Azteckie święto obdzierania ze skóry

 

phu-nu-today-hien-te-nguoi-song-11Obchodzone w drugim miesiącu 365-dniowego roku Azteków święto Tlacaxipehualiztli, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „obdzieranie ze skóry”, budzi prawdziwą grozę wśród miłośników kultury azteckiej. Jego główne obrzędy skupiają się bowiem na bezlitosnym mordowaniu niewinnych ludzi i członkowaniu ich ciał. Patronem tego szaleństwa był bóg Xipe Totec – zainteresowanych odsyłam do pierwszego artykułu, poświęconego Tezcatlipoce. Dowiecie się z niego, że Xipe Totec to jeden z licznych pseudonimów tego boga. Kult Xipe Toteca przywędrował do Azteków znad wybrzeża Pacyfiku, siedziby Tlapaneków.
Prze rozpoczęciem uroczystości pomocnicy kapłanów przygotowywali wybranych jeńców na śmierć. O świcie w dniu składania ofiary do świątyni prowadzili ich wojownicy, którzy pojmali ich w czasie bitwy. Na szczycie piramidy kapłani wyrywali jeńcom serca, a ich ciała zrzucano po stopniach. U podnóża piramidy inni kapłani obdzierali je ze skóry, aby młodzieńcy mogli je na siebie włożyć. Stawali się wtedy tototectinami. Resztki ciał zabitych traktowano jak cenne relikwie wierząc, że wypełnia je boska energia. Każde z nich przysługiwało dzielnicy, z której pochodził wojownik odpowiedzialny za schwytanie jeńca. Starszyzna wysyłała kawałek mięsa władcy w darze, a resztę rozdzielała między krewnych i znajomych wojownika. Podobno najlepiej smakowało podawane z kukurydzą. Potrawę tę nazywano tlacatlaolli – ludzka kukurydza.

Nie był to jednak koniec krwawych ofiar. Niepodzielną częścią tego święta była ofiara gladiatorska ku czci boga Xipe Toteca. Rozpoczynała się od uroczystej procesji. Na jej czele wyruszało czterech wojowników: dwóch w strojach jaguara i dwóch przebranych za orły. Mieli oni się zmierzyć z jeńcami. W trakcie marszu cały czas symulowali wzajemne potyczki, żeby w końcu wspólnie zasiąść wokół kamienia gladiatorskiego, zwanego temalacatl i przyglądać się widowisku. Przed nimi prezentowali się przeznaczeni na ofiarę jeńcy, uprzednio upojeni alkoholem octli. Na trzeźwo było im ciężko znieść czekający ich los. Każdego przywiązywano za nogę do kamienia i mógł się bronić jedynie tępą bronią: była nią maczuga z przyklejonymi piórami oraz sieć. Niestety przeciwnicy w strojach jaguarów i orłów występowali w pełnym rynsztunku. Jeśli jeniec okazywał się na tyle waleczny, że nie mogło mu sprostać kolejnych czterech wojowników azteckich, przychodził piąty leworęczny. Ten zwykle powalał na ziemię najdzielniejszego rywala i odbierał mu broń. Wówczas jeniec był przekazywany w ręce kapłanów boga Xipe, który wyrywał mu serce w darze słońcu.

Tymczasem wojownik, który pojmał jeńca złożonego w tej ofierze, otrzymywał naczynie ofiarne, zwane cuauhxicalli, wypełnione krwią zabitego. Dobrym zwyczajem było, żeby obchodził on z tym naczyniem rozmaite świątynie i wizerunki bóstw, dając ludziom skosztować boskiego napoju. Natomiast ciało zabitego zanoszono do dzielnicy wojownika, obdzierano je ze skóry i spożywano w rytualnej uczcie.

Skóry ofiar wkładali na siebie i nosili przez dwadzieścia dni mężczyźni zwani xipeme (liczba mnoga od Xipe). W tym czasie spacerowali po mieście i prosili o jałmużnę. Na noc pozostawiali swoje świąteczne skóry w świątyni, by następnego ranka ponownie je na siebie założyć. Xipeme na trwałe składali je dopiero po dwudziestu dniach, można więc sobie tylko wyobrazić, jaki nieprawdopodobny odór musiały wydzielać. Jakże trzeba było być szalonym albo indoktrynowanym żeby uczestniczyć w tej zbiorowej histerii. Co więcej po ukończeniu rytuału skóry zanoszono do jaskini w trakcie uroczystej procesji, w której uczestniczyli ludzie dotknięci przeróżnymi chorobami, mający nadzieję na wyzdrowienie.

W jaskini wrzucano skóry do jamy ziemnej, w ten sposób zamykając rytuały przynoszące odnowę wegetacji. Dopiero wtedy xipeme i ich rodziny mogli skorzystać z kąpieli – nie myli się bowiem przez dwadzieścia dni. Właściciele jeńców tą kąpielą kończyli również post, obowiązujący ich po śmierci rytualnych synów. Na znak złożonej ofiary umieszczali na dziedzińcu swego domostwa wysoki pal. Na nim wieszali udekorowaną papierem kość udową pojmanego jeńca ku czci boga Xipe. To najbardziej popularne azteckie święto kończyła uczta w gronie przyjaciół i rodziny uhonorowanych wojowników.

Magdalena Pioruńska

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *