Aleksander Ławrow „W otchłani Imatry”

imatra

Drżyjcie przestępcy, nawet wyjątkowo przebiegli – oto nadchodzi Metody Kobyłkin, rosyjski geniusz śledczy, porównywany do angielskiego Sherlocka Holmesa i francuskiego Vidocqa, który potrafi po nitce dotrzeć do kłębka, a niezwykła intuicja naprowadza go na trop zbrodni, której istnienia inni nawet nie podejrzewają.

Metody Kobyłkin to postać wykreowana przez Aleksandra Iwanowicza Krasnickiego, który utwory o błyskotliwym detektywie tworzył pod pseudonimem Aleksander Ławrow. Pisarz żyjący w latach 1866 – 1917 był niezwykle popularnym i płodnym (napisał ponad sto powieści, a do tego dochodzą jeszcze reportaże, opowiadania, utwory poetyckie) pisarzem. Aż dziw, że żaden z jego utworów nie trafił do rąk polskich czytelników. Ten stan rzeczy postanowiło zmienić wydawnictwo Dobre Historie, publikując „W otchłani Imatry”, pierwszy tom z cyklu „Caryca hunhuzów”.

Jest rok 1893. Rosyjski milioner, Jegor Pawłowicz Worobiow, wraz z córką Marią Worobiową podróżuje do Petersburga. Dziewczyna ma tam poślubić Aleksieja Nikołajewicza Kudlińskiego i tym samym zadośćuczynić za dawne przewiny ojca. Jednak Worobiow nie dociera do celu. Jego śmierć wygląda na atak serca, ale nie dla takiego wygi jak Metody Kobyłkin, któremu cała sprawa od początku wydaje się mocno podejrzana. Detektyw angażuje się w wyjaśnienie całej sprawy i wbrew początkowym niepowodzeniom dociera po nitce do kłębka wyjątkowo zmyślnej i doskonale zaplanowanej intrygi.

„W otchłani Imatry” to rosyjski kryminał retro. Jego akcja toczy się zatem na obszarze carskiej Rosji przed wybuchem rewolucji październikowej. Specyficznego klimatu nadaje jej naszkicowanie charakterystycznych bohaterów, pokazanie ich sposobu pojmowania świata i myślenia. Nie brak przy tym pisarzowi poczucia humoru. Przykładem może być scena, gdy Alosza Kondratiew opowiada gapiom o „kryzysie wężowym”, po czym, zgodnie z zasadą, że „robota to głupota, picie to życie”, oddala się z przygodnie poznanym człowiekiem na jednego głębszego (teoretycznie).

Esencją klimatu jest sam Metody Kobyłkin. Malutki i grubiutki człowiek z intelektem ostrym jak brzytwa. O jego niebywałej wręcz skuteczności decyduje nie siła, lecz spryt i pomysłowość, znajomość (jak dziś byśmy powiedzieli) psychologii przestępców. Kobyłkin nie ma do pomocy Internetu, komputerowych baz danych, wyników badań DNA i odcisków palców, a mimo to radzi sobie świetnie. Jest to typ aspołeczny – w ogóle nie interesuje się ludźmi, chyba że są mu potrzebni do rozwiązania zagadki kryminalnej, która aktualnie zaprząta jego umysł. Jego ostry język nie oszczędza nikogo, łącznie z samym detektywem. Ale nawet gdy język plecie androny, mózg pracuje na najwyższych obrotach.

Klimat „W otchłani Imatry” jest inny od wielu współczesnych kryminałów, które lubują się w budowaniu ciężkiej, mrocznej, wręcz przygniatającej czytelnika atmosfery. U Aleksandra Ławrowa jest inaczej. Mimo popełnianych zbrodni nie brakuje humoru i komicznych sytuacji. Książkę czyta się z niebywałą lekkością.

Trzeba jednak zaznaczyć, że z punktu widzenia współczesnego czytelnika, kilka rozwiązań fabularnych może wydać się dość oczywiste. Choćby wątek romansu Marii z Kudlińskim. Dziewczyna zachowuje się w sposób do bólu przewidywalny. W ogóle Worobiowa jest postacią mdłą i mało interesującą. Inny oklepany chwyt to zakończenie, w którym Kobyłkin wyjmuje wszystkie karty na stół i od początku do końca wyjaśnia czytelnikowi, w jaki sposób została zaplanowana i przeprowadzona cała intryga. Są to jednak małe niedociągnięcia, nie mające większego wpływu na przyjemność czytania tego kryminału.
W klimat powieści dobrze wpisuje się grafika. Ilustracje stylizowane na zdjęcia kojarzą mi się ze sztambuchem. Nie wiem, czy taki był zamysł, ale klimat retro został utrzymany, a to najważniejsze.

„W otchłani Imatry” Aleksandra Ławrowa to klimatyczna kryminalna rozrywka, napisana niezwykle lekkim piórem. Dodatkowym plusem jest wstęp Agnieszki Papaj, przybliżający czytelnikom specyfikę rosyjskich kryminałów retro oraz krótka notka o praktycznie nieznanym w Polsce rosyjskim pisarzu. Piter może spać spokojnie – Kobyłkin czuwa.

Barbara Augustyn

Autor: Aleksander Ławrow

Tytuł: „W otchłani Imatry”

Wydawnictwo: Dobre Historie

Liczba stron: 254

Data wydania: 2012

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *