„Nie myślę o czytelnikach podczas rysowania komiksów” – rozmowa z Maciejem Pałką

0

Serdecznie zapraszamy do lektury rozmowy z Maciejem Pałką, rysownikiem i scenarzystą komiksowym, twórcą „Jak schudnąć 30 kg” (do scenariusza Tomasza Pstrągowskiego) i „Najgorszego komiksu roku”.

autor foty SZYMON ADAMUS

Na swojej stronie określasz się jako weteran xerowanych zinów epoki kleju i nożyczek. Nadal tak postrzegasz swoją twórczość?

Paradoksalnie nigdy nie przestałem tworzyć zinów, bo robię je w pracy. Prowadzę warsztaty komiksowe, których jednym z elementów jest redagowanie zinów. To są publikacje, które zazwyczaj nie wypływają poza grupy uczestników zajęć. Czyli tak, ziny w różny sposób są stale obecne w moim życiu. Nie tylko ziny komiksowe, ale również wydawanie muzyki w formie limitowanych edycji płytek z ręcznie składanymi okładkami itp. Jednym z takich zinów była na przykład pocztówka dźwiękowa w kształcie serca, nagrana i wycięta przez Sebastiana Buczka. W komplecie był jeszcze komiks Sebastiana, a wszystko mieściło się w kopercie formatu A6 i liczyło bodaj 20 sztuk nakładu, który był dostępny tylko jednego dnia. Takie minipublikacje przygotowujemy z kolegami w ramach wytwórni Centrum Badania Możliwości, głównie przy okazji organizowanych koncertów muzyki eksperymentalnej.

grubas

Czy dostrzegasz jeszcze zapotrzebowanie na ziny? Czy ta formuła się nie wyczerpała, teraz, kiedy niekomercyjne komiksy o wiele łatwiej publikować w Internecie?

dziewczynyZiny traktowane jako forma edukacyjna są świetne, bo otwierają oczy na to, że nie trzeba budżetu, wydawcy, nie trzeba też być super profesjonalnym artystą, aby coś opublikować. Oczywiście dotyczy to również Internetu. Kwestia fetyszu papieru to sprawa drugorzędna.
Z drugiej strony, w przypadku publikacji niezależnych szybko możemy dojść do dyskusji, czym obecnie w ogóle jest zin. Ostatnio w środowisku komiksowym spieraliśmy się o to podczas tegorocznej edycji festiwalu Złote Kurczaki.

Czyli rozszerzając definicję zinu na niezależne publikacje internetowe, można uznać, że ziny mają się jak najlepiej?

Nawet bez rozszerzania takiej definicji. Oprócz zinów komiksowych ostatnimi laty renesans przeżywają też inne art-ziny. O ile kiedyś forma samizdatu była koniecznością powodowaną głównie budżetem, to obecnie dominującym trendem jest wybór artystyczny. Bardzo mi się to podoba.

W takim razie wybór niezależności publikacji kosztem jej zasięgu nadal obowiązuje?

Nie patrzę na to w ten sposób. Dla mnie to po prostu forma. Ale oczywiście tam, gdzie autor ma większą kontrolę, może sobie pozwolić na więcej.

Twoje ostatnie dwa komiksy – „Jak schudnąć 30 kg” i „Najgorszy komiks roku” pokazują jednak, że można pogodzić stylistykę zinu z albumem komercyjnym.

„Jak schudnąć 30 kg” nie jest stylizowane na zin. Wręcz przeciwnie. To był komiks, którego narysowanie wymagało ode mnie dużej dyscypliny. Już bardziej „Najgorszy komiks roku”, który ma strukturę „książki w książce”. Te komiksy, jeśli chodzi o język, są zupełnie inne. Co prawda publikowałem je fragmentami w swoim zinie, ale chodziło mi wyłącznie o motywację do ich ukończenia. Inna sprawa, że nie uważam, iż istnieje coś takiego jak „stylistyka zinowa”, tak samo jak nie uważam, że istnieje cos takiego jak „komiksowa kreska”.

piateczek

„Najgorszy komiks roku” jako hybryda pamiętnika i szkicownika może prowokować do takiego szufladkowania. Zostawmy jednak terminologię. Chciałbym zatrzymać się przy „Jak schudnąć 30 kg”. Publikacja wymagała ogromnej odwagi, szczególnie Tomka. Obawialiście się reakcji czytelników?

Nie wiem, jak Tomek, ale ja, co przyznaję z pewnymi oporami, w ogóle nie myślę o czytelnikach podczas rysowania komiksów. Owszem, chcę, aby technicznie wszystko było czytelne i przejrzyste, ale nie zastanawiam się nad tym, co ludzie powiedzą. Takie myśli pojawiają się czasami już po tym, jak materiał idzie do druku i nie można się wycofać. Kilka razy miałem małe ataki paniki, gdy myślałem o „Najgorszym komiksie roku”. Przy okazji „Jak schudnąć 30 kg” zawsze miałem wytłumaczenie – ja tu tylko rysuję.

kadr (2)

Czy podczas rysowania odczuwałeś presję, ciężar tematu? W końcu takiej wiwisekcji w polskim komiksie chyba jeszcze nie było.

Czytałem ten scenariusz jak literaturę. Zresztą przed podjęciem prac Tomek mnie solidnie teoretycznie przygotował. Potem ja mu tę teorię podkradłem i przedstawiłem jako swoją w „Najgorszym komiksie roku” (przepraszam, Tomku). Podczas pracy jedyne refleksje, jakie miałem, były natury technicznej – jak coś narysować, jak udźwignąć temat i nie zanudzić. Największym problemem był wybór narzędzia. Dopiero gdy skończyłem rysować, złożyłem pierwszą wersję i ją przeczytałem – wtedy do mnie dotarło, co narobiliśmy!

Macie już pierwsze recenzje. Odzew was zaskoczył?

„Jak schudnąć 30 kg” już przed premierą dotarło do czytelników spoza środowiska komiksowego. Tomek jest charyzmatycznym podcasterem i ma grupę zadeklarowanych przyjaciół, którzy wsparli ten komiks już w momencie ogłoszenia, że się ukaże. Na etapie przedsprzedaży zeszło ponad 100 sztuk, co jak na polski rynek komiksowy jest bardzo dobrym wynikiem. Dla wielu czytelników jest to w ogóle pierwszy lub jedyny komiks, jaki mają w domu. Do lektury podchodzą bardzo osobiście. Taka reakcja sprawia, że jestem szczęśliwy, będąc częścią tego projektu. Do tej pory nigdy nie spotkałem się z takim odbiorem czytelników. Jest to dla mnie nowość.

Tomek na spotkaniach i w wywiadach podkreśla, że nie można odbierać tej historii wprost, jeden do jednego. Z racji tego, że sam uczynił siebie głównym jej bohaterem, czytelnik łatwo utożsamia Tomka prawdziwego z Tomkiem fikcyjnym. Czy twoim zdaniem, jako współtwórcy „Jak schudłem 30 kg”, należy postrzegać ten komiks jako autoterapeutyczny?

Nie. Tomek pokazuje bohatera jako creepy grubasa – stalkera zboka. Co to za autoterapia? Za to „Najgorszy komiks roku” – jak najbardziej. To komiks kompensacyjny, trochę zapożyczyłem z kreacji Gierczaka w „Ołtsajders”. Narysowałem sobie niezłe mięśnie i obsadziłem się w historyjkach, które były bardziej cool niż w rzeczywistości.

maciej i tomek

„Najgorszy komiks roku” powstał niejako przy okazji rysowania „Jak schudnąć 30 kg”. Jak przebiegały prace nad tym komiksem?

W pracy nad „Jak schudnąć 30 kg” dobijało mnie to, że przez długi czas nie mogłem znaleźć właściwego stylu. Zmieniałem narzędzia, rodzaj i grubość kreski. Doszło do tego, że na końcu musiałem przerysować pierwszych 30 stron. Tymczasem w notesie rysowałem sobie wprawki do kolejnego komiksu. Wyszło z tego 100 stron. Patrzę – a tu gotowy album! Narysował się sam. Przy okazji znalazłem kreskę właściwą do „Jak schudnąć 30 kg” i mogłem go skończyć. Ten komiks narysował się tak jakby w magiczny sposób.

W komiksie wspominasz, że tworzenie komiksów przestało być twoim hobby, odkąd stało się pracą. Można utrzymać się naszym kraju z komiksów?

Po pierwsze nie zapominajmy, że komiks to jednak… fikcja. To jest kreacja. Akurat w tej scenie odpowiadało mi takie przerysowanie dla uzasadnienia fabularnego. A może naprawdę tak wtedy myślałem? Wiadomo, że gdy coś jest pełnoetatową pracą, to nawet jeśli to pasja i praca życia, może wkraść się element zwątpienia i zmęczenia. Czy w Polsce można żyć z komiksów? Zaręczam, że takie pytanie zadają sobie też moi koledzy z USA, gdzie przecież komiks jako taki jest częścią sporej branży z tradycją dłuższą niż sto lat. Jeśli ma się odrobinę szczęścia, trochę talentu i olbrzymią dozę konsekwencji, to można żyć z tego, co się kocha, choćby miała to być najbardziej egzotyczna rzecz.
kadr neoNasze pokolenie przerobiło to na przykładach: hip-hopu, street-artu, gier komputerowych, komiksu itp. Gdy byliśmy nastolatkami w latach 90., wszystkie te dziedziny były traktowane jeśli nie z pobłażaniem i kpiną, to z jawną wrogością. Teraz reprezentują główny nurt. Kiedyś taka działalność była określana jako nieszkodliwe hobby, strata czasu i dziwactwo. Teraz nikogo nie dziwi, że można z tego żyć i odnosić sukcesy. Podobnie będzie w przyszłości – dzisiaj nie wiemy jeszcze, które kolejne „głupie hobby” okaże się zyskowne. A skracając wywód – jeśli można żyć z uprawiania sztuki, to oczywiście można żyć też z komiksu. To w sumie ciekawa sprawa. Podczas ostatniego MFK rozmawiałem o tym z kolegami (Skutnikiem, Śledziem, KRL-em). Wszyscy sobie jakoś zaprojektowaliśmy swoją karierę w stosunkowo młodym wieku. To były nieżyciowe wybory – startowaliśmy podczas kryzysowych lat komiksowej Wielkiej Smuty. Nie mogliśmy się spodziewać, gdzie znajdziemy się 20 lat później. Udało się. Może nie do końca tak, jak to sobie wyobrażaliśmy (mówię za siebie), ale chyba osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. Teraz już mamy wszystko na talerzu. Wygraliśmy.

Samo tworzenie komiksu nie jest twoim jedynym zajęciem związanym ze sztuką. Na co dzień pracujesz w ośrodku Brama Grodzka – Teatr NN w Lublinie, gdzie koordynujesz różne projekty.

Tak się składa, że są to wszystko rzeczy związane głównie z komiksem (warsztaty, wystawy) i z muzyką (koncerty). Gdzie tylko można, staram się dorzucić komiksową cegiełkę do różnych interdyscyplinarnych projektów.

smolensk

Czy możesz powiedzieć coś więcej o prowadzonych przez siebie warsztatach? Czego można się podczas nich nauczyć?

Prowadzę warsztaty komiksowe właściwie dla każdego rodzaju uczestników: przypadkowych i zaawansowanych amatorów, przedszkolaczków i seniorów, cykliczne i jednorazowe, na miejscu, w Lublinie i w takich egzotycznych miejscach jak Mielec czy Palestyna. Konsultuję też indywidualnie prace dyplomowe z dziedziny komiksu (zapraszam, zawsze służę pomocą), ale zdarzało mi się także szkolić osiemdziesięcioosobowe armie gimnazjalistów. Wyspecjalizowałem się w improwizacji komiksowej i w tworzeniu zinów.

Jak oceniasz wyniki takich warsztatów? Czy przekładają się one na dalsze zainteresowanie tworzeniem komiksów?

Komiks jako taki i język komiksu znajdują się oficjalnie w podstawie programowej szkoły podstawowej. Moje warsztaty są zatem często wsparciem dla nauczycieli, którzy nie zawsze wiedzą, jak ugryźć temat. W ciągu ostatnich pięciu lat przeprowadziłem przynajmniej kilkaset takich warsztatów. Przeszkoliłem kilka tysięcy nierzadko przypadkowych osób, najwięcej dzieci. Część uczestników do mnie wraca, czasami w różnych dziwnych i śmiesznych okolicznościach. Mam nadzieję, że któraś z tych osób objawi się kiedyś jako twórca komiksów. Kiedy byłem w wieku tych dzieciaków, to o podobnych warsztatach mogłem tylko pomarzyć. Teraz takie zajęcia to coś normalnego. Bardzo mnie cieszy, gdy ktoś przynosi swoje prace do pokazania i chce usłyszeć jakieś porady. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, wystarczy zapytać. Na pewno dzięki kontaktowi z dziećmi i młodzieżą mam pewne rozeznanie w tym, czy komiks jest u nas popularny, a jeśli tak, to jaki. To się zmienia i są różne trendy, ale jest coraz lepiej.

najgorszy

Jak postrzegasz więc polski rynek od tej strony? Mamy przecież Samojlika, Nowackiego, Kołomycką, Kalinowskiego, Skarżyckiego i Leśniaka oraz gro nowych nazwisk związanych z konkursem im. Janusza Christy. Tylko czy mają oni szanse w starciu z kolejnymi seriami Marvela i DC?

Mieliby taką szansę, gdyby ich komiksy leżały na każdej poczcie, tam gdzie teraz są eksponowane wypociny Zychowicza czy innego Semki. Istnieje jednak też inne rozwiązanie – biblioteki. Tutaj każdy musi wykonać misję i pójść do swojej osiedlowej wypożyczalni, do działu dziecięcego, z sugestią, by zamówili wymienione przez ciebie pozycje. W oddziałach bibliotecznych, z których korzystam, są komiksy, również dlatego, że zdarza mi się wskazywać ciekawe tytuły. Każdy może wyjść z taką inicjatywą.

Na koniec chyba najbardziej znienawidzone przez twórców pytanie. Co dalej? Nad czym obecnie pracujesz?

A, to proste akurat. Obecnie kończę „Ostatni seans w kinie Corso”, czyli album realizowany w ramach stypendium Prezydenta Miasta Lublina. Za chwilę ruszam zaś z postapokaliptyczną „Cesarzową” do scenariusza Dominiki Węcławek. A już w fazie zaawansowanych szkiców czeka na mnie „Pekin”, czyli kolejny pseudo-autobiograficzny komiks o muzyce i narkotykach. Tym razem w konwencji horroru.
Mam też kolejny projekt muzyczny i już planuję, co by tu ciekawego wymyślić na planowane w 2019 roku obchody stulecia polskiego komiksu.

Dziękuję za rozmowę

Karol Sus

Podziel się

O autorze

Karol Sus

Rocznik ‘88. Absolwent Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie. Wychowany na micie amerykańskiego snu. Wciąż jeszcze wierzy, że chcieć – to móc. Wolnościowiec. Kinomaniak, meloman, mól książkowy. Namiętnie czyta komiksy. Szczęśliwy mąż i ojciec.

Odpowiedz