Anna Kańtoch „Tajemnica nawiedzonego lasu”

0

tajemnica-nawiedzonego-lasu-b-iext44133478

Od pamiętnych wakacji w Markotach minęły dwa miesiące. Bestia została pokonana, a Nina powróciła do normalnego życia. Jednak spokój jest tylko pozorny. Pewnego dnia w szkole pojawiają się ONI, komuniści, i zabierają Ninę do ukrytego w puszczy Instytutu Totenwald. Tam spotyka dawnych znajomych z Markotów i wspólnie próbują rozwikłać zagadkę, jaką skrywają okoliczne lasy. A wiąże się ona ze zdarzeniami, które zaszły w chacie węglarza i upiorami wyłaniającymi się z mgły.

„Tajemnica nawiedzonego lasu” Anny Kańtoch to kontynuacja historii opisanej w „Tajemnicy Diabelskiego Kręgu”. Miejscem akcji obu książek jest Polska tuż po II wojnie światowej. Jednak historyczną wizję autorka doprawiła szczyptą magii. Nad Wisłą pojawiły się bowiem anioły, których celów nikt tak naprawdę nie zna, jednak ludzie mają nadzieję na wyzwolenie spod opieki Wielkiego Brata ze Wschodu. Nic dziwnego, że komuniści bezwzględnie tropią skrzydlatych i ludzi, którzy udzielają im schronienia.

Drugi tom konstrukcją bardzo przypomina pierwszy. Znów mamy grupkę dzieci zamkniętych w obcym miejscu. Muszą one na własną rękę odkryć tajemnice, jakie skrywa okolica. A te są ściśle związane z magią aniołów i potrafią przyprawić czytelnika o dreszczyk emocji.
Historia jest poważniejsza, nabiera ciemniejszych barw. Klasztor w Markotach był w istocie dość ponurym miejscem, ale opiekunowie przynajmniej próbowali udawać, że jest inaczej. W Totenwaldzie panuje reżim, który można porównać (oczywiście z zachowaniem pewnych proporcji) do więziennego. Nadawanie dzieciom kodów, wysyłanie ich do bezsensownych robót, ścisły rozkład dnia, pilnowanie przez uzbrojonych żołnierzy, przesłuchania itp. Nad przebywającymi w instytucie wisi nieustanna groźba „dostania czerwonej kartki”. Co to oznacza, nikt nie wie. Ci, którzy zostali ukarani w ten sposób, zniknęli bez śladu.

Wielką zaletą książki jest to, że Annie Kańtoch udało się znakomicie zbudować klimat grozy, podobnie zresztą jak w poprzednim tomie. Korzysta przy tym z atrybutów charakterystycznych dla tego typu literatury – mrocznego lasu, mgły, upiorów, rozdartego na dwoje kościoła. Plastyczność opisów sprawia, że czyta się to świetnie i wcale nie miałam wrażenia wtórności. Poza tym pisarka potrafi bawić się nawiązaniami do klasyków literatury grozy. Doskonale widać to choćby w scenie, gdy Nina, chcąc uspokoić maluchy, opowiada im własną wersję „Zagłady domu Usherów” Edgara Allana Poe’go.

W „Tajemnicy nawiedzonego lasu” liczba bohaterów zostaje okrojona, a na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się Nina. Dziewczyna, która, choć wiele przeszła, wciąż pozostaje dzieckiem. Podoba mi się, że autorka poświęciła trochę czasu na pokazanie, jak Nina radzi sobie ze zwykłym życiem po przygodach, jakie spotkały ją w klasztorze. Z jednej strony ukrywa wiele tajemnic, o których dorośli nie mają pojęcia, z drugiej – często nie panuje nad emocjami i postępuje niedojrzale. I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż Nina zachowuje się jak nastolatka, którą przecież jest. Jednak wysiłek włożony w budowanie tej postaci, zamiast od razu wrzucać ją w następne kłopoty, procentuje. Dziewczyna nie jest kolejną z kompletnie niewiarygodnych bohaterek, jakie zaludniają strony wielu powieści skierowanych do starszej młodzieży. Ma swoje wzloty i upadki, nie wszystko jej się udaje. I dlatego jest wiarygodna.
Osobiście nie żałuję, że z dawnych znajomych z Markotów zostali tylko Tamara, Jacek i Hubert. To najbardziej wyraziste postacie. Z nowych największy potencjał drzemie oczywiście w Danielu Lisie.
Ta postać jest też swoistym wyznacznikiem zmian, jakie zaszły w fabule. W pierwszej części Nina wierzyła w anioły, jednak po tym, co przeżyła, jej wiara rozsypała się w pył. Wtedy było łatwiej – dobre anioły i źli ONI, komuniści. W „Tajemnicy nawiedzonego lasu” sytuacja zaczyna się nieco komplikować. Nina zna już prawdę o aniołach, które aniołami wcale nie są. Ich poczynania są moralnie wątpliwe, a komuniści też mają swoje racje. Świat przestaje być czarno-biały.
Magia okazuje się niebezpieczna i nieprzewidywalna, wprowadza nowe reguły, nad którymi nikt nie potrafi zapanować. Cierpią na tym niewinni.
Tym, czego mi w książce zabrakło, były anioły. Zagadka ich pochodzenia i tajemniczych wrogów została zepchnięta na dalszy plan. Nie dowiadujemy się o nich niczego nowego, a szkoda.

Dobrym dopełnieniem historii są ilustracje Dominika Brońka. Już sama okładka wprowadza nas w klimat Lasu Umarłych, w którym toczy się większa część opowieści. Równie dobre wrażenie robią czarno-białe ilustracje w środku. Choć nie ma ich wiele, to jednak podbijają i tak już niepokojący klimat.

Jako dziecko chętnie czytałam polskie powieści młodzieżowe oparte na schemacie, w którym grupa nastolatków próbuje rozwikłać niezwykłą zagadkę, że wspomnę tylko słynne „Wakacje z duchami” Adama Bahdaja. Anna Kańtoch, która bazuje na tym samym pomyśle, absolutnie nie ma się czego wstydzić. „Tajemnica nawiedzonego lasu” jest kolejną udaną powieścią skierowaną do starszej młodzieży, którą z powodzeniem mogą czytać także dorośli. Autorka zgrabnie łączy fantastykę z wątkami kryminalnymi i podobnie jak w pierwszej części pokazuje, że znakomicie wychodzi jej budowanie klimatu grozy.

Barbara Augustyn

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: „Tajemnica nawiedzonego lasu”
Cykl: Tajemnica Diabelskiego Kręgu
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 363
Data wydania: 2015
Ilustracje: Dominik Broniek

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Odpowiedz