowiekiem. To studium zakochania, tak wnikliwe, że nosi znamiona wiwisekcji. Pod wieloma względami jest to powieść kompatybilna z Fragmentami dyskursu miłosnego Rolanda Barthesa. Obrazuje bowiem to, co steoretyzował Barthes: trudność oddania doświadczenia pożądania w języku. Aby opowiedzieć o miłości i pożądaniu, Aciman odwołuje się do Heraklita i Bacha, literatury i muzyki, a przede wszystkim Włoch, z całym bogactwem queerowego dziedzictwa kulturowego tego kraju. Dziejąc się wszędzie i nigdzie, akcja Call Me by Your Name może mieć sens tylko we Włoszech, na gruncie grecko-rzymskiego dziedzictwa, na ziemi Achillesa i Patroklesa, wśród ciał modeli Praksytelesa. Podobnie jak zakochany Elio sygnalizuje swoje uczucia za pomocą muzyki i drobnych gestów, poprzez zaniechanie raczej niż zrobienie czegoś, Aciman opowiada nam o strukturze pożądania za pomocą kulturowych konotacji. Erudycja, jaką się posługuje, służy tak naprawdę uniknięciu mówienia wprost o tym, o czym chce powiedzieć. Nie bez powodu refrenem powieści jest stwierdzenie, że zakochany ma tylko dwie opcje: wyznać albo umrzeć.

Lata osiemdziesiąte, Riwiera Włoska. Do letniej willi zamieszkanej przez rodzinę profesora Perlmana przyjeżdża Oliver, student z Ameryki. Ma spędzić tam sześć tygodni, pracując razem z profesorem nad swoją książką. Elio, siedemnastoletni syn profesora, zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Oliver staje się obiektem jego pożądania, bohaterem dziennika prowadzonego przez Elia, nawiedza sny nastolatka. Pragnienie jest tak silne, potrzeba bliskości tak intensywna, że Elio więcej myśli o Oliverze niż o sobie. Pierwszoosobowa narracja powieści w pełni oddaje obsesyjny charakter tego, co odczuwa Elio. Aciman zdecydował się na ryzykowny krok, próbując imitować nastoletni styl, czy też właściwie stworzyć styl, który będzie można z miejsca zaklasyfikować jako nastoletni. Po pierwsze nie jest to łatwy do uchwycenia sposób myślenia i wypowiadania się, po drugie – jeśli uda się go właściwie oddać, może okazać się ciężkostrawny dla czytelnika. Narracja jest więc pretensjonalna i egotyczna, dokładnie taka, jaka powinna być u siedemnastoletniego intelektualisty, jak można określić Elia. Elio to dziecko na progu dorosłości, ktoś, kto wszystko już rozumie, ale na bardzo intuicyjnym poziomie, przez co nie jest zdolny do wyrażania siebie wprost. Nie powinno to jednak dziwić,  jako że oddaje się miłości, która nie śmie wymówić swojego imienia.

[…] and from that moment I knew that what mystified me and made me want to seek out his friendship, without ever hoping to find ways to dislike him, was larger than anything either of us could ever want from the other, larger and therefore better than his soul, my body or earth itself.

cmbyn-1

To powieść o rozpamiętywaniu. Każdy gest i słowo Olivera zostają rozebrane na czynniki pierwsze, przeanalizowane, rozbite na atomy. Elio mierzy afekt i obojętność każdej spędzonej razem sekundy, próbując zdecydować, co przeważa. Romans wydaje się równie nieuchronny, jak niemożliwy. Napięcie pomiędzy bohaterami narasta od pierwszej strony, ale niezwykle trudno jest przewidzieć, w jaki sposób imploduje. Czy zostanie wyrażone przez namiętność, czy przez akt przemocy. Zwłaszcza że często przemoc wpleciona jest w narracje queerowe, tworzone na użytek heteroodbiorców. Ale powieść Acimana jest bardziej życiowa niż konwencjonalna, w tym sensie, że nie dba o to, jak powinna mówić o pożądaniu. Być może wiele zmienia fakt, że obaj mężczyźni są Żydami, co stwarza pomiędzy nimi nić porozumienia, przekłada się na specyficzne poczucie solidarności i lojalności. Relacja pomiędzy Eliem i Oliverem pełna jest paradoksów: jest gwałtowna i łagodna jednocześnie, zmysłowa i intelektualna, cielesna i dosłowna, ale też eteryczna i nieuchwytna.

Jako opowieść o pożądaniu Call Me by Your Name pełna jest erotyki. Nie jest to jednak erotyka w ujęciu pornograficznym, przedstawiająca seks jako lepszy, niż jest w rzeczywistości. Seks w powieści Acimana nie jest nawet celem sam w sobie, chociaż wszystko, do czego dąży Elio, to znalezienie się w łóżku Olivera. Z tym że Elio nawet nie wie, czego tak naprawdę pragnie, kiedy pożąda. Jego bardzo dosłowne fantazje o byciu penetrowanym i wykorzystanym odsłaniają zupełnie inne potrzeby, które przez nie wyraża. Co więcej, Elio zna ten mechanizm, ale nie umie odnieść go do siebie. Powieść przedstawia więc kręte ścieżki pożądania, które, podobnie jak fantazja nadająca mu strukturę, nie może być odbierane dosłownie. Nie bez powodu patronem wydarzeń opisanych w książce jest Heraklit, piewca ukrytej natury rzeczy, paradoksalnej struktury rzeczywistości. Pożądanie nie zostaje więc zrównane z seksem. Seks Elio uprawia z Marzią, nie zmienia to jednak faktu, że pragnie Olivera. Call Me by Your Name uczy, że pożądanie jest czymś więcej niż seks. Seks, to coś, co robimy, ale pożądanie określa to, kim jesteśmy.

armie-hammer-timothee-chalamet-call-me-by-your-name-clip-01

Polskie wydanie nosi tytuł Tamte dni, tamte noce, co jest największą krzywdą, jaką można było wyrządzić książce Acimana. Polski tytuł sprowadza sens powieści do sentymentalnej wycieczki wspomnień, ignorując to, co oznacza miłosne wyznanie bohaterów. Nazywaj mnie swoim imieniem to prawdziwa deklaracja pożądania. Nie tylko oryginalny tytuł w subtelny, ale wyraźny sposób odwołuje się do tradycji literatury homoseksualnej, od Oscara Wilde’a po E.M. Forstera, ale też stanowi wyraz tego, czym jest odwzajemnione pożądanie, doświadczenie jedności z drugim człowiekiem, ten dziwny stan, kiedy nie wiesz, gdzie kończę się ja i gdzie zaczynasz się ty. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że przenikając siebie nawzajem i zmieniając siebie nawzajem, Elio i Oliver stają się tylko bardziej sobą, w żaden sposób nie rezygnują ze swojej indywidualności. Ta logika przepływu i zmiany mieści się tylko w presokratejskiej filozofii. Bardzo sprytnie została też oddana w strukturze powieści – ostatecznie bowiem Elia poznajemy przez Olivera. Od pierwszej strony obie postaci są ze sobą nierozerwalnie splecione.

O powieści Acimana stało się głośno za sprawą ekranizacji w reżyserii Luki Guadagnina, znanego chociażby z filmu Jestem miłością (2009). Bez wątpienia to najciekawszy i najdojrzalszy obraz w dotychczasowej karierze reżysera. Znacznie bardziej interesującym wkładem w produkcję jest jednak scenariusz Jamesa Ivory’ego, znanego ze swoich adaptacji filmowych powieści Henry’ego Jamesa i E.M. Forstera właśnie, w tym kultowego już Maurycego (1987). Ze względu na podeszły wiek Ivory’ego, Call Me by Your Name traktuje się jak podsumowanie znakomitego dorobku filmowca, scenarzysty i reżysera oraz jak sposób na rozliczenie się z własną tożsamością homoseksualnego mężczyzny. Pod wieloma względami Call Me by Your Name jest wszystkimi filmami Ivory’ego. Łączy w sobie włoskie pejzaże znane z Pokoju z widokiem (1985) z dojrzewaniem Maurycego do autoakceptacji i radości związanej z odczuwanym pożądaniem. Klimat filmowej adaptacji Call Me by Your Name przypomina niezwykle wyrazistą scenę z Pokoju z widokiem (1985), w której Freddy (Rupert Graves), George i wielebny Beebe kąpią się nago w leśnym jeziorze. Przełomowość tego ujęcia nie polegała tylko na pokazaniu męskiej nagości, ale też na queerowym podtekście. W Call Me by Your Name ta sama energia, swoboda, radość i celebracja cielesności i seksualności obecna jest w każdej scenie, ale już nie jako podtekst, lecz jako główny temat, tytuł, cała treść. Pod wieloma względami Call Me by Your Name to manifestacja rozwoju queerowej narracji w kinie. I tylko ktoś, kto stworzył Maurycego, mógł przenieść to na ekran właściwie.

Call-Me-By-Your-Name-1-1600x900-c-default

Nie znaczy to jednak, że film pozbawiony jest wkładu reżysera. Bez wątpienia jest to praca Guadagnina, wpisująca się w jego wcześniejszy dorobek i nosząca znamiona jego stylu. Pod wieloma względami filmowy krajobraz przypomina ten z Diarchii, krótkometrażowego filmu wyprodukowanego przez Guadagnina w 2010 roku. W tym sensie film stanowi bardzo udaną współpracę dwóch wybitnych twórców kina, a także udaną adaptację. Szczególna struktura powieści i użycie w niej pierwszoosobowej narracji nie czyniły z niej łatwego materiału do ekranizacji. Guadagnino posłużył się specyficznym językiem filmu, zastępując nim literackie narzędzia Acimana, aby osiągnąć ten sam efekt. Jednocześnie film jest na tyle różny od powieści, że stanowi w pełni samodzielne dzieło.

Powieść Acimana mówi o pożądaniu i o tym, jak zmienia nas doświadczenie miłości, rezonując w nas przez resztę życia. Film Guadagnina to historia o dorastaniu. Pożądanie zostało ujęte w nim w inny sposób, niemal jako trop kulturowy, przez odniesienia do filmów Bunuela w trakcie rozmowy, której nikt nie traktuje poważnie. Pożądanie jest tutaj kliszą, ale kliszą, bez której nie można się obyć. Początkowa dynamika relacji pomiędzy Eliem (Timothée Chalamet) i Oliverem (Armie Hammer) jest dziwna i niezręczna. Ich zachowanie oscyluje pomiędzy przyciąganiem i całkowitą obojętnością. Nastoletnia niezręczność Elia potęguje to wrażenie. Chalamet wiele z siebie daje w tej roli, doskonale pokazując sprzeczne emocje targające nastolatkiem, jego emocjonalną dojrzałość i brak doświadczenia. Sensualne i zmysłowe w filmie jest wszystko wokół bohaterów: skąpana w słońcu willa, owocowy sad, w którym gałęzie uginają się pod ciężarem owoców, przestronne wnętrza pełne przytulnych mebli, świeże włoskie jedzenie przyrządzane na oczach widzów. Dopiero na tym tle Elio i Oliver zaczynają erotyczną grę: nie zamykają drzwi oddzielających ich pokoje, przebierają się tak, aby ten drugi to widział, korzystając z upału, chodzą pół nago. Jednocześnie prowokują i dystansują się wobec tego, co nieuniknione i co nie ma prawa się zdarzyć. Torturują siebie nawzajem. Pod wieloma względami ten film to najdłuższa gra wstępna, jaką uchwycono na ekranie.

MV5BYjUyMjc4MDQtYmFiZS00MjEzLTkwZmYtMTQ5OGE5YjZlZWUxXkEyXkFqcGdeQXVyMjM4NTM5NDY@._V1_

Adaptacja rezygnuje z długiego zakończenia powieści, gdzie kochankowie spotykają się jeszcze kilka razy w ciągu życia. W filmie Guadagnina zakończenie romansu jest równie nieuniknione jak jego nawiązanie. Namiętność pomiędzy Eliem i Oliverem ma prawo wybuchnąć tak żywiołowo, ponieważ nie ma prawa trwać. Nie oznacza to, że złamane serce boli mniej. Koniec romansu znamionuje również zakończenie dzieciństwa Elia. Mężczyzna wchodzi w dorosłość ze złamanym sercem. I chociaż cały film jest hipnotyzującym doświadczeniem z pogranicza voyeryzmu, jego trzeci akt przynosi moment o najsilniejszym emocjonalnym rezonansie w odbiorcach w postaci monologu profesora Perlmana (Michael Stuhlbarg). Na najbardziej elementarnym poziomie monolog Perlmana stanowi manifestację akceptacji i bezwarunkowej miłości do syna. Jest skierowany w równej mierze do Elia, jak do odbiorców, którzy nigdy nie mieli okazji tego usłyszeć, a rozpaczliwie tego potrzebowali. Perlman mówi o zdolności do kochania bez strachu, całym sobą, i płaceniu za to wszystkim, czym się jest. Za prawdziwe doświadczenia – miłości czy pożądania – trzeba płacić w sposób, którego nie potrafimy przewidzieć, a czasem znieść. Elio ucieka od bólu, którego doświadcza, ale tym samym odmawia prawdy temu, co przeżył w ciągu lata. Dopiero ostatnia rozmowa telefoniczna z Oliverem uświadamia mu, że nie może już dłużej uciekać, nie może odmówić sobie ani bólu, ani radości, której wcześniej doznał, bo oba uczucia są ze sobą splecione tak, jak ich ciała łączyły się w uścisku.

Call Me by Your Name to słodko-gorzka opowieść o miłości i pożądaniu. To jednocześnie podsumowanie, czym było dotąd queerowe kino, jak i przebłysk tego, jak może ono wyglądać, gdy nie jest tworzone na użytek złaknionych gejowskiej martyrologii heteroodbiorców. Zarówno powieść, jak i film stanowią dwa wyraziste doświadczenia, chociaż każde w inny sposób wciąga odbiorców w intymność, jaką dzielą ze sobą Elio i Oliver. W obu przypadkach urzeka też zadziwiający brak cynizmu i szczerość, z jaką opowiedziana zostaje historia ich miłości. Bohaterowie nie boją się obnażyć swoich wad, nie wahają się śmiać sami z siebie i okazać bezbronności w relacji z drugim człowiekiem. Wyznać albo umrzeć tylko z pozoru brzmi jak dramatyczne podejście nastolatka.  Wyznać to zdać się na czyjąś łaskę, ale nie zrobić tego, to odmówić sobie nie tylko prawdy swojego uczucia, ale też możliwości stania się kimś w doświadczeniu związku z innym człowiekiem. Jeśli Call Me by Your Name czegoś nas uczy, to właśnie tego, że śmierć nigdy nie jest dobrą opcją.

tamte-dni-tamte-noce

Polska premiera powieści Tamte dni, tamte noce odbędzie się 12 stycznia. Premiera filmu pod tym samym tytułem zapowiedziana jest na 26 stycznia.

Autor: André Aciman

Tytuł: Tamte dni, tamte noce

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń

Wydawnictwo: Poradnia K

Rok wydania: 2018

Liczba stron: 256

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(rocznik 1988, Toruń) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Współautorka "Słownika fandomu i fanfiction". Pisze pracę doktorską poświęconą przemianom autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz