Antybaśnie z 1001 dnia – Marcin Wolski

Marcin Wolski, jak na satyryka przystało, pisze konkretnie, na temat i wali prosto z mostu. Już w samym tytule zdradza pomysł na swój alternatywny świat. Pomysł, którego trzyma się konsekwentnie i w którym czuje się jak ryba w wodzie. O ile w latach 90-tych w opowiadaniach innego pisarza fantasty – Andrzeja Sapkowskiego zjawiska antybaśniowości  należało się domyślać, tak u Wolskiego, parę lat później, tematyka i treść opowiadań znane są czytelnikowi już od pierwszego wejrzenia. Tytuł książki słusznie sugeruje odbiorcy pewne zagmatwania w strukturze przedstawionych baśni, komplikacje natury etycznej i zgoła odmienny punkt widzenia narratora, ze swadą opisującego bajkowe motywy z nieco innej  strony: tej brudniejszej, śmielszej, wywołującej rumieniec i śmiech.

„Antybaśnie z 1001 dnia” to zbiór kilkudziesięciu opowiadań, połączonych miejscem akcji, którym jest alternatywny świat baśni. Świat ów choć porzucony gdzieś w czasoprzestrzeni ma wiele wspólnego z rzeczywistością, której doświadczamy my, ludzie XXI wieku. Krainą, w której rozgrywa się większość wydarzeń jest fikcyjna Amiranda. Historia lubi się tam powtarzać, możnowładcy korzystając z doświadczeń innych sfer przestrzennych posługują się nowoczesnymi metodami, by jak najdłużej utrzymać tam epokę ciemnego średniowiecza. Wywiady, kontrwywiady, detektywi, specjaliści od propagandy dbają o umocnienie władzy regenta. Regenta? Owszem, w Amirandzie można zostać tylko regentem, żadnym królem, monarchą, księciem czy choćby władyką – nie. A dlaczego? Wolski tłumaczy dlaczego, a w swym literackim komentarzu łączy rzeczywistość amirandzką z bajką o złotej rybce. Zaraz potem autor opuszcza temat dworu, by wziąć w karby swojej artystycznej krytyki niższe warstwy społeczne. Otóż pospólstwo zadowala się tu paleniem stosów; czarownice, skazane przez trybunał inkwizytorski ratowane są przez przybyszów z innych wymiarów. Gdzieś w tyle słychać nauki i ewangelie wg św. Limeryka. Ostatni smok żywi się makulaturą, dzięki czemu staje się całkiem elokwentny zwłaszcza w dziedzinie literatury. I tak dalej, i tak dalej… A to tylko kropla w oceanie wyobraźni autora.

Czytając Antybaśnie można nie wierzyć jedynie w ten nieposkromiony geniusz autora, który doprowadza do przedstawienia światów alternatywnych w taki sposób i w takiej postaci, w jakiej nigdy nie ukazałaby się nam nawet we snach. Bo trudno jest uwierzyć w coś tak nieograniczonego, precyzyjnego i temperamentnego. Barwy świata Wolskiego rozbłyskują w wyobraźni, nabierają kształtów, ruszają się, żyją. Wszelkie przenośnie i porównania są niepowtarzalne i zaskakujące. Wolski pisze szybko i dynamicznie. W dwóch zdaniach jest w stanie opisać tyle rzeczy, że odbite w wyobraźni obrazy wizualizują się płynnie, powoli i leniwie jak dymek z fajki. Całość podszyta jest wyuzdanym erotyzmem, jaskrawym cynizmem i zdrowym dystansem do wszelakich doktryn i idei od strony lewej zaczynając, na prawej kończąc.

Czytelnika mającego ochotę na ucztę słów rozmiarów co najmniej gargantuicznych zapraszam do stołu, który wszak nie nakrywa się sam, ale to i lepiej. Wszystkie smaczne dania, okraszone sporą dawką humoru serwuje Marcin Wolski. Własną ręką.

Ocena 5/5

Ewa Jezierska

Autor: Marcin Wolski

Tytuł: Antybaśnie z 1001 dnia

Wydawnictwo: Supernowa

Liczba stron: 335

Data wydania: 2004

About the author
Ewa Jezierska
studentka kulturoznawstwa. Pasjonatka polskiej fantasy. Aktualnie mieszka w Warszawie, blisko nadwiślańskiej plaży, gdzie spędza swój czas wolny. Współpracuje z Księgarnią Warszawa oraz kolektywem fotograficznym Gęsia Skórka. Okazjonalna graczka Warcrafta i miłośniczka scrabbli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *